Wtem nagle do domu wszedł
Marcin, może chciał mi zrobić niespodziankę, że skończył prędzej i
możemy gdzieś wyjść, a on zobaczył jak siedzę z Jasiem w kuchni i się
dobrze bawię. Z miny Marcina można było dość dużo odczytać. Na przykład
to, że jest zdziwiony, jak i wściekły. Ja z Jasiem spoglądaliśmy na
niego zbici. Nie wiedzieliśmy co mamy mu powiedzieć. Nic się nie
wydarzyło, ale nie wiadomo co sobie pomyślał Marcin.
**********************************
-Hej...- powiedziałam przeciągle
-Cześć.
-Jasiu przyszedł do mnie aby dać nam bilety na biwak, który organizuje.- zaczęłam po krótkiej chwili ciszy
-A. A nie mógł do mnie tego zanieść? Nie żeby coś, ale to dziwnie wygląda jak mój przyjaciel przychodzi do mojej dziewczyny...
-Przyniosłem jej bilety, bo nie mogłem się do ciebie dodzwonić. A w ogóle spotkałem Anie w bibliotece, więc jej dałem.- wtrącił się Jaś
-Ale to mogłeś jej dać tam, a nie do domu zaraz przychodzić.- chłopacy posyłali sobie wrogie spojrzenia
-Dobra, hej przestańcie się kłócić! Nic się tutaj nie stało. Jasiek przyniósł mi tylko bilety. Nie mogłam go poczęstować sokiem?- wstałam z krzesła i podeszłam bliżej Marcina. Chłopak nic na to nie odpowiedział.- Jasiu chyba już na ciebie pora.
-Tak, już idę. Do zobaczenia! - wstał i wyszedł
-I nie chcę cię tu widzieć więcej!- krzyknął Marcin, kiedy ten był już za progiem domu.
-Spokojnie! - odchrząknęłam
-Wiesz nie myślałem, że taka jesteś, że puścisz się z pierwszym lepszym kiedy ja już nie będę ci wystarczał.
-Co ty gadasz do cholery!? Mówię ci już to 3 raz: Przyniósł mi tylko bilety, a ja go poczęstowałam sokiem, bo jest upalnie na dworze.- Marcin patrzył w moje oczy, szukając w nim cienia niepewności moich słów.
-Dobra, przepraszam. Poniosło mnie. Chciałem ci zrobić niespodziankę, a zrobiłem awanturę o byle co. Po prostu mam dziś zły dzień.
-A co się stało!- Usiedliśmy na krzesłach przy stole
-Wylali mnie z pracy!- powiedział cicho, że ledwo usłyszałam
-Co?- nie mogłam w to uwierzyć
-Wylali mnie!- krzyknął na cały głos
-Ale czemu?
-Bo się spóźniłem do pracy. I to bardzo.
-Ale...- chciałam jeszcze o coś zapytać, ale ten wysłał mi niemiłe spojrzenie.
-Spóźniłem się już 4 raz do pracy. Mam na 8 ale się jakoś nie wyrabiam. Na początku szef przymykał na to oko ale dziś powiedział, że to już koniec, że nie chce mieć takiego spóźnialskiego pracownika.
-Co za świnia!- nic na to nie odpowiedział, ale po jego minie wywnioskowałam, że coś przede mną ukrywa. W ogóle od ostatniego czasu- czyli od imprezy u Jaśka- odsunął się troszkę ode mnie. Coraz mnie spędzam z nim czasu.
Siedzieliśmy większość czasu cicho. Nikt nic nie mówił. Ja już zaczynałam się bawić szklanką.
-Pora też na mnie.
-Już idziesz?-zapytałam
-Tak!
-A, zadzwoń do Jasia i go przeproś. Proszę! - w tym momencie zrobiłam oczy szczeniaczka i podeszłam do Marcina aby się z nim pożegnać.
-Dobra!- powiedział po chwili namysłu i bez pożegnania wyszedł.
"Że co?"- pomyślałam sobie. Nawet nie dał mi buziaka na do widzenia, no...
**3 dni później**
Coraz częściej myślałam nad tym, dlaczego z nim jeszcze jestem. Kompletnie nie ma dla mnie czasu. Widziałam go ostatni raz przedwczoraj. Wiem, i to na 100%, że nie znalazł żadnej pracy. No chyba, że coś się zmieniło od wtedy, kiedy rozmawialiśmy przez telefon wczoraj wieczorem. Mieszka prawie 5 minut ode mnie, a nawet czasu nie ma aby wpaść na chwilę do dziewczyny.
Dzisiaj idę pierwszy raz do mojej "pracy". A pracą nazywam pomoc Jasiowi przy organizacji tego biwaku. Mamy się spotkać na rynku, bliżej jego domu. Razem pojedziemy na tą całą łąkę gdzie będzie impreza.
Wstałam o godzinie 7:30. Wzięłam szybki prysznic i z uśmiechem na twarzy zeszłam w szlafroku i ręczniku na głowie do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Ciocia właśnie zbierała się do pracy. A wujek jeszcze spał, bo wrócił właśnie z nocki.
-Dzień dobry!- powiedziałam wchodząc do kuchni
-Dzień dobry. Co tak prędko dziś wstałaś?
-Idę pomóc Jasiowi przy organizacji biwaku.- wyjęłam z szafki płatki i miskę oraz mleko z lodówki.
-Jakiemu Jasiowi?
-Koledze Marcina. Poprosił mnie o to.- ciocia posłała mi pytające spojrzenie
-Ahaa... dobrze więcej już nic nie mówię- puściła mi oczko i wyszła z kuchni- Do zobaczenia. A wrócisz dziś na noc?
-Ciociu!!
-Dobrze już idę pa... -po chwili usłyszałam tylko zamykanie drzwi oraz odpalanie samochodu.
Zrobiło się cicho i pusto. Tak jak zwykle. Nie wiem czemu jeszcze tu jestem. Chciałam jechać do domu razem z rodzicami, ale mama powiedziała, że mam zostać i kropka. Nie rozumiem tego ale...
Zjadłam śniadanie, ubrałam się, uczesałam i nałożyłam makijaż, po czym zeszłam na dół. Napisałam liścik wujkowi, na wypadek gdyby obudził się przed przyjazdem cioci z pracy. Wciągnęłam czarne trampki, które dobrze współgrają z białą bluzką i czarnymi spodenkami. Wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz.
Po 15 minutach wolnego marszu doszłam do wyznaczonego przez Jasia miejsca, gdzie ma mnie zabrać. Usiadłam na ławkę w parku i czekałam aż chłopak przyjedzie samochodem. Długo nie musiałam czekać, bo kilka minut później przed parkiem zaparkował czarny samochód. Nie znam się na markach, więc nie wiem jakiego jest rodzaju. Samochód w rzeczy samej był bardzo ładny. Szyba od strony pasażera powoli się osunęła na dół. Jasiu spojrzał w moją stronę i kiwnął żebym przyszła. Wstałam i szybkim krokiem doszłam do samochodu. Pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka, witając się równocześnie. Zapięłam pasy i spojrzałam w stronę Jasia. Siedział wyprostowany z lewą ręką na kierownicy a prawą na biegach. Był zapatrzony na ulicę.
-Jest już tam twoja ekipa?- zapytałam
-Tak powinni już tam być i czekać na mnie- spojrzał na mnie przelotnie
Zdążyliśmy wymienić się jeszcze kilkoma zdaniami zanim dojechaliśmy do celu. Wyszłam z samochodu i obkręciłam się o 360 stopni. Miejsce było niesamowite. Przede mną rozciągała się dość obszerna łąka. Daleko po prawej stronie rozciągał się las, po przeciwnej stronie znajdowały się pola, które teraz mieniły się powoli złotem. Prowadziła tu tylko jedna droga. Droga polna. Nie umiem tego wyrazić jak było tu pięknie. Trawa była nie za wysoka, bardzo intensywna.
-Ale tu pięknie!- powiedziałam cicho, ale Jasiu chyba to usłyszał, bo odpowiedział:
-Tak, dlatego właśnie te miejsce wybrałem. Mój wujek mieszka o tam - wskazał palcem dom z innymi budynkami gospodarczymi po prawej stronie. Prawie go było nie widać.
-Po prostu idealne miejsce- nadal nie mogłam wyjść z zachwytu. Odwróciłam głowę w stronę Jasia, który stał niedaleko mnie. Nasze spojrzenie się skrzyżowało.
---------------------------------------------------------------------
Dziękuję wam za to, że jesteście. Jesteście niesamowici <3
Pamiętaj !!!
Czytasz-Komentujesz
:3
Daje wielką motywację do pisania!
Świetny
OdpowiedzUsuń