wtorek, 1 września 2015

Rozdział 21

Wzięłam godzinną relaksującą kąpiel. Przed snem włączyłam pierwszy lepszy film. Gdy spojrzałam na wyświetlacz telefonu: godzina 22:47, brak wiadomości. Marcin dziś do mnie nawet nie wysłał SMS'a. "Oj grabi sobie, grabi!"- pomyślałam. Wyłączyłam laptopa i poszłam spać!

***************************************

 Zapowiadał się piękny dzień. Słońce wisiało już wysoko kiedy wychodziłam z domu z torbą. Jasiek czekał z chłopakami przed domem. Zauważyłam przez szybę, że z tyłu również siedzi Thor. Po chwili jednak przypomniałam sobie, że coś tak Janek wspominał o tym. Znaczy się, wiedziałam, że będzie na biwaku, ale kompletnie o tym zapomniałam. Kiślu wyszedł po mnie i wziął ode mnie torbę po czym wrzucił ją do bagażnika. Usiadłam koło kierowcy. Zawsze tam siadałam, nawet jak jechali z nami chłopacy.

-Hej!-przywitałam się

-Cześć!- odpowiedział mi chór przywitań

-Jak tam humorki? Dopisują?- samochód ruszył

-Oczywiście!- odrzekł szybko Rafał. Do niego nie było te pytanie, bo on zawsze jest w świetnym humorze i rozwesela wszystkich. 

-A, Ania!- odwróciłam się i wyciągnęłam rękę w stronę Thora

-Stasiu!- odrzekł i odwzajemnił uścisk dłoni

 Atmosfera w samochodzie była luźna. Chyba nie przejmowali się zbytnio tym biwakiem. Mi serce tak waliło, jakby chciało właśnie wyskoczyć.  Po kilkunastu minutach dojechaliśmy. Mieliśmy 3 godziny na to aby dokończyć niektóre rzeczy przed przyjazdem. Ja z Filipem i Rafałem zajęliśmy się znoszeniem materaców do namiotów. Namioty były dość duże, bo w jednym mieściły się 4 osoby. W środku znajdowały takie małe przegrody, gdzie mieścił się jeden materac, chodziło o to aby każdy miał trochę prywatności. Jasiu, Filip, Rafał i Stasiu mieszkali razem w jednym, a ja zamieszkiwałam z innymi 3 opiekunami. Były to 3 kobiety. Starsze ode mnie o kilka lat. Prawdopodobnie były to osoby z firmy, z którą Jasiek współpracuje. Były bardzo miłe, bo również są teraz z nami i pomagają nam. 
 Gdy już skończyliśmy nosić materace, zaczęliśmy ustawiać krzesła w krąg wokół ogniska. Od strony namiotów, krąg nie był zamknięty, bo stały tam 4 białe, plastikowe krzesła, oddzielone od wszystkich. Dla głównych "gwiazd"- jak często śmiałam żartować, gdy rozmawiałam z chłopakami, przez co czasami dostawałam z pięści w ramię albo darmową przebieżkę wokół całego terytorium obozu, gdy mnie gonili, żeby coś mi zrobić. Opiekunowie też mają miejsca, między dziećmi. Suuuper... już się cieszę. Oczywiście to był sarkazm, gdy przypominam sobie, że tu będzie 34 dzieci w wieku mojej kuzynki- 14 lat- to mi głowa pęknie, dlatego też kupiłam całe opakowanie Apap'u. Ale z drugiej strony patrząc, to jestem jakaś dziwna, chyba nie będą aż upierdliwi, ale oczywiście jak ja coś sobie wmówię, to później trudno mi to wybić z mojej główki.
 Usiedliśmy na krzesłach i czekaliśmy, aż wszyscy przybędą. Zbliżała się godzina 13. Siedziałam z nimi dopóki nie zadzwonił telefon. Wyjęłam go z kieszeni spodenek. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer.

-Sorki, telefon, zaraz przyjdę- powiedziałam do wszystkich, bo rozmawialiśmy o ważnych rzeczach. A mianowicie o tym, że trzeba jeszcze zrobić tablicę, na której będą punkty dostawane za czystość w namiocie. Za pięknie wysprzątany namiot można dostać nawet i 10 punktów, a za bałagan, brud i syf- 0. Poniżej 5 punktów są kary np. sprzątanie po śniadaniu, obiadu, kolacji w "jadalni", sprzątnięcie łazienek itp. Coś się wymyśli. Dyscyplina musi być. W tym miejscu urwałam, bo jakiś nieznany numer do mnie dzwoni. Wstałam i poszłam do swojego namiotu. Przeciągnęłam palcem w stronę zielonej słuchawki.

-Halo?! 

-Cześć kochanie, z tej strony Marcin- na moją twarz wkradł się uśmiech- Przepraszam, że nie dzwoniłem, ale zgubiłem telefon. To jest mój nowy numer. 

-Heeej... 

-Mam dziś wolny wieczór, może gdzieś pójdziemy?- Tak, nie powiedziałam mu, że tu jadę z Jaśkiem i chłopkami. Wie tylko o tym biwaku dla starszych, na który go wyciągnęłam, aby pogodził się z Jankiem. Zastanawiałam się, co mu powiedzieć.- Halo?! Jesteś?!

-Tak, tak jestem. Przepraszam, ale jestem trochę chora, to znaczy miałam gorączkę dziś w nocy, więc poleżę tak z kilka dni w łóżku.- Nienawidzę kłamać. Kłamanie mi kiepsko wychodziło, dlatego mało co to robiłam. Ale tym razem udało mi się chyba go przekonać, ale nie na długo.

-O Boże, przyjdę zaraz do ciebie, bo siedzę w domu. Nie będziesz sama siedziała i się nudziła. 

-Nie, nie, nie! Bo możesz się jeszcze zarazić. A w ogóle to 10 jest obóz. Ja może wyzdrowieje, albo nie. - szybko dodałam- I nie chcę, abyś ty też zachorował i nie pojechał.- Nie wiedziałam co mówić. Był natarczywy. Za wszelka cenę chciał się dziś spotkać. Gdyby ktoś mnie teraz widział i słyszał to od razu by zgadł, że kłamałam. Chodziłam od jednego końca namiotu do drugiego. Wyrobiłam już ścieżkę. W ręce ciągle miałam rąbek bluzki- gniotłam go, to znów go prostowałam i znowu gniotłam i tak w kółko, przez co wyglądał ten kawałek tak, jakbym nie prasowała nigdy tej bluzki.

-Okej... - przerwał nam głos jego mamy, która wołała go na obiad.

-No dobra to pa, do zobaczenia!- powiedziałam zaraz po tym jak usłyszałam wołanie jego matki.

-Tak, do zobaczenia!- I rozłączył się!

 Szłam w kierunku ogniska gdy nagle wyskoczył zza rogu mi Jasiek. Podskoczyłam i krzyknęłam z przerażenia. Serce biło milion razy na minutę. Złapałam się za nie i pochyliłam się.

-Przestraszyłem cię?- spojrzałam na niego spod byka

-Nie ty, tak tylko podskoczyłam i krzyknęłam.- wyprostowałam się i skierowałam się w zamierzoną stronę

-Nie ładnie tak kłamać, wiesz o tym?- odwróciłam się na pięcie i podeszłam do niego wkładając przy tym telefon do kieszeni.

-Nie ładnie podsłuchiwać, wiesz o tym? -skrzyżowałam ręce

-Pierwszy zadałem pytanie!

-No i co z tego? Nie muszę ci się tłumaczyć!- zaczęłam się z nim drażnić. Jasiek wyprostował się i włożył ręce do kieszeni brązowych spodenek.- No dobra powiem ci, nie bij!- skuliłam się i skrzyżowałam ręce nad głową. Ale szybko wstałam i się zaśmiałam. 

-Ale nie, serio!

-Marcin do mnie dzwonił.

-Ale czemu go tak okłamałaś. Nie jesteście już razem?

-Jesteśmy, ale tak jakoś nie powiedziałam mu, że ci pomagam i że jestem teraz tu z tobą. A ty czemu podsłuchiwałeś?

-Nie podsłuchiwałem, po prostu szedłem do namiotu po coś do pisania. A ty bardzo głośno rozmawiasz.- nic nie odpowiedziałam.

 O godzinie 13:40 pojawili się już pierwsi obozowicze. Były to jakieś 2 dziewczyny, które na widok Jasia zaniemówiły, bo stały przez jakąś chwilę przed bramą i nie ogarniały, że miały pokazać Karolinie- jednej z opiekunek- bilet. Przywitaliśmy się wszyscy z nimi. Miałam zaprowadzać do namiotów wszystkich zaraz po tym jak przyjadą aby mogli rzucić walizki i przyjść z powrotem na "plac główny". Po godzinie 14 wszyscy już byli. 28 dziewczyn i 6 chłopaków. Zapowiadały się bardzo miło spędzone 4 dni.


--------------------------------------------------------------------------------------------
 Dobija mi prawie 4400 wyświetleń. Cieszę się bardzo, bardzo, bardzo. Wspominam to pod każdym rozdziałem: Piszcie komentarze, bo to daje naprawdę wielką motywację do pisania.
Cieplutko pozdrawiam i życzę dobrych ocen w szkole xd :3 


Pamiętaj !!!


Czytasz-Komentujesz
:3 



Daje to wielką motywację do pisania!! ♥

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 20

-Nie nic! Koleżanka dzwoniła.- I co ja miałam mu powiedzieć? Musiałam skłamać! Gdybym powiedziała, że to Janek dzwonił znowu wpadł by w furię. 

-A okej! Ja już się będę powoli zbierał!


-Ale jeszcze nie skończył się film!


-Tak wiem. Przepraszam, muszę już iść! Do zobaczenia niebawem.- pocałował mnie i wyszedł


-Pa- powiedziałam stłumionym głosem.


**************************************

 Kolejne dni minęły jak z bicza strzelił. Co dwa dni robiłam to samo:
Wstawałam o godzinie 8:40. Prysznic, śniadanie, pakowanie i na godzinę 10 na rynek, aby jechać razem z Jankiem na łąkę, gdzie będzie te całe zgromadzenie. 
 Z Marcinem jest lepiej. Dzwoni do mnie, chodzimy to tu to tam, nawet raz pojechaliśmy razem pojeździć sobie rowerami po okolicznych polnych drogach. Oczywiście, czuję się jego dziewczyną i w ogóle, ale prawdę mówiąc powoli więcej czasu spędzam z Jaśkiem niż z nim. Nie żeby coś ale to się robi dziwne. Zostałam już kilkakrotnie nazwana dziewczyną Janka. Najpierw był jego wujek, później Filip, który przyjechał ponad tydzień temu. Kolejny był Rafał, który choć miał przyjechać razem ze Smavem, to dopiero przyjechał kilka dni temu. Gdybyście widzieli chłopaków minę. Była nie do opisania.
 Dziś jest 3 Sierpień. Ostatni dzień przygotowań. Jutro o godzinie 14:00 na tą łąkę, na której właśnie stoję, zbierze się 34 dzieci, 4 opiekunów oraz gwiazdy główne: Jan Dąbrowski, Filip Kłoda, Rafał Kisieliński i Stasiu Świątkowski. Wszystko jest przygotowane. Łąka jest ogrodzona. To znaczy wbite są co kilka metrów pale, a łączy ich sznurek z kolorowymi (co kawałek) flagami. Jest tylko jedno wyjście z tego ogrodzonego dość dużego kawałku. Po lewej stronie stoją namioty. Na końcu w rogu jest namiot Jasia, Smava, Thora i Kiśla. Na środku ustawione jest wielkie ognisko. Z tyłu są ustawione stoły oraz ławki. Po prawej stronie jest wolne miejsce do zabaw. A, zapomniałam powiedzieć, że w lewym górnym rogu postawione są Toi-Toi'e oraz, co mnie zdziwiło polowe prysznice, tzn. są kabiny z jakiegoś sztucznego tworzywa, w środku jest normalna słuchawka, a woda jest z tyłu w wielkich kilkudziesięcio litrowych zbiornikach. No poprostu pierwszy raz widzę takie coś na oczy. Czuję, że to będzie niezła impreza. Już się nie mogę doczekać jutra.
 Wróciliśmy do miasta po skończeniu wszystkich prac. Wysiadłam z samochodu obok parku. Kierowałam się w stronę domu, ale chłopacy zatrzymali mnie mówiąc abym poczekała, bo chcą się przejechać na fiszkach. Usiadłam na ławce i czekałam. Długo nie musiałam czekać, bo 10 minut później byli już koło mnie. Smav dał mi deskę i uczył mnie jeździć. Na początku było trudno, ale jakoś to ogarnęłam. Pomyślałam, że z kasy, którą dostałam na 18, kupię fiszkę. Tylko jaki kolor? Może czerwoną albo czarną albo fioletową, nie wiem. Mieliśmy bardzo dobre humory. Filip i Rafał już się przyzwyczaili do mnie. W sensie takim, że już nie pilnują się aby czegoś nie powiedzieć za dużo. 

-No to do jutra!- powiedziałam otwierając furtkę

-Do jutra!-odpowiedział Smav i śmignął dalej przed siebie

-Ta do jutra-powtórzył Kiślu, który też "poleciał" za Filipem

-To jutro o 12 tam gdzie zawsze.-Jasiu zatrzymał się koło mnie

-Tak. To Pa...- odwróciłam się i poszłam w kierunku drzwi wejściowych. Czułam jak Janek wodzi za mną wzrokiem. Chciałam jak najszybciej wejść do domu i zamknąć drzwi. Usłyszałam za sobą nawoływanie Rafała, a po chwili odjeżdżanie fiszki. Otworzyłam drzwi i targnęłam do środka zamykając je za sobą. 
Przywitałam się z ciocią i poszłam na górę. wysypałam wszystko z torebki i położyłam na swoje miejsce. Zeszłam na dół do cioci, która jak zwykle krzątała się po kuchni. Robiła obiad, bo pachniało obłędnie. Zobaczyłam przez ramię cioci co robi. Zauważyłam na patelni smażącego kurczaka, obok garnek z czymś się gotującym.

-Co dziś na obiad?- zapytałam

-Ryż z kurczakiem i warzywami- powiedziała ciocia nie odwracając głowy od kuchenki.

-Mmmm... pycha!- usiadłam na krześle przy stole- Przypominam ci, że jutro wyjeżdżam i wrócę dopiero 7.

-Yyy... Tak pamiętam. Podasz mi z zamrażarki warzywa?

-Już!- wstałam i poczłapałam do lodówki. Otworzyłam zamrażarkę i podałam cioci warzywa.

-Nie dowiedziałam się jeszcze ile tam osób będzie!

-34 dzieci 7 opiekunów łącznie ze mną- do opiekunów doliczyłam jeszcze Jasia, Kiśla i Smava

 Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas. Ciocia zdążyła w tym czasie dokończyć obiad. Rozłożyłam talerze oraz sztućce. 10 minut później już wszyscy siedzieli przy stole zajadając. Po obiedzie pomogłam posprzątać po obiedzie.

-To ja już idę się pakować!

-Jak coś będziesz potrzebowała to mów

-Dobrze

 Pobiegłam do pokoju, wyjęłam z szafy torbę i zaczęłam przygotowywać rzeczy, które zabiorę. Kładłam je na łóżku, już poskładane, gotowe do spakowania. Mniej więcej około godziny 20 byłam już spakowana. Poszłam się wykąpać. Nikogo nie było w domu, bo ciocia poszła do pracy a wujek wyjechał w delegacji. Wzięłam godzinną relaksującą kąpiel. Przed snem włączyłam pierwszy lepszy film. Gdy spojrzałam na wyświetlacz telefonu: godzina 22:47, brak wiadomości. Marcin dziś do mnie nawet nie wysłał SMS'a. "Oj grabi sobie, grabi!"- pomyślałam. Wyłączyłam laptopa i poszłam spać!


--------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam (znowu xd), że długo nie było rozdziału, ale jak to wakacje, byłam na wakacjach. Dziękuję wam za prawie 4000 wyświetleń. Dziękuję wiernym fanom, którzy czytają i nie mogą doczekać się kolejnego rozdziału, ale dziękuję też tym wszystkim, którzy czytają, choć nie pozostawiają po sobie śladu. :3  Jesteście niesamowici. <3
Ps. Przepraszam za krótki rozdział, ale już kolejny będzie dłuższy!


Pamiętaj !!!


Czytasz-Komentujesz
:3 



Daje to wielką motywację do pisania!! ♥

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 19

-To do zobaczenia!
-Do zobaczenia- powiedział cicho.
Wysiadłam ze samochodu i skierowałam się w kierunku sklepu spożywczego. Kupiłam płatki śniadaniowe, kilka jogurtów, mleko, ciastka oraz lody. Wieczorem zrobię sobie wieczór filmowy.

*****************************************

Doszłam do domu wykończona. Dawno nie chodziłam tak dużo. Gdy był rok szkolny to umawiałam się z koleżankami po szkole i jeździliśmy rowerami, biegaliśmy. Tutaj tego nie robiłam. Postanowiłam, że od jutra będę biegała. Trzeba trzymać formę. Pociągnęłam za klamkę. Nic. Czyżby cioci nie było? Byłam zdziwiona, bo miała być. Nagle mi się przypomniało, że ciocia coś wspominała o tym, że jedzie na zakupy, bo musi kupić coś tam do domu. Wrzuciłam lody do zamrażarki, jogurty oraz mleko do lodówki, a płatki do szafki razem z ciastkami. Pobiegłam na górę. Przebrałam się i zmyłam makijaż. Włączyłam szybko laptopa i zeszłam na dół po sok. Upalny dzień, więc pić się chce. Wczołgałam się na piętro i usiadłam wygodnie na łóżku biorąc laptop na kolana. Pierwsze co to trzeba było sprawdzić Facebook'a. Nagle wyskoczyło mi okienko, że ktoś do mnie napisał. Otworzyłam pocztę i zobaczyłam kto do mnie pisał. Marcin. Teraz to się odzywa do swojej dziewczyny. Chyba sobie przypomniał, że ją ma. Nie wiedziałam co się z nim stało. Gdy zobaczyłam go pierwszy raz był inny. Miły, troskliwy, nigdy bym nie pomyślała, że tak się zmieni w kilka dni. Nadal go bardzo lubiłam, ale nie wiem czy to wystarczało na to aby był moim chłopakiem. Kliknęłam i odczytałam wiadomość:
"Hej kotku! Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem ale telefon mi się popsuł a internetu nie miałem. Dopiero dziś mi uszykowali. Mogę dziś do ciebie wieczorem przyjść? Byłem dzisiaj rano ale powiedzieli mi, że wyszłaś i wrócisz późno."
Nie wiedziałam co odpisać. Miałam mętlik w głowie. Chwilę temu mówiłam, że nie wiem czy chcę być z nim, ale jeżeli to prawda, że miał telefon popsuty to może mnie nadal kocha. Odpisałam :
"Ok"
nic więcej żadnych znaków interpunkcyjnych, żadnych minek. Tylko te jedno słowo.
Włączyłam muzykę i tak się zapatrzyłam w laptop, że straciłam poczucie czasu. Przerwał moje zamyślenie dzwonek do drzwi. Spojrzałam kątem oka na godzinę : 17:56 i zbiegłam na dół. Ciocia i wujek oglądali telewizję. Ciocia prawie wstawała,ale ja byłam już na schodach, więc się domyśliła, że to do mnie. Otworzyłam drzwi i wpuściłam do środka Marcina.
Chłopak przywitał się z moją rodziną i poszedł w kierunku schodów. Ja za nim. Gdy byliśmy już w pokoju, dopiero się odezwał:

- Przepraszam.- powiedział po czym przyciągnął mnie do siebie i wpił mi się w usta. Przez chwilę nic nie robiłam, ale jego ciepłe wargi stykały moje, więc się poddałam. Zarzuciłam ręce na jego szyję i odwzajemniłam pocałunek.

-Tęskniłem- wyszeptał po chwili

-Ja też- oderwaliśmy się od siebie. Chłopak położył się na łóżku.

-Co dziś robimy?

-No ja miałam obejrzeć jakiś film

-Dla mnie bomba.

-To ty znajdź jakiś, ale nie horror, a ja idę po coś do jedzenia

-Okej

Zeszłam na dół. Wyjęłam tacę z szafki i postawiłam na stole. Zabrałam pucharki oraz szklanki. Wyjęłam z zamrażarki lody oraz sok z lodówki. Poszukałam łyżeczki. I na koniec wyciągnęłam ciastka. Po czym poukładałam to na tacy i skierowałam się do pokoju. Położyłam tacę na szafce obok łóżka. Zdążyłam już zauważyć, że mina Marcina jest niemrawa.

-Co się stało?-zapytałam

-Może ty mi wytłumaczysz co się stało?- no nie było tak pięknie i znowu coś się spieprzyło. Chłopak odwrócił laptop w moim kierunku i wskazał palcem. Podeszłam bliżej i przyjrzałam się. Cholera. Zapomniałam się wylogować z Fejsa. Marcin zobaczył zdjęcie, które Jasiek przed chwilą dodał. Byłam na nim. Przeczytałam opis:
"Kochani razem z ekipą robimy już przygotowania do biwaku. Jeżeli ktoś jeszcze się nie zapisał, a by chciał jechać tu ma linka"

-Czemu nic mi nie powiedziałaś, że pomagasz temu frajerowi, a może już chłopakowi?

-Co nie?- byłam już wściekła na niego. Jak on mógł nawet o czymś takim pomyśleć- Pomagam mu, bo się zgłosiłam na ochotnika. Nie powiedziałam ci, bo nie mogłam się do ciebie dodzwonić.

-To dlatego cię rano nie było!- Marcin wstał i patrzył na mnie z góry. Zauważyłam kątem oka, że ma ściśnięte pięści. 

-Tak dlatego, ale nie musisz być zazdrosny. Tylko ciebie kocham. Jasiek jest tylko moim przyjacielem.

-O już przyjacielem! Jeszcze kilka dni temu wcale go nie znałaś! Mogłem lepiej iść sam na ten melanż do niego.

-Co ty opowiadasz Marcin? Nie znasz wszystkich faktów!-położyłam ręce na jego ramionach mając nadzieję, że się uspokoi. Chyba poskutkowało, bo chwilę później jego mięśnie były już normalne

-Przepraszam. Ostatnio coś mam ataki furii. Chyba jest to związane z tym, że mnie wywalili z pracy i nie znalazłem jeszcze innej.

-Spokojnie dasz sobie radę. Jesteś mądry, na pewno coś wymyślisz. A teraz szukaj jakiegoś filmu.
Marcin znalazł jakiś film i zaczęliśmy go oglądać zjadając smakołyki. Pod koniec filmu zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz:
Jasiek? No w lepszym momencie nie może do mnie dzwonić.

-Sorki, muszę odebrać- szepnęłam

-Jasne!

Wyszłam na balkon i odebrałam.

-Tak?

-Hej. Możemy się spotkać pojutrze o tej samej porze w tym samym miejscu?

-Ymm.... Jasne, a o co chodzi?

-No wiesz trzeba już będzie trochę się przygotowywać! Dzisiaj jest 21 za 14 dni biwak, trzeba się już przygotowywać!

-A, tak. Oczywiście! Ale gdzieś jedziemy? Czy tutaj? W mieście?

-Jedziemy tam, gdzie dzisiaj. Będzie jeszcze Filip i Kisielek

-Co? Znaczy tak do zobaczenia. Jak będziesz coś chciał dzwoń!

-Jasne. To... Na razie!

-Tak! Pa!

No nie wierzę poznam Smava i Kiśla. Aaaa.... Stałam zapatrzona w jeden punkt. Po chwili weszłam z powrotem do pokoju, kładąc się na tym samym miejscu co ostatnio

-Coś ważnego?- zapytał Marcin

-Nie nic! Koleżanka dzwoniła.- I co ja miałam mu powiedzieć? Musiałam skłamać! Gdybym powiedziała, że to Janek dzwonił znowu wpadł by w furię. 

-A okej! Ja już się będę powoli zbierał!

-Ale jeszcze nie skończył się film!

-Tak wiem. Przepraszam, muszę już iść! Do zobaczenia niebawem.- pocałował mnie i wyszedł

-Pa- powiedziałam stłumionym głosem.


--------------------------------------------------------------------------------------------

Pamiętaj !!!


Czytasz-Komentujesz
:3



Daje to wielką motywację do pisania!!

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 18

-Ale tu pięknie!- powiedziałam cicho, ale Jasiu chyba to usłyszał, bo odpowiedział:

-Tak, dlatego właśnie te miejsce wybrałem. Mój wujek mieszka o tam - wskazał palcem dom z innymi budynkami gospodarczymi po prawej stronie. Prawie go było nie widać.

-Po prostu idealne miejsce- nadal nie mogłam wyjść z zachwytu. Odwróciłam głowę w stronę Jasia, który stał niedaleko mnie. Nasze spojrzenie się skrzyżowało.

*************************************
-Chyba twoja ekipa przyjechała- odwróciłam głowę i wskazałam na samochód, który właśnie wjechał na łąkę. 
-Yhmm...- ze samochodu wysiadł tylko mężczyzna około lat pięćdziesięciu.
-Ktoś jeszcze przyjedzie?
-Nie będziemy tylko my. Dzisiaj chciałem tylko zobaczyć miejsce i mniej więcej ogarnąć jak to będzie wyglądało. Wujek miał tylko przyjechać i pogadać ze mną w sprawie daty.
-A okej.- wujek Jasia szedł w naszą stroną
-Uuu jak ja cię dawno nie widziałem-krzyknął z odległości 2 metrów od nas mężczyzna. Jasiu nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się odsłaniając białe zęby. Gdy już wreszcie był obok nas Janek zaczął:
-Wujku poznaj Anie, moją...- nie zdążył powiedzieć, bo krewny wtrącił
-Dziewczynę? Nie wiedziałem, że masz dziewczynę.- stałam jak wryta, nie mogłam nic powiedzieć, chciałam zaprzeczyć ale nie mogłam nic z siebie wydusić
-Nie, nie jest moją dziewczyną- odezwał się Janek. Mężczyzna został zbity z tropu, nie wiedział chyba co na to odpowiedzieć
-Au, przepraszam- spojrzał na mnie
-Nie, nic się nie stało- odpowiedziałam
-No dobra to kiedy macie zamiar zrobić tą imprezę?
-Nie imprezę tylko biwak kilkudniowy-zaczął Jaś- Jest tak na początku Sierpnia, pierwsza tura jest od 4 do 7 czyli 4 dni dla osób od 12-14 roku życia. Druga tura jest od 10 do 16 dla starszych. Od 15 lat wzwyż.
 Dowiedziałam się również, że już prawie połowa biletów jest wyprzedana. Mam być na obu turach, choć powinnam tylko na tej drugiej, ale, że mam skończone osiemnaście lat to mam zostać jednym z opiekunów. Pierwsza tura ma liczyć 35 dzieci, a druga już 40,bo starsi, więc też łatwiejsi, chyba, do ogarnięcia.
Jasiu wyciągnął koc ze samochodu i rozłożył go na trawie. Usiedliśmy, dalej ciągnąc rozmowę o biwaku. Było bardzo miło. Po jakiejś godzinie wujek Jasia już odjechał.
-Też już jedziemy?- zapytał chłopak
-Jak chcesz.-odpowiedziałam
-To od ciebie zależy, ja mogę zostać, tylko uprzedzam muszę być w domu o godzinie 12.- wyjęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
-Jest 11:13 więc możemy się powoli zbierać.- wstałam i pomogłam Jasiowi zebrać koc piknikowy po czy spakował on go do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy. Chłopak przekręcił kluczyki w stacyjce i wcisnął pedał gazu wprawiając samochód w ruch. Po kilku minutach jazdy zapytał:
-A jak tam Marcin? Mocno się wkurzył ostatnio po tym jak wyszedłem?
-Nie rozmawiałeś z nim?- byłam zaskoczona, obiecał mi Marcin, że z nim porozmawia.
-Nie, nie dzwonił do mnie. Nie dostałem też żadnego SMS'a
-Obiecał mi, że z tobą porozmawia.- miałam 1000 myśli na minutę. Dlaczego nie zadzwonił? Dlaczego mnie nie posłuchał? Czemu mnie okłamał mówiąc, że do niego dzwonił? Jasiu spojrzał na mnie i dostrzegł, że coś jest nie tak
-Wszystko okej?
-Tak. Tylko mnie dziwi to, że powiedział mi, że do ciebie dzwonił i się pogodziliście.- zaczęłam- Po tym jak wyszedłeś rozmawialiśmy, ale bardzo krótko. Wylano go z pracy, dlatego był tak bardzo zły. Gdy spytałam dlaczego odpowiedział mi, że czasami się spóźniał i wreszcie szef tego nie wytrzymał i go zwolnił. Zastanawiam się dlaczego się spóźniał. Gdy wychodziliśmy gdzieś razem to albo zazwyczaj po południu albo prędkim wieczorem. Wracaliśmy z imprez też prędko, bo zawsze mówił, że ma rano do pracy.- przestałam na chwilę mówić, musiałam zebrać myśli. Po dłuższej chwili dodałam- Mogę cię o coś spytać?- spojrzałam w kierunku Jasia. Chłopak też się odwrócił i spojrzał na mnie. Prawdo podobnie dostrzegł, że coś mnie trapi, bo nagle jego uśmieszek zniknął z twarzy.
-Wal śmiało.
-Już od kilku dni Marcin się do mnie nie odzywa. Nie dzwoni, nie pisze. Kompletnie nie ma dla mnie czasu. Wiem, że nie ma pracy, a gdy idę do jego domu to go wiecznie nie ma. Może ty coś wiesz czego ja nie wiem?
Janek przez chwilę rozmyślał po czy dodał:
-Nie, od tamtej pory nie mam z nim kontaktu.
-A dobra. Jak coś nie było tematu. Nie chcę aby dowiedział się o tej rozmowie Marcin, bo się kompletnie wkurzy.
-Luz, to zostanie między nami. Nikomu nic nie powiem.
 Dojechaliśmy tak w ciszy do centrum. Grała tylko muzyka w tle. 
-Podwieźć cię do domu?
-Nie chętnie się przejdę. Możesz mnie zostawić gdzieś koło runku.
-Jak chcesz.- chłopak przerzucił bieg i skręcił w lewo w kierunku runku. Po minucie zatrzymał się na parkingu koło piekarni.
-Jak coś będziesz chciał, to dzwoń!
-Jasne!
-To do zobaczenia!
-Do zobaczenia- powiedział cicho.
Wysiadłam ze samochodu i skierowałam się w kierunku sklepu spożywczego. Kupiłam płatki śniadaniowe, kilka jogurtów, mleko, ciastka oraz lody. Wieczorem zrobię sobie wieczór filmowy.

---------------------------------------------------------------------
Przepraszam was, że długo nie było postu, ale byłam na wakacjach, a prędzej nie zdążyłam nic napisać.
 I jeszcze raz dziękuję wam bardzo za to, że jesteście. Jesteście niesamowici. Bez was by tego nie było <3 <3

Pamiętaj !!!



Czytasz-Komentujesz

:3


Daje to wielką motywację do pisania!!

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 17

Wtem nagle do domu wszedł Marcin, może chciał mi zrobić niespodziankę, że skończył prędzej i możemy gdzieś wyjść, a on zobaczył jak siedzę z Jasiem w kuchni i się dobrze bawię. Z miny Marcina można było dość dużo odczytać. Na przykład to, że jest zdziwiony, jak i wściekły. Ja z Jasiem spoglądaliśmy na niego zbici. Nie wiedzieliśmy co mamy mu powiedzieć. Nic się nie wydarzyło, ale nie wiadomo co sobie pomyślał Marcin. 

**********************************

-Hej...- powiedziałam przeciągle

-Cześć.

-Jasiu przyszedł do mnie aby dać nam bilety na biwak, który organizuje.- zaczęłam po krótkiej chwili ciszy

-A. A nie mógł do mnie tego zanieść? Nie żeby coś, ale to dziwnie wygląda jak mój przyjaciel przychodzi do mojej dziewczyny...

-Przyniosłem jej bilety, bo nie mogłem się do ciebie dodzwonić. A w ogóle spotkałem Anie w bibliotece, więc jej dałem.- wtrącił się Jaś

-Ale to mogłeś jej dać tam, a nie do domu zaraz przychodzić.- chłopacy posyłali sobie wrogie spojrzenia

-Dobra, hej przestańcie się kłócić! Nic się tutaj nie stało. Jasiek przyniósł mi tylko bilety. Nie mogłam go poczęstować sokiem?- wstałam z krzesła i podeszłam bliżej Marcina. Chłopak nic na to nie odpowiedział.- Jasiu chyba już na ciebie pora.

-Tak, już idę. Do zobaczenia! - wstał i wyszedł

-I nie chcę cię tu widzieć więcej!- krzyknął Marcin, kiedy ten był już za progiem domu.

-Spokojnie! - odchrząknęłam 

-Wiesz nie myślałem, że taka jesteś, że puścisz się z pierwszym lepszym kiedy ja już nie będę ci wystarczał.

-Co ty gadasz do cholery!? Mówię ci już to 3 raz: Przyniósł mi tylko bilety, a ja go poczęstowałam sokiem, bo jest upalnie na dworze.- Marcin patrzył w moje oczy, szukając w nim cienia niepewności moich słów.

-Dobra, przepraszam. Poniosło mnie. Chciałem ci zrobić niespodziankę, a zrobiłem awanturę  o byle co. Po prostu mam dziś zły dzień.

-A co się stało!- Usiedliśmy na krzesłach przy stole

-Wylali mnie z pracy!- powiedział cicho, że ledwo usłyszałam

-Co?- nie mogłam w to uwierzyć

-Wylali mnie!- krzyknął na cały głos

-Ale czemu?

-Bo się spóźniłem do pracy. I to bardzo.

-Ale...- chciałam jeszcze o coś zapytać, ale ten wysłał mi niemiłe spojrzenie.

-Spóźniłem się już 4 raz do pracy. Mam na 8 ale się jakoś nie wyrabiam. Na początku szef przymykał na to oko ale dziś powiedział, że to już koniec, że nie chce mieć takiego spóźnialskiego pracownika.

-Co za świnia!- nic na to nie odpowiedział, ale po jego minie wywnioskowałam, że coś przede mną ukrywa. W ogóle od ostatniego czasu- czyli od imprezy u Jaśka- odsunął się troszkę ode mnie. Coraz mnie spędzam z nim czasu.

Siedzieliśmy większość czasu cicho. Nikt nic nie mówił. Ja już zaczynałam się bawić szklanką.

-Pora też na mnie.

-Już idziesz?-zapytałam

-Tak!

-A, zadzwoń do Jasia i go przeproś. Proszę! - w tym momencie zrobiłam oczy szczeniaczka i podeszłam do Marcina aby się z nim pożegnać.

-Dobra!- powiedział po chwili namysłu i bez pożegnania wyszedł.

"Że co?"- pomyślałam sobie. Nawet nie dał mi buziaka na do widzenia, no...

**3 dni później**

Coraz częściej myślałam nad tym, dlaczego z nim jeszcze jestem. Kompletnie nie ma dla mnie czasu. Widziałam go ostatni raz przedwczoraj. Wiem, i to na 100%, że nie znalazł żadnej pracy. No chyba, że coś się zmieniło od wtedy, kiedy rozmawialiśmy przez telefon wczoraj wieczorem. Mieszka prawie 5 minut ode mnie, a nawet czasu nie ma aby wpaść na chwilę do dziewczyny. 
 Dzisiaj idę pierwszy raz do mojej "pracy". A pracą nazywam pomoc Jasiowi przy organizacji tego biwaku. Mamy się spotkać na rynku, bliżej jego domu. Razem pojedziemy na tą całą łąkę gdzie będzie impreza. 
 Wstałam o godzinie 7:30. Wzięłam szybki prysznic i z uśmiechem na twarzy zeszłam w szlafroku i ręczniku na głowie do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Ciocia właśnie zbierała się do pracy. A wujek jeszcze spał, bo wrócił właśnie z nocki.

-Dzień dobry!- powiedziałam wchodząc do kuchni

-Dzień dobry. Co tak prędko dziś wstałaś?

-Idę pomóc Jasiowi przy organizacji biwaku.- wyjęłam z szafki płatki i miskę oraz mleko z lodówki.

-Jakiemu Jasiowi?

-Koledze Marcina. Poprosił mnie o to.- ciocia posłała mi pytające spojrzenie

-Ahaa... dobrze więcej już nic nie mówię- puściła mi oczko i wyszła z kuchni- Do zobaczenia. A wrócisz dziś na noc?

-Ciociu!!

-Dobrze już idę pa... -po chwili usłyszałam tylko zamykanie drzwi oraz odpalanie samochodu.
Zrobiło się cicho i pusto. Tak jak zwykle. Nie wiem czemu jeszcze tu jestem. Chciałam jechać do domu razem z rodzicami, ale mama powiedziała, że mam zostać i kropka. Nie rozumiem tego ale...
Zjadłam śniadanie, ubrałam się, uczesałam i nałożyłam makijaż, po czym zeszłam na dół. Napisałam liścik wujkowi, na wypadek gdyby obudził się przed przyjazdem cioci z pracy. Wciągnęłam czarne trampki, które dobrze współgrają z białą bluzką i czarnymi spodenkami. Wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz.
 Po 15 minutach wolnego marszu doszłam do wyznaczonego przez Jasia miejsca, gdzie ma mnie zabrać. Usiadłam na ławkę w parku i czekałam aż chłopak przyjedzie samochodem. Długo nie musiałam czekać, bo kilka minut później przed parkiem zaparkował czarny samochód. Nie znam się na markach, więc nie wiem jakiego jest rodzaju. Samochód w rzeczy samej był bardzo ładny. Szyba od strony pasażera powoli się osunęła na dół. Jasiu spojrzał w moją stronę i kiwnął żebym przyszła. Wstałam i szybkim krokiem doszłam do samochodu. Pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka, witając się równocześnie. Zapięłam pasy i spojrzałam w stronę Jasia. Siedział wyprostowany z lewą ręką na kierownicy a prawą na biegach. Był zapatrzony na ulicę.

-Jest już tam twoja ekipa?- zapytałam

-Tak powinni już tam być i czekać na mnie- spojrzał na mnie przelotnie

Zdążyliśmy wymienić się jeszcze kilkoma zdaniami zanim dojechaliśmy do celu. Wyszłam z samochodu i obkręciłam się o 360 stopni. Miejsce było niesamowite. Przede mną rozciągała się dość obszerna łąka. Daleko po prawej stronie rozciągał się las, po przeciwnej stronie znajdowały się pola, które teraz mieniły się powoli złotem. Prowadziła tu tylko jedna droga. Droga polna. Nie umiem tego wyrazić jak było tu pięknie. Trawa była nie za wysoka, bardzo intensywna.

-Ale tu pięknie!- powiedziałam cicho, ale Jasiu chyba to usłyszał, bo odpowiedział:

-Tak, dlatego właśnie te miejsce wybrałem. Mój wujek mieszka o tam - wskazał palcem dom z innymi budynkami gospodarczymi po prawej stronie. Prawie go było nie widać.

-Po prostu idealne miejsce- nadal nie mogłam wyjść z zachwytu. Odwróciłam głowę w stronę Jasia, który stał niedaleko mnie. Nasze spojrzenie się skrzyżowało.


---------------------------------------------------------------------
Dziękuję wam za to, że jesteście. Jesteście niesamowici <3

Pamiętaj !!!
Czytasz-Komentujesz
:3


Daje wielką motywację do pisania!

niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 16

-Taak... widziałem. Nie przypuszczałem, że aż tak cię polubią. 

-No ja też nie! - między nami była napięta atmosfera. Przeczuwam, że on też już widział ten komentarz, żeby rozluźnić atmosferę dodałam.- Nie wstawiłeś postu: " 30 minut po północy. xD lel"

-A wstawiłem, zobacz sobie dokładnie.- oglądałam dalej, on w tym czasie szukał ubrań dla siebie.

- A nie ,jednak jest.- znalazłam, ale jeszcze coś mnie niezapokoiło. Dodał do postu, że sprząta pokój po Terefere mail razem ze mną. Włączyłam szybko komentarze i przeczytałam kilka. Wszyscy myślą, że ja i Jasiu....

**************************************

Ciągle o tym myślałam. Choć zdarzyło się to kilka dni temu i wszyscy o tym zapomnieli ja nie mogłam. Nic nie wspomniałam o tym Marcinowi,bo by się bardzo rozzłościł. Od tamtej pory mój chłopak był kilka jeszcze razy u Jasia, ale ja zawsze się wykręcałam. Wiem, że Janek widział te komentarze, bo on czyta wszystkie, i boję się jego reakcji. Jest to głupie, tak wiem, ale ja nie mogę się jakoś ogarnąć psychicznie po przeczytaniu kilkudziesięciu podobnych takich komentarzy.

Mija dzisiaj tydzień od tamtego zdarzenia. Dopiero co wstałam. Ubrałam się, wzięłam poranną toaletę i zeszłam na śniadanie. Moi rodzice pojechali wczoraj popołudniu do domu. Tata dostał wezwanie do pracy. Musiał być, bo jakaś ważna sprawa czy coś. Zostałam tu sama. Znaczy się nie sama,bo jest jeszcze ciocia i wujek, no i jeszcze Marcin, ale to co innego. Gdy weszłam do kuchni znalazłam list od cioci, która pisała, że jest u koleżanki, a wujek w pracy, więc obiad jest w lodówce i nie ma co na nas czekać.

-No tak znowu sama w domu.- powiedziałam sama do siebie.

Bym zadzwoniła do Marcina aby przyszedł, ale on jest zapewne w pracy. Zjadłam szybko śniadanie i wyszłam z domu. Znałam już trochę miasto, więc postanowiłam, że pójdę do biblioteki wypożyczyć kilka książek. Po kilkunastu minutach dotarłam do celu. Wypożyczyłam 3 książki. Była to trylogia, na podstawie której powstał film: "Więzień Labiryntu". Pierwsza część miała właśnie taki tytuł, druga: "Próby ognia", a trzecia: "Lek na śmierć". Zakochałam się w filmie, więc musiałam wypożyczyć książkę. Trzymałam w jednej ręce torebkę i telefon, a w drugiej te 3 książki. Wychodząc zza rogu szaf z książkami ktoś mnie uderzył z barku, a wszystko z moich rąk spadło na ziemię. 

-Uważaj jak chodzisz!- krzyknęłam, ale nie zbyt głośno, bo jestem w bibliotece, gdzie na wejściu jest tabliczka z nakazem: Proszę o ciszę. Schyliłam się i zaczęłam zbierać rzeczy 

-Oj przepraszam!- powiedział chłopak z kapturem na głowie. Przyklęknął i zaczął pomagać mi zbierać. Gdy spojrzał na mnie o mało co nie przewróciłam się do tyłu. Był to Janek.- Przepraszam jeszcze raz, śpieszyłem się!- zdjął powoli kaptur.

-Nie, dobra nic się nie stało. Sorki, że się tak na ciebie wydarłam.- spuściłam wzrok.- Dobra ja idę do lady. Pa!

-Poczekaj na mnie, wezmę tylko jedną książkę i też będę spadał. A propo mam coś dla ciebie!- uśmiechnął się cwaniacko.

-Okeej!!- co ma dla mnie? Już się tego boję.
Jasiu wziął książkę i podszedł do mnie.

-Chodź!-powiedział, po czym poszłam za nim. 

Musiałam podać imię i nazwisko oraz miejsce zamieszkania, na wypadek, gdyby mieli mnie szukać, że nie oddałam książki. Po kilku minutach ciszy Jasiek zapytał:

-Mogę wpaść do ciebie, bo mam dla ciebie i Marcina niespodziankę.- przez chwilę trawiłam co on właśnie powiedział i odpowiedziałam.

-Jasne, a dzwoniłeś już do niego, że ma przyjść?

-Tak, ale nie odbiera. Zapewne jest w pracy. A tylko jeszcze wpadniemy na chwilkę do domu, to odłożę książkę i wezmę to co trzeba.

-Okej!

**20 minut później**

-To tu mieszkasz tymczasowo?- zapytał mnie Janek spoglądając na dom cioci.

-Tak! Ciocia ma dobry gust i w ogóle.- chłopak nadal był zapatrzony w dom. Najwidoczniej nigdy nie był tutaj, na tej stronie miasta.

-Nie byłeś tu nigdy?

-Byłem tam dalej, tutaj nie miało mnie co przyciągać.

Wyciągnęłam z torebki kluczyki i podeszłam do drzwi po czym je otworzyłam. Weszłam do środka, a chwilkę później Jasiu. Zaniosłam torebkę i książki do swojego pokoju, po czym wróciłam na dół do chłopaka, który siedział na krześle w kuchni.

-Chcesz coś do picia?- bez odpowiedzi i tak wyjęłam 2 szklanki i sok pomarańczowy z lodówki. Nalałam do szklanek.- Trzymaj!-położyłam szklankę przed Jasiem. Usiadłam naprzeciwko niego i zapytałam:

-No to co masz dla mnie?- chłopak wyjął z kieszeni dwa podłużne kartki. Prawdopodobnie bilety na coś.

-Proszę, to dla ciebie i Marcina. Bilety na piknik, który ja organizuję dla fanów.

-Ojej dziękuję!- wzięłam do ręki bilet i zaczęłam go oglądać.

Gdy spytałam się co chce w zamian, powiedział i tak, że ma na rozdanie takich 10. Zadawałam dużo pytań odnośnie pikniku, który jest na polach Legnickich, za miastem. Piknik jest połączony z nocką pod namiotami i wypada za 3 tygodnie, czyli na początku sierpnia. Pomysł ten został już wprowadzony tydzień temu, ale dopiero od wczoraj można było kupować bilety. Więcej informacji dowiem się w kolejnych dniach razem z postępem całego projektu. Okazało się, że mam mu pomagać przy organizacji, bo choć ma jeszcze prawie kilkunastu pomocników, to każda para rąk się przyda. Te trzy tygodnie będą bardzo trudne. Jest bardzo dużo rzeczy do ustalania. Na razie załatwione jest tylko miejsce. Jakiś wujek Jasia ma gospodarstwo pod Legnicą i chętnie wypożyczy mu łąkę na te kilka dni. Pod warunkiem, że chłopak wszystko posprząta po sobie.

Rozmawialiśmy już tak prawie godzinę. Dowcipkowaliśmy, gadaliśmy o wszystkim i w ogóle. Dowiedziałam się bardzo dużo rzeczy o Jasiu. W realu jest o wiele inny niż sobie wyobrażałam. Chłopak nagle opowiedział coś bardzo śmiesznego. Płakałam ze śmiechu, bolał mnie brzuch. Wtem nagle do domu wszedł Marcin, może chciał mi zrobić niespodziankę, że skończył prędzej i możemy gdzieś wyjść, a on zobaczył jak siedzę z Jasiem w kuchni i się dobrze bawię. Z miny Marcina można było dość dużo odczytać. Na przykład to, że jest zdziwiony, jak i wściekły. Ja z Jasiem spoglądaliśmy na niego zbici. Nie wiedzieliśmy co mamy mu powiedzieć. Nic się nie wydarzyło, ale nie wiadomo co sobie pomyślał Marcin. 


---------------------------------------------------------------------

Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3


Daje wielką motywację do pisania!

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 15

 Otworzyliśmy kilka paczek i pożegnaliśmy się z widzami, którzy ubolewali, że koniec i chcą aby abyśmy zaśpiewali jeszcze coś razem. Po wielu próbach przekonywania zgodziłam się aby jeszcze coś zaśpiewać. Zaśpiewaliśmy "Hallelujah" po czym jeszcze raz się pożegnaliśmy i skończyliśmy nagrywać.
********************************

-To teraz sprzątamy- powiedziałam, kiedy już widziałam, że Jaś wyłączył live.

-Nie no co wy! Sam posprzątam jutro! - wyskoczył Janek

-Jak mamy imprezować w takim syfie? - Marcin podniósł czteropak piwa do góry.

-Serio? Moja mama jest za ścianą. Dosłownie za ścianą. Rodzice mają tam sypialnię.

-Dlatego pomyślałem i kupiłem to-wskazał ręką piwo, które już wcześniej otworzył- zamiast czegoś mocniejszego.-Jaś nic nie powiedział tylko się zaśmiał.

-Rodzice się już przyzwyczaili do tego ale i tak musimy być ciszej niż przed chwilą.- chłopak miał chyba na myśli to, że niedawno głośno gadaliśmy, śpiewaliśmy itp.

-Okej, okej!-szepnęłam- A teraz przynieś worki na śmieci i szczotkę do zamiatania

-No co ty zostaw to jutro posprzątam

-Masz mi przynieść. Koniec i kropka.- wysłałam wściekłe spojrzenie Dąbrowskiemu.

-Dobra już idę!-udał, że się mnie boi i zrobił minę, która wyrażała: "Nie bij mnie"

Chłopak wyszedł z pokoju, a Marcin podszedł do mnie.

-Pięknie śpiewałaś! Czemu nie mówiłaś, że  umiesz śpiewać?

-Bo się o to nie pytałeś- nie zdążyłam dokończyć, bo Marcin przyciągnął mnie bliżej do siebie i namiętnie pocałował. Czułam zapach alkoholu. Nie wiem ile wypił przez ten czas jak odszedł od kamery, ale na pewno nie było to jedno piwo albo dwa.

-Ej... jesteś już trochę pijany. Ile wypiłeś?

-Nie wiem. Cztery, pięć nie wiem nie liczę.

-Jak ja dotrę z tobą do domu co? Jeszcze na drugi koniec miasta.

-Zostaniemy tutaj na noc.

-Yhmm... Chyba ty. Ja nie będę robiła kłopotu, pójdę spokojnie do domu. Nic nie będę piła.- odsunęłam się od Marcina i zaczęłam składać kartony. Chwilę później do pokoju wszedł Jasiu.

-Mam potrzebne rzeczy-podszedł i dał mi worek do śmieci.

-Dobra to ja pozbieram spod biurka a ty tam co?-zaproponowałam

-Okej. Listy i resztę połóż mi na biurko, a słodycze do tego kartonu pod nim.- skinęłam głową rozumiejąc o co chodzi. Na początku wrzucaliśmy tam słodycze, ale później było coraz więcej wszystkiego i trudno było dorzucić z kanapy do kartonu przez tysiąc papierów, kartonów, listów, różnych rzeczy.

Słodycze były wszędzie, gdy wszystkie słodycze znalazły się w kartonie, okazało się, że karton jest dosłownie pełny. A karton nie należał do tych najmniejszych. Listów był cały stos, zresztą jak fan art'ów. Po godzinie sprzątania pokój wyglądał już normalnie. Śmieci zebraliśmy 3 worki i 2 duże kartony, do których wrzucaliśmy mniejsze kartony.

-Łoł nawet masz duży pokój!- zauważyłam

-No jest jeszcze większy, tylko większość pokoju zajmują albo meble albo paczki. Ale dziś dużo otworzyliśmy, więc się trochę tego zmniejszyło.

-No na jakiś czas będziesz miał porządek.

-No nie na jakiś, bo jutro... znaczy się dziś-spojrzał na zegarek- idę na pocztę. Jak chcecie to możecie iść ze mną zobaczycie ile ja robię kursów na pocztę w co drugie poniedziałki. Zbierają się paczki i listy z 2 tygodni. Przynoszę prawie worek listów i z 20 paczek jak nie więcej. 

-Ale możesz oko nacieszyć przez jakiś czas.- powiedziałam

-Dobra podaj mi piwo!- Marcin wyjął z opakowania i rzucił Jasiowi- A ty nie pijesz?- zdziwił się chłopak.

-Nie, muszę dotrzeć jakoś do domu.- przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do mamy jeżeli będę wracała później niż jej mówiłam. Szybko wyjęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Godzina 00:34. O kurde! Szybko odblokowałam telefon i napisałam wiadomość do mamy, że jestem z Marcinem i będę nie wiem, o której.

Taak... z Marcinem, on powinien mnie pilnować, a nie ja jego. Zgadnę, że będziemy wracać rano, bo zanim ja jego wyciągnę stąd to uuu.... długoo. Chłopacy byli zagadani. Rozmawiali prawdo podobnie o tym na jakie studia idą. Z tego co wiem Marcin nigdzie nie idzie, a Jaś na pewno idzie na studia do Warszawy. Nie ma to jak znać lepiej Jasia niż swojego chłopaka. 

-Chcecie coś do jedzenia? Znaczy się nie słodkiego?

-Hmm...- Marcin się zamyślił- Jest otwarta pizzeria ale ta na rogu obok sklepu sportowego, niedaleko szkoły?

-Powinna być, ale czy jest? A masz do niej numer?

-Chyba nie, ale zaraz zobaczę.- Marcin wyciągnął telefon i zaczął przeszukiwać swoje kontakty.- A jednak mam!-krzyknął uradowany 

-To podaj zadzwonię!- Marcin zaczął mu dyktować. Chwilę później Janek już rozmawiał z panią z pizzerii. Zamówiliśmy 2 duże pizze. Dopiero teraz poczułam, że jestem bardzo głodna. Nie jadłam nic od wyjścia, nie licząc słodyczy.

***15 minut później***

-Kiedy będzie pizza?- powoli się niecierpliwiłam. Siedziałam na krześle przy stole w kuchni.

-No powinna już być.- Jasiek chodził z jednego końca kuchni do drugiego. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy dzwonił powiedział, że nie mają dzwonić dzwonkiem, bo obudzą rodziców. Po chwili w progu ustał Jaś trzymający pizze. W sekundę całą kuchnię wypełnił zapach pizzy.


-Chyba jesteś bardzo głodna co?- zapytał Janek, kiedy kończyłam 2 kawałek.

-Byłam. Jakoś tego prędzej nie odczuwałam.- powiedziałam, biorąc 3 mniejszy już kawałek pizzy.

Gdy skończyliśmy jeść przeszliśmy z powrotem do pokoju. Nagle nie wiadomo skąd Jaś wciągnął butelkę wódki. 

"-No to sobie jeszcze tu posiedzę trochę- pomyślałam"

Chłopacy byli w swoim niebie. Alkohol plus jedzenie plus jeszcze wolne jutro. Czego chcieć więcej. Gdyby nie to, że mam wracać to bym zabalowała razem z nimi.

-Ej toć napij się i tak Marcin zostaje na noc, bo nie dociągniesz go do domu, a ja go też nie odniosę.- ciągnął dalej Jasiu- A sama nie będziesz wracała.
No tak, chyba zostaję tu na noc. Spojrzałam na telefon. Jest godzina 01:58. Napisałam do mamy, że nocuję u kolegi Marcina, bo nie chcą mnie wypuścić do domu samą. Napisałam również, że zadzwonię jutro rano, jak wstanę.

-No dobra, ale już uprzedzam, że nie piję zbyt dużo.- Janek wstał i poszedł po szklankę. Gdy wrócił nalał do niej dużo alkoholu oraz sok pomarańczowy. Po chwili podał mi szklankę. Wzięłam łyk i aż mnie zatkało, zrobił bardzo mocnego drinka.

-Więcej alkoholu nie można było dolać?-zapytałam sarkastycznie.

-No wiesz jak chcesz to mogę ci dolać- podniósł butelkę z alkoholem i się uśmiechnął odsłaniając aparat ortodontyczny.


*****godzinę później*****

Oglądamy film "Więzień Labiryntu"- tak jakoś nam się zachciało oglądać. Znaczy się oglądam tylko ja i Jasiu, bo Marcin już od kilkunastu minut śpi. Dobrze, że przynajmniej nie chrapie, bo bym wyszła z siebie. Jutro zapewne będzie go mocno bolała głowa. Ja również mam trochę promili we krwi, ale nie aż tak.
Film jest ciekawy, bo ciągle uciszam Janka, kiedy ten zaczyna mamrotać coś pod nosem lub się wiercić. 
Marcina zostawiliśmy na kanapie, a sami się rozsiedliśmy na fotelach. Ja na fotelu do nagrywania, a on na takim innym, jego starszym fotelu do grania.
Gdy skończył się film Jasiu spojrzał na zegarek.

-Ja pierdole, że co...? To już taka godzina?- sama spojrzałam i nie mogłam uwierzyć.

-Czemu...- nie zdążyłam dokończyć, kiedy ten się wtrącił

-Wyłączysz komputer? Ja pościelę w tym czasie ci łóżko.

-Okej!

Otworzyłam powoli oczy i rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy spali. Usiadłam i przeciągnęłam się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 9:40.
"-Mało spałam!- zauważyłam, zazwyczaj muszę spać 6-7 godzin aby się porządnie wyspać, ale dzisiaj się wyspałam. "

Wstałam i pościeliłam za sobą łóżko, znaczy się część łóżka, bo na drugiej połowie śpi Marcin. Otworzyłam cicho jak tylko mogłam drzwi i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz i załatwiłam się, po czym wróciłam do pokoju. Po drodze zauważyłam Janka, który spał w drugim pokoju. Usiadłam na fotelu i podkuliłam nogi. Weszłam na Facebooka. Zobaczyłam kilkadziesiąt powiadomień, kilka wiadomości i trochę zaproszeń do znajomych. Dopiero po chwili zrozumiałam, że chodzi o wczoraj, że wszyscy się tym zapewne jarają co mnie znają.
"Tysiąc" powiadomień było o mnie. Gdy czytałam kilka postów, natknęłam się na jeden komentarz:
"-Świetny live, tylko szkoda, że tak krótko. Czy wy też myślicie, że Ania i Jasiu do siebie pasują. Ja uważam, że w jakimś tak stopniu pasują, może to dlatego, że świetnie się dogadują."- na tym skończyłam czytać, nie chcę dalej już na to patrzeć. Gdy zjechałam odrobinkę niżej, zobaczyłam, że to jeden z najpopularniejszych komentarzy. Może się jakoś pomylili, choć to nie możliwe, komentarz miał 106 like'ów.

-Że co?- pisnęłam

Po kilku minutach wszedł do pokoju Jasiu, z niezbyt ciekawą miną. 

-O już wstałaś!

-Tak, niedawno wstałam, nie chciałam cię budzić więc się trochę rozgościłam. -wskazałam szklankę soku, leżącą na biurku.

-A luz!- odchrząknął

-Wiesz... sprawdzam sobie Facebook'a i bardzo dużo jest powiadomień o mnie!- Janek spojrzał na mnie. Jego mina wyrażała, że już o tym wie. 

-Taak... widziałem. Nie przypuszczałem, że aż tak cię polubią. 

-No ja też nie! - między nami była napięta atmosfera. Przeczuwam, że on też już widział ten komentarz, żeby rozluźnić atmosferę dodałam.- Nie wstawiłeś postu: " 30 minut po północy. xD lel"

-A wstawiłem, zobacz sobie dokładnie.- oglądałam dalej, on w tym czasie szukał ubrań dla siebie.

- A nie ,jednak jest.- znalazłam, ale jeszcze coś mnie niezapokoiło. Dodał do postu, że sprząta pokój po Terefere mail ze mną. Włączyłam szybko komentarze i przeczytałam kilka. Wszyscy myślą, że ja i Jasiu....


---------------------------------------------------------------------

Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3


Daje wielką motywację do pisania!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 14

 -Dzień dobry-odpowiedział.
-Synku, goście przyszli-powiedziała głośno i wpuściła nas do domu. Nie wierzę, że jestem w domu Jasia. Muszę zaraz napisać do Nicol. Zdjęłam buty i ustawiłam je koło butów Marcina. Pani Dąbrowska spojrzała na mnie i się zaśmiała. Zapewne zobaczyła bluzę, że noszę bluzę jej syna. Marcin złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę brązowych, drewniannych drzwi. Po cichu je otworzył i weszliśmy do pokoju. Wszędzie były paczki, listy. No tak to JAN DĄBROWSKI. Stałam za Marcinem więc dopiero, kiedy się odsunął zobaczyłam Jasia, który siedział na fotelu gamingowym i coś majstrował przy mikrofonie i oświetleniu. Przygotowywał się do live'u. Podniósł oczy i nasze spojrzenia się spotkały. Ja spoglądałam na niego, a on na mnie.

 *************************************

Stałam jeszcze tak przez chwilę, aż Jaś się nie odezwał:

-Hej!-wstał i podszedł do nas

-Hej!-odpowiedziałam a on uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w moją stronę.

-Jan.- byłam sparaliżowana ale dość szybko się ocknęłam i wyciągnęłam rękę na powitanie.

-Ania.-stałam wpatrzona w jego brązowe oczy

-My się już znamy, ale miło cię znów widzieć.- zaczął

-Tak!

-Skąd się znacie?-spytał Marcin

-Z parku. Znalazła Ariego.- Marcin podniósł brew. 

Nadal nie rozumiał o co chodzi. Jasiek wyczytawszy to z jego miny zaczął dalej opowiadać.- Uciekł mi ze smyczy, a Ania-spojrzał teraz na mnie- znalazła go i przyprowadziła go do mnie.

-A skąd wiedziałaś gdzie mieszka Jaś?- nie wiedziałam co odpowiedzieć.

-Jak się go ogląda i w ogóle, śledzi się jego karierę, to zna się nawet jego miejsce zamieszkania.- dopiero teraz Dąbrowski spojrzał na moją bluzę, po czym się zaśmiał.

-Aha to wszystko tłumaczy dlaczego jesteś taka osłupiała.- gdy to usłyszałam poczułam, że palą mnie policzki. Prawdopodobnie zrobiłam się czerwona jak burak.

-Dobra siadajcie. Zaraz zaczynam live, więc może chcecie w nim wystąpić gościnnie?

-Yyy.. jasne.-odpowiedział bez namysłu Marcin- znaczy się zależy czy się Ania zgodzi.-teraz spojrzeli na mnie.

-Okej.-powiedziałam niepewnym głosem.

Gdy Jaś wszystko przygotowywał, ja wyjęłam telefon i wysłałam snapa Nicoli. Zdjęcie zrobione ukradkiem Jasiowi, który coś tam dalej kombinował z mikrofonem aby był w jak najlepszej pozycji. Po chwili dostałam odpowiedź od przyjaciółki, która nie dowierzała mi.

-To ja pójdę może coś do picia?-zaproponował Marcin

-Dobra, wiesz gdzie co i jak?

-Tak! Jeżeli nic się nie zmieniło od ostatniego razu to zaraz będę z powrotem.-odwrócił się do mnie i puścił mi oczko, na co ja tylko się uśmiechnęłam. Gdy Marcin wyszedł Jaś się mnie zapytał:

-Długo jesteście ze sobą?

-Nie... Nawet nie tydzień, ale znamy się już trochę. Był z moją ciocią i wujkiem u mnie na urlopie w połowie czerwca.

-Aaa...-chwile potem w drzwiach stanął Marcin ze szklankami i sokiem na tacy.

-O pomogę ci.-szybko podbiegłam do chłopaka i wzięłam od niego tacę.

-Połóżcie tu. - Jaś wskazał palcem na biurko.- Będziemy siedzieli na kanapie. Tu się zazwyczaj patrzcie- wskazał palcem na kamerę- tam macie siebie jak wyglądacie-wskazał pierwszy monitor- na drugim macie muzykę oraz przeglądarkę i wszystko inne. Za 5 minut zaczynamy. Ja już teraz włączę, aby ludzie się zebrali, więc bądźcie cicho. Ok?

-Dobra.-wzięłam łyk soku i usiadłam na kanapie. Jaś w środku, ja po jego prawej, a Marcin po lewej. Chłopak podał nam nożyczki do otwierania paczek.

-Będzie szybciej.-szepnął do nas po czym spojrzał po pokoju.-Muszę to ogarnąć do końca wakacji, a tego jest coraz więcej. A zapomniałem wam powiedzieć. Listy kładziemy tu-wskazał szafkę obok- fan arty pokazujemy do kamery, słodycze rzucamy tu do tego kartonu, a resztę rzucamy tam dalej.

-Dobra jakoś damy radę- szepnęłam.

-Dobra wchodzimy za minutę.-włączył muzykę i zaczął coś znowu robić przy komputerze.

Cała się trzęsłam, nie wiem dlaczego, przecież będę mówiła do kamery. Najgorsze jest to, że widzę komentarze i mogę przeczytać co sądzą o mnie ludzie. Podeszłam do Marcina i pocałowałam go, a on tylko szepnął żebym się nie bała. Umówiliśmy się tak, że ja z Marcinem otwieramy listy a Jasiu paczki. Kątem oka zauważyłam, że gospodarz już nas woła, abyśmy usiedli na swoich miejscach. Wzięłam kilka- kilkanaście listów i rzuciłam je za siebie, aby ciągle nie wstawać i chodzić do torby po listy. Jaś włączył kamerkę, choć zasłaniał cały komputer ciałem zauważyłam to, bo na kamerce zaświeciła się czerwona lampka. Gdy Jan się usiadł zaczął witać się z widzami. Ja tylko siedziałam i wpatrywałam się ekran, na którym widzowie się witali z nami.

-Cześć witajcie w TEREFERE mail. Dzisiaj nietypowo są ze mną moi przyjaciele-wskazał na nas.-To jest Ania- wskazał na mnie

-Hej!- uśmiechnęłam się po czym pomachałam.

-A to Marcin, może ktoś go pamięta z innych live'ów- Marcin również podniósł rękę w geście przywitania.- To zaczynamy.-  Jaś wziął do ręki pierwszą paczkę i zaczął ją otwierać. Ja również wzięłam kopertę i zaczęłam ja otwierać. Jaś ciągle komentował.-Podzieliliśmy się pracą ja otwieram paczki, bo z nimi większe trudności i nie wiadomo co może w nich być, więc chronię przyjaciół, jak coś to ja wszystko wezmę na klatę.-uśmiechnął się krzywo po czym zaczęliśmy się śmiać.

Otworzyłam dużo kopert. Zazwyczaj były w nich listy do Jasia, albo fan arty ale zdarzały się jakieś ciekawe rzeczy. Coś małego a fajnego, co cieszyło oko. Janek otwierał paczki, ciągle z nich coś wysypywał, znajdował w nich przedziwne rzeczy. Wokół nas coraz więcej robiło się papierów niepotrzebnych. Rozmawialiśmy o tym o tamtym, o wszystkim. Odpowiadaliśmy na pytania. Dużo pytań było kierowanych do mnie, więc co chwila spoglądałam na chat.


-Marcin przyniesiesz mi listy?-powiedziałam, kiedy skończyły się koło mnie listy do otwierania.

-Już niosę!- Marcin bardzo dowcipny bo wziął cały worek i postawił go pod moimi nogami. Spojrzałam na niego krzywo.

-No co chciałaś listy to masz!-rzekł po czym się zaśmiał razem z Jasiem.

-Ha ha ha bardzo śmieszne...

-Wiecie co, robi się tu coraz ciaśniej. Ja podziękuję już z otwierania. Idę usiąść na fotel.

Dąbrowski przesunął się w lewo po czym ja też się przesunęłam a zza mnie wysypały się już puste koperty.

-Oj będziesz miał sprzątania. - powiedziałam do Jasia.

-No zazwyczaj to sprzątam kilka dni. Nigdy nie mam czasu. Trochę posprzątam, później idę spać i na następny dzień trochę sprzątam i jeszcze mama mi pomaga ale to i tak jest tego dużo. A tym bardziej dzisiaj kiedy jest jeszcze więcej papierów, bo otwierały trzy osoby.

-Spokojnie pomożemy ci posprzątać.-krzyknął Marcin z końca pokoju.

-Ty i sprzątnie?- zaczął droczyć się Jasiu

-No ja nie ale Ania to ogarnie a my sobie pogramy w coś.

-No chyba nie.-posłałam groźne spojrzenie chłopakowi.

-Dobra tu jest wyzwanie: Zaśpiewaj piosenkę.-odrzekł Jaś.- Co śpiewamy?-zapytał

-Zaśpiewaj na przykład....- zacięłam się na chwilę aby pomyśleć co ma zaśpiewać.

-Ale ty też śpiewasz!-spojrzał na mnie cwaniacko Jaś

-Ja? Ja nie umiem śpiewać.-szybko zaczęłam się wykręcać.

-Każdy umie śpiewać- ciągnął dalej Janek.

-Może widzowie coś nam doradzą?-zapyta Jaś- Macie teraz pisać co mamy zaśpiewać.-wszyscy jednogłośnie zaczęli pisać: "Miłość rośnie wokół nas"

Podeszłam do chłopaka i zaczęłam czytać. No tak wszyscy piszą tylko jeden tytuł, tylko czasami mignęło coś innego.

-No cóż śpiewamy chyba to!- Jasiek spojrzał na mnie i się zaśmiał.

-No cóż! Dobra niech będzie.

-Wiesz jak leci tekst?

-No mniej więcej. Ale poszukaj bo zapewne się pomylę.

-Okej.- Jasiu poszukał tekst oraz podkład.- Zaczynamy?

-Yhmmm...

Jasiu włączył piosenkę i zaczęliśmy śpiewać. Gdy śpiewam zawsze patrzę w jeden punkt, wtedy się mniej stresuję. Nawet nie wiem kiedy skończyła się piosenka. Wtedy ku mojemu zdziwieniu Jasiu zaczął mi klaskać.

-Łał ty śpiewasz....

-Tak wiem okropnie, nie musisz mi tego wypominać.

-Oj nie bądź taka skromna. Śpiewasz zarąbiście. Nigdy nie śpiewałem z kimś tak bardzo utalentowanym.

-Serio?

-Yhmm...- spojrzałam na chat. Ludzie pisali tam rzeczy o których bym nigdy nie marzyła. Pisali o tym jak pięknie śpiewam i tym podobne rzeczy.- Gdzie uczyłaś się śpiewać?

-Nie uczyłam się. Gdy byłam mała należałam do chóru i to tyle.

-Łał. Dobra na dziś chyba to już tyle. Otworzymy jeszcze kilka paczek i już będziemy kończyć, bo jest już prawie godzina 23.

Otworzyliśmy kilka paczek i pożegnaliśmy się z widzami, którzy ubolewali, że koniec i chcą aby abyśmy zaśpiewali jeszcze coś razem. Po wielu próbach przekonywania zgodziłam się aby jeszcze coś zaśpiewać. Zaśpiewaliśmy "Hallelujah" po czym jeszcze raz się pożegnaliśmy i skończyliśmy nagrywać.

---------------------------------------------------------------------


Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3

Można zadawać mi tu pytania ==>    http://ask.fm/Aneeeczkaaaa