niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 20

-Nie nic! Koleżanka dzwoniła.- I co ja miałam mu powiedzieć? Musiałam skłamać! Gdybym powiedziała, że to Janek dzwonił znowu wpadł by w furię. 

-A okej! Ja już się będę powoli zbierał!


-Ale jeszcze nie skończył się film!


-Tak wiem. Przepraszam, muszę już iść! Do zobaczenia niebawem.- pocałował mnie i wyszedł


-Pa- powiedziałam stłumionym głosem.


**************************************

 Kolejne dni minęły jak z bicza strzelił. Co dwa dni robiłam to samo:
Wstawałam o godzinie 8:40. Prysznic, śniadanie, pakowanie i na godzinę 10 na rynek, aby jechać razem z Jankiem na łąkę, gdzie będzie te całe zgromadzenie. 
 Z Marcinem jest lepiej. Dzwoni do mnie, chodzimy to tu to tam, nawet raz pojechaliśmy razem pojeździć sobie rowerami po okolicznych polnych drogach. Oczywiście, czuję się jego dziewczyną i w ogóle, ale prawdę mówiąc powoli więcej czasu spędzam z Jaśkiem niż z nim. Nie żeby coś ale to się robi dziwne. Zostałam już kilkakrotnie nazwana dziewczyną Janka. Najpierw był jego wujek, później Filip, który przyjechał ponad tydzień temu. Kolejny był Rafał, który choć miał przyjechać razem ze Smavem, to dopiero przyjechał kilka dni temu. Gdybyście widzieli chłopaków minę. Była nie do opisania.
 Dziś jest 3 Sierpień. Ostatni dzień przygotowań. Jutro o godzinie 14:00 na tą łąkę, na której właśnie stoję, zbierze się 34 dzieci, 4 opiekunów oraz gwiazdy główne: Jan Dąbrowski, Filip Kłoda, Rafał Kisieliński i Stasiu Świątkowski. Wszystko jest przygotowane. Łąka jest ogrodzona. To znaczy wbite są co kilka metrów pale, a łączy ich sznurek z kolorowymi (co kawałek) flagami. Jest tylko jedno wyjście z tego ogrodzonego dość dużego kawałku. Po lewej stronie stoją namioty. Na końcu w rogu jest namiot Jasia, Smava, Thora i Kiśla. Na środku ustawione jest wielkie ognisko. Z tyłu są ustawione stoły oraz ławki. Po prawej stronie jest wolne miejsce do zabaw. A, zapomniałam powiedzieć, że w lewym górnym rogu postawione są Toi-Toi'e oraz, co mnie zdziwiło polowe prysznice, tzn. są kabiny z jakiegoś sztucznego tworzywa, w środku jest normalna słuchawka, a woda jest z tyłu w wielkich kilkudziesięcio litrowych zbiornikach. No poprostu pierwszy raz widzę takie coś na oczy. Czuję, że to będzie niezła impreza. Już się nie mogę doczekać jutra.
 Wróciliśmy do miasta po skończeniu wszystkich prac. Wysiadłam z samochodu obok parku. Kierowałam się w stronę domu, ale chłopacy zatrzymali mnie mówiąc abym poczekała, bo chcą się przejechać na fiszkach. Usiadłam na ławce i czekałam. Długo nie musiałam czekać, bo 10 minut później byli już koło mnie. Smav dał mi deskę i uczył mnie jeździć. Na początku było trudno, ale jakoś to ogarnęłam. Pomyślałam, że z kasy, którą dostałam na 18, kupię fiszkę. Tylko jaki kolor? Może czerwoną albo czarną albo fioletową, nie wiem. Mieliśmy bardzo dobre humory. Filip i Rafał już się przyzwyczaili do mnie. W sensie takim, że już nie pilnują się aby czegoś nie powiedzieć za dużo. 

-No to do jutra!- powiedziałam otwierając furtkę

-Do jutra!-odpowiedział Smav i śmignął dalej przed siebie

-Ta do jutra-powtórzył Kiślu, który też "poleciał" za Filipem

-To jutro o 12 tam gdzie zawsze.-Jasiu zatrzymał się koło mnie

-Tak. To Pa...- odwróciłam się i poszłam w kierunku drzwi wejściowych. Czułam jak Janek wodzi za mną wzrokiem. Chciałam jak najszybciej wejść do domu i zamknąć drzwi. Usłyszałam za sobą nawoływanie Rafała, a po chwili odjeżdżanie fiszki. Otworzyłam drzwi i targnęłam do środka zamykając je za sobą. 
Przywitałam się z ciocią i poszłam na górę. wysypałam wszystko z torebki i położyłam na swoje miejsce. Zeszłam na dół do cioci, która jak zwykle krzątała się po kuchni. Robiła obiad, bo pachniało obłędnie. Zobaczyłam przez ramię cioci co robi. Zauważyłam na patelni smażącego kurczaka, obok garnek z czymś się gotującym.

-Co dziś na obiad?- zapytałam

-Ryż z kurczakiem i warzywami- powiedziała ciocia nie odwracając głowy od kuchenki.

-Mmmm... pycha!- usiadłam na krześle przy stole- Przypominam ci, że jutro wyjeżdżam i wrócę dopiero 7.

-Yyy... Tak pamiętam. Podasz mi z zamrażarki warzywa?

-Już!- wstałam i poczłapałam do lodówki. Otworzyłam zamrażarkę i podałam cioci warzywa.

-Nie dowiedziałam się jeszcze ile tam osób będzie!

-34 dzieci 7 opiekunów łącznie ze mną- do opiekunów doliczyłam jeszcze Jasia, Kiśla i Smava

 Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas. Ciocia zdążyła w tym czasie dokończyć obiad. Rozłożyłam talerze oraz sztućce. 10 minut później już wszyscy siedzieli przy stole zajadając. Po obiedzie pomogłam posprzątać po obiedzie.

-To ja już idę się pakować!

-Jak coś będziesz potrzebowała to mów

-Dobrze

 Pobiegłam do pokoju, wyjęłam z szafy torbę i zaczęłam przygotowywać rzeczy, które zabiorę. Kładłam je na łóżku, już poskładane, gotowe do spakowania. Mniej więcej około godziny 20 byłam już spakowana. Poszłam się wykąpać. Nikogo nie było w domu, bo ciocia poszła do pracy a wujek wyjechał w delegacji. Wzięłam godzinną relaksującą kąpiel. Przed snem włączyłam pierwszy lepszy film. Gdy spojrzałam na wyświetlacz telefonu: godzina 22:47, brak wiadomości. Marcin dziś do mnie nawet nie wysłał SMS'a. "Oj grabi sobie, grabi!"- pomyślałam. Wyłączyłam laptopa i poszłam spać!


--------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam (znowu xd), że długo nie było rozdziału, ale jak to wakacje, byłam na wakacjach. Dziękuję wam za prawie 4000 wyświetleń. Dziękuję wiernym fanom, którzy czytają i nie mogą doczekać się kolejnego rozdziału, ale dziękuję też tym wszystkim, którzy czytają, choć nie pozostawiają po sobie śladu. :3  Jesteście niesamowici. <3
Ps. Przepraszam za krótki rozdział, ale już kolejny będzie dłuższy!


Pamiętaj !!!


Czytasz-Komentujesz
:3 



Daje to wielką motywację do pisania!! ♥