poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 10

Wyjęłam miskę oraz łyżkę. Mleko i płatki już leżały na stole. Zalałam płatki mlekiem i zaczęłam je jeść. Widziałam, że coś jest nie tak z Nicolą. Jest przygnębiona. Gdy tylko rodzice wyszli zapytałam.
-Co się dzieje.
Spojrzała na mnie po czym odpowiedziała.
-Mama do mnie rano dzwoniła i powiedziała, że będę tu jeszcze tydzień po czym przyjeżdża po mnie i zabiera mnie w góry. Ta to sobie wymyśliła. W lato w góry. Robi wszystko abym nie była nigdy szczęśliwa.

***********************************************

-Spokojnie, mamy jeszcze tydzień. Pamiętaj 7 dni to dużo. Może dostała wolne i chce wyjechać z tobą na wczasy. A wiesz, że ona nie lubi jak jest ciepło.- uspakajałam Nicolę, która kipiała aż ze złości.

Po kilkunastu minutach wychodziliśmy na wycieczkę. Zauważyłam przed wyjściem na szafce od butów mapę miasta z przylepioną karteczką:

"Zaznaczyłam czerwonymi kółeczkami to co warto zwiedzić ale możecie sobie chodzić gdzie chcecie. Zielona kropka to nasz dom. Obok jak coś jest napisane ulica i numer domu gdybyście jechali taksówką. Kocham. Ciocia!"

Wzięłam do ręki mapę i naprowadzałam nas jak dotrzeć do poszczególnych miejsc. Okazało się, że nie było aż tak trudno dojść na rynek.

-Dobra, teraz w prawo i jesteśmy w Parku Miejskim- wskazałam w tamtym kierunku ręką
Nicola nic nie odpowiadała tylko przytakiwała i w ciszy szła obok mnie. Weszliśmy do pobliskiego kiosku i kupiliśmy sobie lody. Na dworze robiło się coraz cieplej. Usiedliśmy na jednej z ławek obok stawu.

-Nadal nie wierzę w to, że tu jestem.-zaczęłam po długiej przerwie ciszy

-No ja też- zauważyłam, że powoli zaczął jej wracać uśmiech na twarzy- Jestem bardzo wdzięczna twoim rodzicom, że zaproponowali mi wyjazd tu razem z tobą.

-Niewierze, że kilka ulic dalej mieszka Jaś- ciągnęłam dalej - Byśmy sobie poszli ale chyba będzie to dziwnie wyglądać.

-Taaa na pewno. Pomyśl sobie idziemy pod jego dom i pukamy, a tam otwiera jego mama. Pytamy się czy jest Jaś bo ja chce autograf i zdjęcie od niego.- powiedziała po czym się roześmiałyśmy. Ledwo co hamowałam łzy.

Nagle Nicola się zerwała na równe nogi i pociągnęła mnie w stronę końca parku. Nie wiedziałam o co jej chodzi. Gdy tylko się przyjrzałam gdzie ona biegnie zauważyłam go. Stał z kolegą i rozmawiał z nim o czym ważnym, bo mieli skupione miny. Byliśmy coraz bliżej ich. Złapałam za rękę przyjaciółki i pociągnęłam ją do tyłu aby zahamowała.

-Czekaj! Jak wyglądam?
-Dobrze. A ja?

-Spoko!-odpowiedziałam.

Poprawiłam włosy i ciuchy i podeszliśmy do Jasia i jego kolegów.

-Hej!-zaczęłam zdenerwowana

-Cześć!-odpowiedział Jaś z uśmiechem

-Możemy zrobić sobie zdjęcie z tobą?

-No jasne!

Podeszłam do niego a Nicola zrobiła nam zdjęcie. Później zrobiłam zdjęcie Nicoli z nim. A na końcu zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie.

-Możemy jeszcze autograf?-Spytała Nicola.

-No jasne.- wyciągnęła z nie wiadomo skąd mały brudnopisik.-Jak macie na imię?

 -Ja Ania.

-Nicola!-uśmiechnęła się do niego a on szybko machnął długopisem dwa podpisy z dedykacją dla nas.

-Dzięki.- odpowiedziałyśmy

-Skąd jesteście?-zapytał nas Jan

-Jesteśmy z obrzeży Torunia ale jesteśmy u cioci na wakacjach.-zaczęłam opowiadać.

-Aaaa...-uśmiechnął się do nas szeroko po czym poszliśmy.

Gdy byliśmy już na tyle daleko żeby nas nie usłyszeli odwróciłyśmy się do siebie i zaczęliśmy piszczeć i podskakiwać.

-Aaaa.... Spotkaliśmy go. Aaaaa-piszczeliśmy przez jakąś minutę. Przechodni przyglądali się nam z dziwnymi minami. Chyba nas uważali za jakieś idiotki.

Po 5 minutach kiedy doszliśmy do siebie zaczęliśmy iść do sklepów z ciuchami. Pochodziliśmy po galerii, poszliśmy na pizze, poszliśmy tam gdzie ciocia nam polecała iść i o godzinie 15 wróciliśmy do domu.

-Jak było na mieście?-zapytał wujek, który chyba niedawno wstał bo jeszcze ziewał.

-Bardzo ciekawe miasto.-odpowiedziała Nicola

-A co zwiedzaliście?

-Byliśmy w parku, w galerii, w kilku miejscach co ciocia nam polecała iść.

-Uuu. To chyba się bardzo dobrze bawiliście, bo widać to po waszych minach.

-Yhmm..-odpowiedziałam i spojrzałam na Nicolę, która po chwili się roześmiała

-Coś nie tak?

-Nie nic, wszystko Ok.-szybko wyprostowałam sprawę

Poszliśmy do "mojego" pokoju i rozłożyliśmy się na kocu na balkonie. Leżeliśmy długo na słońcu rozmawiając o wszystkim. Wpatrywałyśmy się  w chmury słuchając muzyki. Moglibyśmy tak leżeć cały dzień ale brak przy sobie jedzenia dało się we znaki. Zeszłyśmy na dół. Wyczuliśmy świetnie czas, bo kiedy zeszłyśmy na dół ciocia z mamą zaczęły przygotowywać kolację.

-Pomóc wam w czymś?-zapytałam

-Jasne możesz wyjąć z piekarnika zapiekankę makaronową.-rzekła ciocia

-Okej! A z czym jest?

-Makaron, brokuły, szynka,kukurydza, i jeszcze inne warzywa a na tym ser.

-Mmmm... Musi być pycha!

-A ty kochanie możesz pomóc kroić mi pomidory-powiedziała do Nicoli

Pomogliśmy im, więc kolacja była szybciej. Mama nakryła do stołu. Tak a propo to nawet nie wiedziałam kiedy wrócili z tatą. Mieli jakąś widocznie ważną sprawę do załatwienia. Ale jaką? W tym mieście? Nawet tu nie mieszkamy. Mamy tylko tu jedną ciocię. Nie wiem o co im chodzi. Ale to nie moja sprawa. Jak narazie jestem bardzo głodna.

-Smacznego!-powiedziała ciocia siadając z wszystkimi.

-Smacznego!- odpowiedziała mama. My tylko skinęłyśmy głowami bo w buzi miałyśmy już zapiekankę. Była baaaardzo dobra. Mama nigdy takiej dobrej nie robiła. 

Gdy się najadłyśmy, czyli po 2 porcjach zapiekanki i małej kanapce z pomidorem poszłam odnieść talerze do zmywarki. Za mną ruszyła Nicola.

-O mamuniu jaką twoja ciocia robi pyszną zapiekankę. Nigdy takiej nie jadłam.

-Nom ja też!-gdy wróciłyśmy do pokoju obydwie rzuciliśmy się z powrotem na koc na balkonie i leżeliśmy.

-Jak się mówi: Pół godzinki dla słoninki-Nicola spojrzała na mnie i się roześmiała. Ma bardzo zaraźliwy śmiech więc po chwili ja również się śmiałam.

Śmiech przerwał mój telefon. Ktoś się do mnie dobijał. Zgadywałam, że to Marcin bo dawno do mnie nie dzwonił. Gdy spojrzałam na wyświetlacz zobaczyłam jego imię. Szturnęłam Nicolę aby się przestała śmiać. Przeciągnęłam palcem ze środka w kierunku zielonej słuchawki.

-Słucham

-Hej mała.

-Hej! Co tam?

-Nic ciekawego. Dzwonię, bo chcę ciebie... sorry was-podkreślił ten wyraz- zabrać na dyskotekę. Idziecie?-spojrzałam na Nicolę, która się do mnie przykleiła aby słyszeć o czym rozmawiamy.

-Oddzwonię do ciebie za 5 minut. Okej?

-Okej!-rozłączyłam się

-Tak! Tak! Tak!-ledwo się rozłączyłam, a ta już trajkotała mi nad uchem.

-Idę się spytać mamy. Czekaj tu.-wstałam i wskazałam palcem na koc aby się nie ruszała.

Zeszłam na dół i podeszłam do mamy. Mama zazwyczaj się zgadzała. Z tatą trudniej-trzeba go długo namawiać. Mama z ciocią siedziały w kuchni i o czymś ciągle rozmawiały, a tata z wujkiem oglądali mecz w salonie.

-Mamo możemy iść na dyskotekę?

-Same? W obcym mieście?

-Nie z Marcinem!-mama się przez dłuższą chwilę zastanawiała i odpowiedziała.

-Dobrze ale nie za długo bądźcie tam.

-Dziękuję-podskoczyłam i przytuliłam mamę. Kątem oka zauważyłam cwaniacki uśmiech cioci. Zapewne już sobie wymyśli końcówkę do tego opowiadania.

Pobiegłam do Nicoli, która ku mojemu zdziwieniu nadal siedziała na miejscu i mnie wypatrywała. 

-Ubieraj się!-krzyknęłam, a ona pisnęła z radości.-Zadzwonię do Marcina.

Wyciągnęłam telefon i wybiłam numer Marcina.

-Za pół godziny u nas. Pasuje?

-Jasne!

-To do zobaczenia.-po czym się rozłączyłam- Wystarczy nam pół godziny? O godzinie 20 będzie po nas Marcin.-powiedziałam do Nicoli

-Jak się pośpieszymy to tak!

Najpierw poszliśmy do pokoju Nicoli i pomogłam wybrać jej ciuchy. Spódniczka niebieska i biała koszula na długi rękaw. Jest ciepło wieczorami. Dobrałam jej buty- baleriny i dodatki. Gdy już się ubierała ja poszłam do siebie. Również wyciągnęłam spódniczkę, tyle, że moja była koloru czarnego oraz również koszulę ale niebieską. Wyciągnęłam z szafy jeszcze czarne szpilki, nie za wysokie. Szybko się ubrałam i poszłam do łazienki. Nicola się już prawie umalowała. Podkreśliłam oczy, pomalowałam rzęsy i nałożyłam puder. Na koniec nałożyłam różową, jasną szminkę na usta. Gdy byłyśmy już ubrane i umalowane zostało nam tylko się spakować. Wrzuciłam do małej torebki przez ramię portfel, telefon, puder, pomadkę oraz dowód-gdyby się ktoś czepiał. Ubrałam szpilki zarzuciłam przez ramię torebkę i wyszłam łapiąc po drodze za czarny sweterek. Zamknęłam drzwi za sobą i szłam w kierunku pokoju przyjaciółki. Wchodząc do środka prawie uderzyłam Nicolę, która miała właśnie wychodzić.

-Idziemy?-zapytałam

-Tak chodźmy.

Zeszłyśmy na dół. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i wyszłyśmy na dwór. Po kilku minutach dostrzegłyśmy mężczyznę, który szedł w naszą stronę. Po kilku sekundach mogłabym odpowiedzieć bezbłędnie. Był to Marcin. Szedł dość szybkim krokiem. Z daleka można było zauważyć jego czuprynę.

---------------------------------------------
Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3

Można zadawać mi tu pytania ==>    http://ask.fm/Aneeeczkaaaa

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 9

 Nagle zobaczyłam znak informujący gdzie zaczyna się miasto. Albo mi się zdawało, że tam pisało Legnica albo podobna nazwa. Od razu zerwałam się z pozycji prawie leżącej do siedzącej. Okulary dawno zdjęłam, więc nie mogłam się pomylić. Mogła się równie dobrze pomylić, bo tata jechał dość szybko to litery mogły się zamazać. Ale nawet, mam dobry wzrok. Wyciągnęłam z uszu słuchawki.
-Gdzie jesteśmy?-byłam ciekawa co odpowiedzą mi rodzice. Również Nicola chyba to zauważyła, bo również patrzyła na mnie pytająco.
-Jesteśmy w małej miejscowości na południu Polski. Jedziemy do cioci Asi, która nas zaprosiła na wakacje. 

*********************************************************
-Że co????-krzyknęłam równocześnie z Nicolą tak, aż mama z tatą podskoczyli.

-Co się stało? Nie cieszycie się?-mama spytała nas patrząc mi prosto w oczy.

-Cieszę się i to bardzo. Najlepsze urodziny ever.-Moje marzenie się spełniło. Jestem w Legnicy. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Mogę tu spotkać Jasia. Mama uradowana, że jej się  to udało. Pomyślała może, że się cieszę bo mieszka tutaj Marcin ale nic z tych rzeczy. Zapewne zapomniała co mówiłam jej kilka tygodni prędzej, że w Legnicy mieszka mój idol numer 1, którego wczoraj dostałam bluzę oraz bluzkę. Kilka minut później byliśmy już u cioci pod domem. Mieszkała we fioletowym domu. Nie był taki aż mały. Miała zadaszony taras na całej szerokości ściany od jezdni. Mniej więcej na środku były drzwi wejściowe, które w tej chwili się otworzyły a w drzwiach stanęła ciocia. Wysiadłam z auta i podbiegłam do cioci.

-Hej ciociu!-przytuliłam ją mocno.

-Hej mała!- spojrzałam na nią piorunująco ale z uśmiechem na twarzy- Dobrze już nie jesteś mała, masz 18 lat. A dziś w twoje urodziny jechałaś taką drogę.

-Jest dobrze, wczoraj miałam imprezę więc czuję się jakby dziś był 6 Lipiec a nie 5.

-Ciociu poznaj moją koleżankę Nicolę.-wskazałam Nicol, która szła w naszą stronę.

-Dobry wieczór!-rzekła

-Dobry wieczór!-odpowiedziała ciocia.

-Gdzie jest wujek-dopiero teraz zauważyłam, że go nie ma.

-Jest w pracy. Ma nocną zmianę. Niedawno pojechał. Prawdopodobnie, że go mijaliście.

-Ania, chodź wziąć swoje walizki.-zawołał tata

-Już idę!-powiedziałam na tyle głośno aby mnie usłyszał.

Gdy wzięłam walizkę ciocia wprowadziła nas do domu. Wchodziło się z dworu do domu po kilku schodach. Były one ładnie wyłożone kostką. Wchodząc do domu znajdowałeś się od razu na korytarzu.  Kilka metrów w lewo znajdowały się schody prowadzące na piętro. Idąc prosto dochodziło się do salonu. Gdy szło się kilka metrów prosto po prawej stronie znajdowała się kuchnia z jadalnią. Od wejścia od razu w prawą stronę dochodziłeś do łazienki. W kuchni znajdowały się drzwi, które prowadziły do spiżarni. Z kuchni można było przejść do salonu czyli okrążyć cały parter. Gdy weszłam trochę byłam zdziwiona ciocia miała o wiele lepszy dom od naszego. Miała meble nowoczesne choć myślałam, że ich nie lubi. 

-Witam w moich skromnych progach!-powiedziała kiedy wszyscy już byli w środku.

Nadal rozglądałam się się po mieszkaniu. Był piękny. Wchodzą do salonu zauważyłam drzwi balkonowe. Podbiegłam do nich i zobaczyłam mały ogród. Z lewej strony były krzaki owocowe oraz rządki z warzywami. Z prawej był cudowny ogród kwiatowy. Kwiaty były w najróżniejszych kolorach. Dopiero teraz wszystko złożyłam w jedno i stwierdziłam, że ciocia musi bardzo lubić kwiaty bo wszędzie je ma- w domu, w ogrodzie, na wjeździe. A środek wypełniał równostrzyżony trawnik. Ciocia miała lampy słoneczne, które teraz świeciły więc mogłam dostrzec to wszystko w nocy. Miała również dużą lampę, która oświetlała większość ogrodu.

-Ten dom jest cudowny!-krzyknęłam

-Dziękuję!-odpowiedziała ciocia.-Na dziś chyba już koniec jak się wyśpisz to jutro ci wszystko pokaże. 

-Trzymam za słowo!

Ciocia zaprowadziła nas na piętro. Na końcu korytarza na prawo miała swój pokój. Prosto od schodów była łazienka. Naprzeciw sypialni cioci był dość spory pokój z balkonem. A obok niego, koło łazienki znajdował się drugi pokój trochę mniejszy i bez balkonu ale z oknem prawie na całą ścianę. Prawie bo na 1/4 ściany było pojedyncze łózko. Ja dostałam pokój z tarasem, a Nicola ten drugi. Pokój Nicoli był trochę lepiej urządzony od mojego ale mój miał balkon.

-Rozgośćcie się i czujcie się jak u siebie!-powiedziała ciocia po czym zeszła na dół do mamy i taty, którzy będą spać w salonie.

Wyjęłam wszystkie rzeczy i poukładałam ciuchy w szafach. Właśnie chciałam iść się myć ale Nicola mnie uprzedziła. Wyjęłam laptopa i zobaczyłam co się dzieje na Facbook'u, Instagramie, Ask'u itp. Tak byłam zaciekawiona, że nie usłyszałam jak Nicola wyszła z łazienki. Kiedy już prawie wyłączałam laptopa wpadła do pokoju Nicola.

-Mogę laptopa?

-No jasne, ja idę się myć więc możesz posiedzieć tutaj albo wziąć do siebie.

-Nie, posiedzę tu.

-Okej-wzięłam rzeczy prędzej przygotowane do kąpieli i poszłam.

 Ciocia miała obudowany prysznic, był on dość duży, oraz wannę. Wybrałam prysznic szybciej i w ogóle. Zdjęłam ciuchy i weszłam pod niego. Odkręciłam ciepłą wodę i wrzasnęłam. Była gorąca. Szybko odkręciłam trochę zimną wodę. Myjąc się ciągle myślałam o tym gdzie ja jestem. Jestem w Legnicy. To jest nie do uwierzenienia. Moje marzenia się spełniły. Chciałam pojechać do Legnicy do Jasia i go spotkać? Tak! Jednak marzenia się spełniają. Wyszłam spod prysznica i zaczęłam się wycierać suchym ręcznikiem. Rozczesywałam włosy, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

-Zajęte!-odpowiedziałam.

-Jasiu ma live'a! - usłyszałam głos Nicoli ale nie zrozumiałam ją do końca.

-Co?

-Jasiu ma live!-zaczęła mi literować.

-Dobra zaraz wychodzę.-szybko rozczesałam do końca włosy, naciągnęłam na siebie piżamy i wybiegłam z łazienki w stronę "mojego pokoju".

Gdy dobiegłam do pokoju Nicola zaczęła się śmiać.

-O co ci chodzi- spytałam się

-Bo jak prawie ty wychodziłaś z łazienki on skończył live. Ale pech.-ledwo co skończyła mówić a już leżała na łóżku śmiejąc się do łez.

-Co?- stanęłam jak wryta

-Tak miał z jakiejś gry live i coś tam się śmiał a jak wychodziłaś on się pożegnał i zostawił tylko końcową muzyczkę, która się też już skończyła.

Co za pech ale to tam z jakiejś gry, to tam nic. Gorzej gdyby otwierał Fan Arty. Tego bym już sobie nie odpuściła.

-Dobra ja idę spać. Jutro zwiedzamy miasto. Ciocia kazała ci przekazać. I również powiedziała, że będziemy sami zwiedzali miasto, bo ona idzie do pracy, wujek będzie zmęczony po nocce a Marcin nie może bo pracuje od 9:00. 

-Okej czyli mamy same chodzić po mieście. Dla mnie bomba.

Wyłączyłam laptopa i się położyłam. Wsunęłam się pod cienką kołdrę i włączyłam telefon. Sprawdziłam jeszcze Facebook'a i odłożyłam go na szafkę nocną. Zamknęłam oczy i po kilku minutach zasnęłam.
"Jadę rowerem spokojnie po lesie. Rozmawiam przez telefon. Przewracam się i uderzam nogą o kamień. Noga piecze. Nie mogę wytrzymać.Nie mogę się ruszyć. Nagle słyszę szelest w lesie. Przyglądam się i widzę, że biegnie na mnie wataha wilków. Krzyczę. Budzę się w szpitalu. Jestem obolała. Niczym nie mogę ruszyć, żadnymi kończynami. Przewracam tylko oczami. Widzę, że rodzice do mnie przychodzą. Śmieją się ze mnie. Jak to?? Jestem ich córką. Czemu mi to robią? Mama trzyma lusterko w dłoni i pokazuje mi je aby zobaczyła swoje odbicie po czym nadal się śmieje na cały głos z tatą. Przychodzą lekarze i się śmieją. Przychodzą znajomi również się śmieją. Czuję jak do oczy napływają mi łzy. Dlaczego się ze mnie śmieją? To nie jest fajne. Nie chcę aby się ktokolwiek ze mnie śmiał. Przyglądam się swojemu odbiciu w lusterku. Jestem cała w bandarzach. Mam posiniaczoną i całą w szwach twarz. Dlaczego się śmieją, powinni ubolewać. Napadło na mnie stado wilków. Nie wyglądam jak ja. Słyszę rozmowę rodziców z lekarzem. Mówią, że po co mają mnie trzymać przy aparaturze jak mogę umrzeć tu o teraz. Krzyczę. Nie chcę umierać. Widzę jak pielęgniarki podchodzą i zaczynają coś robić przy aparaturze. Nadal krzyczę."

Budzę się ze łzami w oczach. Cała się trzęsę. Ciężko oddycham.

-To tylko był sen!-powtarzam sobie po czym znowu się kładę. Spoglądam na zegarek. Jest godzina 2:34. Spoglądam w wyświetlacz, który po chwili gaśnie. Odstawiam telefon na szafkę i zamykam oczy. 
Budzą mnie promienie słoneczne. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek. 9:30.

-O boże- syknęłam.

O 10 mamy wychodzić na spacer po mieście. Szybko ubrałam się w jasne rurki oraz bluzkę na ramiączka. Pobiegłam do łazienki. Obmyłam twarz i nałożyłam delikatny makijaż. Ubrałam granatowo-czerwoną koszulę. Zaścieliłam szybko łóżko i zgarnęłam telefon po czym zeszłam na dół. Nie myliłam się Nicola już jadła śniadanie. Właściwie już je kończyła. 

-Dzień dobry wszystkim.- powiedziałam po czym uśmiechnęłam się do wszystkich.

-Dzień dobry!- Odpowiedziała mama, która myła naczynia po śniadaniu-Jak się spało?

-Dobrze!-skłamałam, nie chciałam opowiadać mamie tego snu.

-No to fajnie. Zajadaj śniadanie. Ciocia w pracy, wujek śpi, ja z tatą idziemy coś załatwić więc macie klucze aby zamknąć drzwi.-wskazała na szafkę kuchenną obok lodówki.

-Ok, my też zaraz idziemy tylko coś zjem. Okej?-spojrzałam na Nicolę

-Okej!-odpowiedziała po czym znowu zapatrzyła się na płatki, które w kółko mieszała.

Wyjęłam miskę oraz łyżkę. Mleko i płatki już leżały na stole. Zalałam płatki mlekiem i zaczęłam je jeść. Widziałam, że coś jest nie tak z Nicolą. Jest przygnębiona. Gdy tylko rodzice wyszli zapytałam.

-Co się dzieje.

Spojrzała na mnie po czym odpowiedziała.

-Mama do mnie rano dzwoniła i powiedziała, że będę tu jeszcze tydzień po czym przyjeżdża po mnie i zabiera mnie w góry. Ta to sobie wymyśliła. W lato w góry. Robi wszystko abym nie była nigdy szczęśliwa.

--------------------------------------------------
Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3

Można zadawać mi tu pytania ==>    http://ask.fm/Aneeeczkaaaa

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 8


Po czym muzyka dalej zaczęła grać, wszyscy zaczęli tańczyć, a ja szłam do domu odłożyć pudełka oraz bluzkę do domu, bo bluza była tak ciepła, że nie chciałam jej zdejmować. Po godzinie 5 już nikogo nie było na podwórko. Zostałam tylko ja, Nicol, mama i tata. Wszyscy krzątaliśmy się jak najszybciej aby jak najprędzej posprzątać ważniejsze rzeczy. Nie chcieliśmy aby to leżało do późnego popołudnia. Więc jak najszybciej ja z Nicolą posprzątaliśmy z ogrodu sprzęt do grania oraz jakieś pojedyncze butelki od wódki, a mama z tatą sprzątali ze stołu. Gdy już wszystko było w domu wszyscy poszli spać. Zmyłam makijaż, umyłam zęby i poszłam spać. Nocowała u mnie Nicola. Zawsze gadaliśmy przed spaniem, ale teraz zdążyliśmy wymienić się jednym zdaniem i zasnęłyśmy.

********************************

Obudziły mnie nawoływania rodziców.

-Aniuś wstawaj, już pora wstawać-przymrużyłam oczy i chciałam spojrzeć na rodziców, ale promienie słoneczne utrudniały mi to- dzisiaj twoje urodziny, czekają kolejne niespodzianki!-dopiero teraz zauważyłam, że mama trzyma w dłoni babeczką z czerwoną polewą, zapewne o smaku truskawkowym,a na babeczce stoi mała zapalona świeczka. Wczoraj był tort, więc dziś w dniu urodzin wystarczy babeczka, która i tak daje mi uśmiech na twarzy.

-Dziękuję- szepnęłam, wstając z łóżka i podchodząc do nich aby zgasić świeczkę.

-Stop!-mama głośno powiedziała, kiedy nabrałam do płuc powietrza.-Pomyśl życzenie.-oczywiście moim marzeniem jest aby spotkać Jasia, bo wszystko co mi jest potrzebne mam. No chyba, że chodzi o zdrowie z tym gorzej, kiedy zaczynają się chłodniejsze dni, często choruję. Ponownie nabrałam do płuc powietrza i zdmuchnęłam świeczkę. Marząc aby w tym roku poznać Jasia.

- A gdzie jest Nicola?-dopiero teraz oprzytomniałam.

-Poszła na chwilkę do domu po rzeczy.-odrzekł tata, wychodząc z pokoju wtedy kiedy mama stawiała babeczkę na biurko.

-Po co?-zapytałam, bo albo mi się przesłyszało, alb coś jest nie tak.

-Po rzeczy, właśnie mieliśmy ci mówić, za 3 godziny wyjeżdżamy na wakacje.-gdy to usłyszałam czułam się, jakby ktoś poraził mnie prądem, nie mogłam się ruszyć.

-Że co? Gdzie? Co? Jak? Że co?-nadal nie mogłam w to uwierzyć. Mama jeszcze nie pracowała, tata ma pracę w której rzadko ma wolne, ale żeby na dłuższy czas? Nigdy coś takiego nie miało miejsca. Zawsze jeździliśmy na góra 2-3 dni. A wakacje to znaczy na dłuższy czas.

-Spokojnie wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Mogę ci powiedzieć tylko, że jadę ja, mama, Nicola i oczywiście ty.

-Nicola też? Mama jej pozwoliła?

-Tak. Powiedziała, że jak będą dorośli to może jechać. Obudziła się godzinę prędzej od ciebie i poszła do domu po tym jak zaproponowaliśmy jej.- w tym czasie spojrzałam na zegarek, była godzina 12:30. Za 3 godziny czyli ok 16.

W tej chwili chciałam sobie poukładać myśli. Dobra czyli tak za trzy godziny będę siedziała w samochodzie jadąc na wakacje z rodzicami i przyjaciółką. Nadal w to nie wierzyłam. Dobra mam 3 godziny na ogarnięcie się. Z zawrotną prędkością wpadłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i szybko się umyłam. Nadal pachniałam papierosami od wczoraj oraz zapachem dymu z grilla. Umyłam zęby rozczesałam włosy i zostawiłam je zarzucając na plecy aby wyschły. Zbiegłam do kuchni, zauważyłam, że walizki rodziców czekają już pod ścianą niedaleko drzwi wejściowych. Szybo zalałam płatki mlekiem i pobiegłam do pokoju.

-Mało czasu!!-mówiłam do siebie.

Wyjęłam walizkę. Zaczęłam się pakować. Wszystkie sukienki, spodenki, bluzki na ramiączka, bluzki na krótki rękawek, kilka par spodni, spódniczki i inne potrzebne rzeczy. Pakowałam się jedząc przy tym śniadanie. Ubrałam bluzkę, którą wczoraj dostałam oraz czarną przewiewną spódniczkę w kwiatki. Pasowało. Gdy wszystko to co miałam na myśli spakowałam wyszło na to, że mam 1 dużą walizkę, 1 mniejszą oraz torbę, gdzie były kosmetyki, lakiery do paznokci, suszarka do włosów itp. Przed spakowaniem kosmetyków jeszcze się pomalowałam, uczesałam i zaczynałam znosić walizki pod drzwi.

-O, chciałem już cię wołać abyś zniosła mi walizki.

-Jeszcze jest jedna walizka oraz torba.-odrzekłam

-Ile ty ciuchów wzięłaś?-tata spojrzał na mnie trochę oszołomiony, bo on z mamą zmieścili się w 1 dużą walizkę oraz 1 mniejszą.

-Jeszcze w tych torbach jest kilka rzeczy mamy, więc wszystko nie jest moje-uśmiechnęłam się do niego szyderczo.

Gdy zniosłam wszytko zaczęłam sprzątać pokój aby został w jak najlepszym porządku po moim powrocie. Powyciągałam z gniazdek wtyczki aby w czasie burzy nic się nie spaliło. Spakowałam jeszcze laptop i ładowarkę do niego.

-Chyba wszystko wzięłam- odrzekłam znowu sama do siebie obracając się o 360 stopni aby dojrzeć czy czegoś nie zapomniałam. W myślach powtórzyłam sobie najważniejsze rzeczy. Chyba wszystko mam. 

Do torebki spakowałam portfel, do którego włożyłam wszystkie kieszonkowe, telefon, mp3, słuchawki, okulary przeciwsłoneczne. Na nogi ubrałam białe trampki, chwyciłam bluzę JD WEAR, laptopa oraz torebkę i wyszłam. Wrzuciłam wszytko do samochodu i wróciłam do domu. Mamy szczęście, że mamy dość pojemny samochód i wszystkie walizki się zmieściły. Gdy siedzieliśmy w kuchni ciągle nurtowało mnie pytanie gdzie jedziemy?

-Powiecie mi wreszcie?-już nie mogłam się powstrzymać.

-Nie!-odpowiedzieli w tym samym momencie. Było to takie śmieszne, że wszyscy zaczęli się śmiać. 

Chwile potem do domu wparowała Nicola.

-Przepraszam za spóźnienie!-mówiła zmachana-Musiałam iść do banku a był duża kolejka.

-Nic się nie stało, jesteś w samą porę- powiedziała mama.- To zbieramy się!

-Daj walizkę Nicol.-odrzekł tata, podchodząc do niej i zabierając walizkę aby schować ją do samochodu.

-Zaraz przyjdę, pójdę do pokoju zobaczyć czy czegoś nie zapomniałam.

-Dobrze ale pośpiesz się. -powiedziała mama ubierając buty.

-Pójdę z tobą.- szepnęła Nicol

-Ok.-odpowiedziałam baz zastanowienia

Weszliśmy do pokoju. Zaczęłam się rozglądać po pokoju. Spojrzałam na komodę, zabrałam jeszcze z niej tylko medalik, który dostałam w prezencie od Marty. Był on złoty, złoty puzelek. Bardzo mi się podoba. Spojrzałam do szafy nie zostało w niej prawie nic oprócz niektórych rzeczy, których nie noszę. Zajrzałam również w szafki komody również nic tam nie znalazłam co miałam wziąć.

-Hej a tego nie bierzesz?-szturnęła mnie w ramię przyjaciółka, pokazując mi pudełko z butami. Były to buty białe w kwiaty na koturnie. No tak schowałam je pod łóżko.

-O boże! Zapomniałabym najlepszych butów na lato.- rzekłam i zabrałam z jej rąk pudełko.-chyba mam wszystko.

-Idziemy? Zaraz twój tata tu wparuje.-powiedziała kierując się właśnie w stronę drzwi.

-Zajrzymy jeszcze do łazienki, czy nie zapomniałam kosmetyków. Pakowałam się bardzo szybko więc mogłam coś przeoczyć.

Wpadłam do łazienki ale nic z niej nie zabrałam.

-Co zapomniałam to kupię najwyżej.-pociągnęłam ją za rękę aby wreszcie zejść do salonu.

Mama już chciała nas wołać ale nie zdążyła wydać żadnego dźwięku bo my już pędziliśmy po schodach. Tata już czekał w samochodzie. Mama za nami zamknęła drzwi. Gdy już siedzieliśmy na miejscach w pojeździe tata zapytał.

-Gotowe na wakacje?-odwrócił się do nas i uśmiechnął.

-Chyba tak!-odpowiedziałam na co przytaknęła Nicola.

Tata przekręcił kluczyki w stacyjce i samochód zaczął nabierać tępa. Założyłam okulary słoneczne, bo słońce trochę świeciło. Wyjęłam z torebki słuchawki oraz mp3. włączyłam ją po czym zaczęłam się relaksować. Nie miałam aż tak głośno nastawioną muzykę, bo słyszałam pojedyncze zdania rodziców. Zobaczyłam, że tata coś mówi więc pospiesznie zdjęłam słuchawki.

-Kochani czeka nas kilka godzin jazdy. Jakieś 6-7.- powiedział nadal patrząc na jezdnię.

No to fajnie kilka godzin w jednym miejscu może z jednym postojem aby wszyscy mogli wyprostować kości i się przewietrzyli. Była godzina 22:10 zaczynało się jakieś miasto, a tata powiedział, że jesteśmy już na miejscu. Na pewno nie były to góry ani morze, więc co? Nagle zobaczyłam znak informujący gdzie zaczyna się miasto. Albo mi się zdawało, że tam pisało Legnica albo podobna nazwa. Od razu zerwałam się z pozycji prawie leżącej do siedzącej. Okulary dawno zdjęłam, więc nie mogłam się pomylić. Mogła się równie dobrze pomylić, bo tata jechał dość szybko to litery mogły się zamazać. Ale nawet, mam dobry wzrok. Wyciągnęłam z uszu słuchawki.

-Gdzie jesteśmy?-byłam ciekawa co odpowiedzą mi rodzice. Również Nicola chyba to zauważyła, bo również spoglądała na mnie pytająco.

-Jesteśmy w małej miejscowości na południu Polski. Jedziemy do cioci Asi, która nas zaprosiła na wakacje. 

---------------------------------------------
Pamiętaj!!

Czytasz- komentujesz
:3

Można zadawać mi tu pytania ==>    http://ask.fm/Aneeeczkaaaa

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 7

Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń,nie chciałam go znać więc dostał ode mnie z liścia i poszłam. Dziewczyna sprana nie wiedziała o co kaman patrzyła na mnie jak na jakąś inną z innej planety. No a potem zadzwoniłam do ciebie a dalej to już wiesz.

-O boże, co za sukinsyn.-przytuliłam ją do siebie widząc, że z jej oczu powoli chcą wydostać się łzy.

*********************************

Wieczorem po kolacji poszliśmy do salonu pooglądać telewizję. Oglądaliśmy z rodzicami jakiś film. Nawet ciekawy, ale w mgnieniu oka się skończył. Skakałam po kanałach telewizyjnych szukając czegoś możliwego do obejrzenia. Tyle kanałów a nie ma nic ciekawego na nich. 

-Nie ma nic ciekawego w telewizji, idziemy do pokoju-zapytałam Nicolę, która się już tak nudziła, że zaczęła rozglądać się po salonie.

-Yhmm..-powoli, żółwim tępem wstała z łóżka i takim samym tępem wchodziła po schodach na piętro.

Włączyłam laptopa gdy dziewczyna poszła wziąć prysznic. Zobaczyłam wszystko co miałam. Na YouTube znalazłam tylko kilka ciekawych odcinków ale z takim humorem nawet nie chce mi się oglądać. Położyłam się na łóżku, wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać. Prędzej pościeliłam łóżko Nicoli, znaczy się przyniosłam jedno osobowy nadmuchiwany materac i zaścieliłam go. Położyłam na nim poduszkę oraz cienką kołdrę. Nie zdążyłam długo poczytać, bo zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, dzwonił Marcin.

-Halo!

-Hej Ania. Dojechaliśmy cali i zdrowi-mówił głosem roześmianym-Tak jak panna Anna kazała-dzwonię.

-Ha ha ha.

-No a tak na serio co tam?

-Kiepsko.

-Płaczesz bo wyjechałem?

-Niee...-opowiedziałam szybko-tylko chłopak rzucił moją przyjaciółkę i ona jest u mnie na noc i nie mam humoru

-Uuuu...-wreszcie skończył się śmiać-Gdybym był to bym cię pocieszył ale...

-Tak, tak, tak-urwałam mu w pół zdania, nie chciał aby dokończył. Teraz już zauważałam, że podobam mu się, trochę to dziwne.-A co u ciebie?

-Leżę w łóżku i gram w GTA V

-Maniak gier. No tak u nas nie było to tylko jak dojechał, gra!

-No a nie!-powiedział po czym się zaśmiał. Trochę mi poprawił humor ale to tylko trochę.

-Dobra jutro zadzwoń, a najlepiej w niedzielę, bo wiesz... koleżanka.

-Okej zadzwonię w niedzielę.

-Pa!

-Dobranoc!

Rozłączyłam się w dobrym czasie bo zaraz usłyszałam otwieranie drzwi od łazienki. Do pokoju weszła Nicola, która od razu się położyła.

-Teraz ja idę się myć. Chcesz laptopa?

-Nie, posiedzę sobie na telefonie.

Wyjęłam czystą bieliznę z szafy oraz piżamy i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam się rozbierać. Wrzuciłam brudną bieliznę do kosza na pranie. Przejrzałam się w lustrze. Patrzyłam w swoje oczy, koloru brązowego. Rozczesałam swoje kruczo-czarne włosy i weszłam pod prysznic. Szybko opłukałam się i nałożyłam na ciało żel pod prysznic, a na włosy szampon. Po kilku minutach wyszłam z pod prysznica i zaczęłam wycierać się ręcznikiem. Ubrałam się w piżamy i zaczęłam myć zęby, ciągle patrząc się w moje lustrzane odbicie. Zastanawiałam się co mam w sobie takiego, że Marcin się we mnie zakochał. Czy to mój wygląd tak na niego działał czy moja osobowość. Nie jestem jakaś ładna więc wychodziło na to, że to moja osobowość go pociąga. Trochę to było straszne, może nie straszne co dziwne. Nie wiem dlaczego, ale to trochę byłoby dziwne gdybym miała z nim chodzić. W ogóle on mieszka na drugim końcu kraju, więc no sorry, taki związek długo nie potrzyma. Ale przecież ja go prawie nie znam, dobra mieszkał u nas tydzień ale to i tak krótko. Nagle oprzytomniałam i uświadomiłam sobie, że ciągle o nim myślę. Dobra, to już było dziwne. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam Nicolę, która już widocznie zasnęła, bo słychać było tylko jej sapanie. Nie trudno się dziwić po takim dniu też bym chciała szybko zasnąć i obudzić się tak jakby nic nigdy się nie stało. Nie wiedziałam co robić, bo ona śpi a spać mi się nie chce. Postanowiłam wziąć książkę i zaczęłam czytać po tym jak wygodnie się ułożyłam w łóżku. Lecz dopiero w tej chwili zauważyłam, że zostało mi jej bardzo mało do końca. Może 50 stron może mniej. I co dalej czytać? Oczywiście kupić lub wypożyczyć kolejną część "Wybranych" czyli "Dziedzictwo". Ta książka jest zajebista. Mało powiedziane jest tak fajna, że aż awww.... Kocham. Po północy już odkładam skończoną książkę na półkę i zaczynałam kłaść się do łóżka lecz przypomniało mi się, że miałam podzwonić do przyjaciół, że 4 lipca, czyli za 5 dni robię imprezę dla przyjaciół. Mama mi to potwierdziła przy kolacji, a ja o tym śmiertelnie zapomniałam. Pozwoliła mi to zrobić w domu, a oni sobie pójdą do teatru, a później wrócą ale obiecali mi, że nie będą przeszkadzali. Założyłam grupę na Facebook'u i dodałam kilkanaście znajomych. Będzie oczywiście Nicola, Marta, Julia, Karol, Michał, Kamil i jeszcze innych kilku znajomych, z którymi utrzymuje dobre kontakty na co dzień. Mama kazała mi aby nie było więcej niż 25, wyszło 20, no chyba, że ktoś przyjdzie z osobą towarzyszącą to będzie nas więcej, ale 18-tkę ma się tylko raz w życiu.

===Kilka dni później===

Dzisiaj impreza. Wszystko kupione: jedzenie, alkohol, picie,przekąski itp. Wpadłam na pomysł, że jak jest lato to to wykorzystać i imprezę z domu przenieś na podwórko. Chociaż jest małych rozmiarów nada się. Mama też była bardziej przekonana, bo przy najmniej nic nie uszkodzimy. Wszyscy mieli przyjść na godzinę 19. Ubrałam się w kupioną prędzej sukienkę miętową oraz czarne buty na koturnie. Nicola, która pomagała mi od rana w przygotowaniach, ułożyła mi włosy. Z jednej strony były zaplątane w kłos który schodził z lewej strony na prawą, a włosy po przeciwnej stronie zakręciła mi lokówką. Nałożyła mi po tym makijaż, mówiłam jej, że za mocny ale ona mnie nie słuchała. Zostanie dobrą kosmetyczką. Po tych kilku dniach od zerwania można powiedzieć, że się ogarnęła. Zaczęła się śmiać rozmawiać o miłych rzeczach itp. Marta się trochę ode mnie odsunęła, gdy poznała Filipa zaczęła tylko z nim przebywać. A ja z Nicol coraz bardziej się zaprzyjaźniałyśmy. Okazało się, że moi rodzice zostaną, bo po pierwsze coś się stało, że odwołali spektakl w teatrze, a po drugie trzeba nas pilnować i zadbać o jedzenie itp.
Gdy już się ubrałyśmy zeszliśmy na podwórko. Chwile potem zaczęli zjeżdżać się goście.

-Mmm... Jaka dupa!-wyskoczyła Marta gdy z Filipem ukazała się kilka metrów przede mną.

-Hahaha-zaśmiałam się.

-No to tak moja "Hot 18" masz je dopiero jutro, ale mogę ci już dziś złożyć życzenia...-i zaczęła wymieniać co mi życzy. Dała mi prezent nie za duży ale ładnie opakowany, a Filip wręczył mi przepiękną krwisto czerwoną różę. Zawsze chciałam dostać czarne różą, są piękne, ale chyba mi nikt takiej nie wręczy.

Gdy życzenia składał mi życzenia pojawiali się goście. Więc po kilkunastu minutach byli wszyscy. Tata urządził sobie stanowisko przy grillu i był "Kucharzem", mama przynosiła nam czyste talerze, pomagała mi ,ale w czasie przerwy przysiadała się do nas i rozmawiała ze wszystkimi. Oczywiście na początku wszyscy wyskoczyli z zaśpiewaniem "Sto Lat" oraz z wypiciem kieliszku szampana. Gdy się już wszyscy najedli mama postanowiła, że porobi nam zdjęcia. Oczywiście zdarzyło się też kilka takich, na których właśnie ktoś przechylał kieliszek. Oj, alkoholu było duuużo... Na szczęście tata rano na pomysł aby wypożyczyć namiot, dość duży, w którym wszyscy się pomieścimy. Przedtem były wszystkie "ściany" zwinięte do góry, ale kiedy robiło się coraz chłodniej po kolei zostawały one spuszczane. Więc tak około godziny 23 były wszystkie "ściany"spuszczone oprócz jednej przez którą się wychodziło na zewnątrz aby tańczyć na trawie. Można też było tańczyć na dość sporym tarasie ale wszyscy woleli na trawie. Muzyka leciała z komputera, a kolega, który znał się trochę na tym w wolnym czasie był DJ. Tańczyli wszyscy bez wyjątku, oczywiście ja jako solenizanta byłam ciągle brana do tańczenia przez co musiałam zmienić buty na koturnie na baleriny. Po godzinie 1 już mnie tak nogi bolały, że ok 30 min musiałam popatrzeć jak inni tańczą, bo chłopacy mnie "wytańczyli". Po godzinie 2 zaczęli się już niektórzy odjeżdżać.

-Dobra my już lecimy!-oznajmiła mi Julia

-Co ale czemu tak prędko?-trochę byłam zszokowana, bo dużo nie piła a tak prędko wyjeżdża.

-Mama zadzwoniła, że już po mnie jedzie, a ja nie chcę się jej sprzeciwiać, wiesz jaka ona jest.-pożegnała się ze mną i z resztą i poszła.

Impreza nadal się rozkręcała. Wszyscy już byli trochę pijani, było to widać. Ale co tam. Tańczyłam właśnie z Michałem, kiedy ktoś poklepał mnie po ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą rodziców, którzy trzymali na rękach paczkę. Nagle muzyka przestała grać a wszyscy skierowali się w moim kierunku, chyba wiedzieli co teraz będzie, jakby byli prędzej uprzedzeni. 

-No kochanie, pora otwierać prezenty!- powiedziała mama, wręczając mi paczkę. No tak była godzina 4:00. Mamy taki zwyczaj, że prezenty od rodziców otwiera się przy wszystkich, o godzinie kiedy słońce zacznie wstawać. Kiedy na niebie pojawi się najmniejsza oznaka, że zaczyna świtać. 
Rozdarłam zręcznie papier i tak jak się spodziewałam w środku było pudełko z dużym logo "JDabrowsky WEAR" Otworzyłam je a w środku była bluza, szybko ją ubrałam. Pasowała idealnie. Niektórzy się dziwili dlaczego się tak cieszę, bo przecież to jest bluza, tylko bluza. Ale nikt nie pytał: Dlaczego?, można było wyczytać to z ich min.  W drugim pudełku była bluzka, ale jej już nie ubierałam, jutro ją założę.

-Dziękuję mamo!- i przytuliłam się do niej, a później do taty.

Po czym muzyka dalej zaczęła grać, wszyscy zaczęli tańczyć, a ja szłam do domu odłożyć pudełka oraz bluzkę do domu, bo bluza była tak ciepła, że nie chciałam jej zdejmować. Po godzinie 5 już nikogo nie było na podwórko. Zostałam tylko ja, Nicol, mama i tata. Wszyscy krzątaliśmy się jak najszybciej aby jak najprędzej posprzątać ważniejsze rzeczy. Nie chcieliśmy aby to leżało do późnego popołudnia. Więc jak najszybciej ja z Nicolą posprzątaliśmy z ogrodu sprzęt do grania oraz jakieś pojedyncze butelki od wódki, a mama z tatą sprzątali ze stołu. Gdy już wszystko było w domu wszyscy poszli spać. Zmyłam makijaż, umyłam zęby i poszłam spać. Nocowała u mnie Nicola. Zawsze gadaliśmy przed spaniem, ale teraz zdążyliśmy wymienić się jednym zdaniem i zasnęłyśmy.

-----------------------------------------------------
Pamiętaj!!!

 Czytasz-Komentujesz!!! 
:3

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 6

Gdy się już ubrałam i "ogarnęłam" zeszłam do kuchni. Nikogo nie było, trochę to dziwne, bo zawsze mama była w kuchni i przygotowywała mi kanapki. Zjadłam śniadanie robiąc przy tym kanapki do szkoły. Spakowałam je do torby razem z sokiem. Założyłam "adidasy" gdyż dziś coś nie mrawo było na dworze. Zabrałam letnią kurtkę z wieszaka i wyszłam na dwór. Wychodziłam z domu o godzinie 7:43. Spokojnie zdążę dojść do szkoły przed dzwonkiem.

****************************************
Te ostatnie dni nauki zleciały mi dość szybko. W tym czasie zamówiłam bluzę JD WEAR oraz czarną bluzkę również JD WEAR - jak mama pozwoliła, to czemu nie korzystać.
W piątek mieliśmy apel szkolny i nic więcej.

-Wakacje!!-wszyscy krzyknęli na koniec apelu.

"-Wreście wakacje, odpoczynek od szkoły, spanie do godziny 12 -pomyślałam, gdy wszyscy zaczęliśmy wychodzić z sali gimnastycznej, na której odbywał się apel.

-Idziemy na pizzę, idziesz z nami?-zapytała mnie Nicola, z którą bardziej się zaprzyjaźniłam. Jest nawet spoko.

-A gdzie mamy zamiar iść?-zapytałam, bo prawdę mówiąc nie chciało mi się ale, że ostatni raz w tym roku szkolnym ich widzę to chyba mi wypada.

-Myślę, że do tej pizzerii obok galerii- powiedziała Nicol odwracając się do innych, którzy stali za nią, widocznie oni się zgodzili. Stała tam Marta, która rozmawiała z Filipem-jej chłopakiem. Było też kilka dziewczyn z klasy i poza nią z którymi również utrzymujemy dobre, a nawet bardzo dobre,kontakty. Znalazło się i kilku pojedynczych chłopaków. Razem nas było 11.

-Dobrze, ale już uprzedzam, że nie będę z wami długo siedziała. Mam jeszcze gości  w domu i dziś odjeżdżają więc muszę być w domu.

-Dobrze, dobrze- mruknęła Nicola przewracają oczami.

Poszliśmy wszyscy do pizzerii wolnym krokiem, rozmawiając o planach na wakacje. Po kilkunastu minutach doszliśmy do pizzerii. Połączyliśmy stoły w ten sposób, że wyglądał on teraz na jeden wielki, jak dla rodziny wieloosobowej. Zamówiliśmy 5 dużych pizz o różnych smakach. Na początku zdawało mi się to trochę dużo ale ku mojemu zdziwieniu zjedliśmy wszystko. Zostały tylko puste talerze oraz puste szklanki od soków.

-Dobra ja muszę spadać do domu- oznajmiłam wszystkim, gdy spojrzałam na zegarek który wskazywał na 13:20.

-Już? Tak szybko?-wstała od stołu Marta

-Mówiłam, że dziś Marcin odjeżdża.

-Ale przecież zaczęły się wakacje!

-Tak ale on już nie chodzi do szkoły, a od poniedziałku zaczyna pracę. Będzie stał przy barze czy coś takiego.- Odpowiedziałam byle jak aby Marta się wreście odczepiła, bo przez ostatni tydzień wszędzie w wolnym czasie z nim chodziłam. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłam. Można powiedzieć, że teraz jest moim przyjacielem. Ale dziś odjeżdżał więc trochę byłam smutna. Marta zaczęła opowiadać, że jesteśmy ze sobą co było totalną bzdurą. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale jakby się zastanowić to bylibyśmy ładną parą... Nie.. co ja bredzę nigdy nie będziemy razem.

Pożegnałam się ze wszystkimi i poczłapałam do domu. Ulica Wierzbowa, dom numer 11c-już niedaleko. Gdy weszłam do domu zobaczyłam w progu walizki. Właśnie wujek schodził po schodach z ostatnią walizką.

-O! Już jedziecie?-trochę byłam tym zdziwiona bo mieli jechać dopiero o 15 a była 13:50.

-Tak, nie chcemy przyjechać do domu po północy i budzić sąsiadów.
Przyglądałam się jak Marcin pakuje do bagażnika samochodu walizki.

-Do widzenia ciociu!-przytuliłam ciocię

-Cześć malutka. I wid....- nie dokończyła słowa bo wtrąciła się mama. Chyba chciała przerwać dalszą rozmowę. Ale dlaczego to trochę mnie ciekawiło.

-Paa... Asia!-mama również ją przytuliła na pożegnanie.

Pożegnałam się z wujkiem i wyszłam na dwór. Bo jak zwykle dorośli mają tysiąc jeszcze zdań do powiedzenia. Podeszłam do Marcina, który opierał się o samochód czekając na swoich opiekunów podczas nieobecności rodziców.

-Będę tęsknić za twoim poczuciem humoru- szepnęłam mu, opierając się również tak jak on o samochód.

-Ja też. -odparł- Ale chyba się jeszcze zobaczymy?

-No jasne, tylko nie wiadomo kiedy. Może uda się moich rodziców wyciągnąć w Sierpniu wpaść do was.

-Będę czekał.-znienacka przytulił mnie do siebie tak mocno, że ledwo łapałam oddech i pocałował mnie w głowę.

Po chwili, gdy już się od siebie odczepiliśmy, wyszli z domu wszyscy dorośli. Ciocia usiadła na tylnich siedzeniach, a wujek obok kierowcy. Mieli bardzo długą podróż do Legnicy. Ciocia z wujkiem mieszkali w małym domku na ulicy Fiołkowej, a Marcin kilka domów dalej. Jako, że ciocia utrzymywała dobre kontakty z mamą Marcina została jego opiekunką na czas ich wyjazdu.

-Zadzwońcie do nas jak dojedziecie.-były to ostatnie słowa wypowiedziane przez mamę.
Machaliśmy im dopóki nie zniknęli za zakrętem. Weszliśmy do domu i zaczęłam iść w stronę pokoju kiedy poczułam wibracje w kieszeni. Zobaczyłam na ekran, dzwoni Nicola. Szybko odebrałam i wpadłam do pokoju aby rodzice nie słyszeli mojej rozmowy z nią.

-Heejj- Nicoli trząsł się głos, że nie mogłam nic zrozumieć-proosze.. przyjdźź do mnniie, aalbo ja do ciebie. Mogę??

-Jasne, że możesz. Co się stało???-przestraszyłam się tego jakim ona głosem mówiła.

-Kuuba ze mną zerwał, tak wogóle to ja z nim zerwałam... ale....

-Dobrze przyjdź do mnie chyba, że chcesz żebym ja przyszła do ciebie?-Nie ja do ciebie przyjdę. Nie chcę siedzieć w tym moim pokoju, w którym tak często z nim przebywałam.

-Wyjdę po ciebie. Za 20 minut obok pomnika w parku.

-Będę na czas.- Nicola ciągle mówiła przez płacz.

Nie czekałam zbyt długo, gdy skończyłam rozmawiać szybko ubrałam pierwsze lepsze buty i wybiegłam z domu oznajmiając mamie, że za chwilkę będę z powrotem. Czekałam koło pomnika już 5 minut, Nicoli nadal nie było. Chciałam do niej już dzwonić ale zobaczyłam z daleka, że idzie. Pobiegłam do niej tak szybko, że nie zauważyłam samochodu, który właśnie wyjeżdżał z parkingu. Zatrąbił na mnie ale ja nie odwracałam wzroku, tylko biegłam do Nicol.

-Nicola!!-krzyknęłam,gdy byłam już kilka metrów od niej. Ta rzuciła się w moje ramiona i zaczęła szlochać. Po chwili odkleiłam ją od siebie, wzięłam jej torbę i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Dziewczyna ciągle płakała, może nie tak bardzo jak na początku ale jednak to ciągle był płacz. Gdy doszliśmy do domu prawie już nie płakała, bo w ten czas gdy szliśmy ciągle ją uspokajałam. 

-Mamo, Nicola może zostać na noc, bo zerwała z Kubą?-zapytałam mamę gdy weszliśmy do domu.

-No jasne.-mama nie sprzeciwiała się, bo wiedziała, że Kuba był jej pierwszym chłopakiem z którym tak długo była. Mianowicie aż 2 lata. Gdy przyszła do technikum poznała go a kilka miesięcy później byli już razem. Nigdy nie widziałam tak zakochanej pary. Nie wiem co mogło się wydarzyć, że z nim zerwała. Kompletnie nie miałam pojęcia. Czym prędzej chcąc się dowiedzieć poszłam na górę do mojego pokoju gdzie już siedziała na krześle od biurka Nicola.

-Opowiadaj co się stało.-usiadłam na łóżku poklepując ręką miejsce obok aby usiadła koło mnie.

-Gdy wyszłaś z pizzerii chwilę potem Kuba dostał sms'a po czym powiedział mi, że musi iść, bo mama do niego dzwoniła ,że ma przyjść bo jakaś pilna sprawa.-Nicola usiadła koło mnie-Było to trochę dziwnie bo jak mi to mówił trochę się spiął. Postanowiłam, że za nim pójdę. Śledziłam go. Doszłam za nim do parku na Królewskiej. Wiesz jakiego, ten co ma wielki kamień z jakąś tabliczką i tą duuużą fontannę.-przytaknęłam wiedząc jaki to był park. Chodziłam do tego parku po lekcjach, tętniło życiem, to mi się podobało.-Zobaczyłam go jak witał się z jakąś dziewczyną. Na początku myślałam, że może to jego kuzynka więc nie wyskakiwałam aby nie osądzić coś czego nie było. Ale po prostu chwile po tym jak się przywitali ona pociągnęła go w mniej tłoczne miejsce w parku. Usiedli na ławce na tej polance na drugim końcu parku. Gdy dobiegłam schowałam się za krzakami, gdy wyjrzałam zza nich zobaczyłam jak namiętnie się całują. Coś obrzydliwego najpierw się ze mną całował przed odejściem z pizzerii a teraz z nią. Przyglądałam się jeszcze chwilę, bo nie mogłam się ruszyć z miejsca, moje nogi mnie nie słuchały. Po chwili poczułam, że z moich policzków kapią łzy. Wstałam podeszłam do nich, a on przestraszony wstał i zaczął mi się tłumaczyć. Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń,nie chciałam go znać więc dostał ode mnie z liścia i poszłam. Tamta dziewczyna sprana nie wiedziała o co kaman patrzyła na mnie jak na jakąś inną z innej planety. No a potem zadzwoniłam do ciebie a dalej to już wiesz.

-O boże, co za sukinsyn.-przytuliłam ją do siebie widząc, że z jej oczu powoli chcą wydostać się łzy.

-------------------------------------------
Pamiętaj!!

CZYTASZ-KOMENTUJESZ!!!
:3

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 5

Poszliśmy tak jak mieliśmy zamiar najpierw do parku obeszliśmy go dookoła ciągle rozmawiając o czymś:

-A jak tobie idzie szkoła?-zapytałam po tym jak on mnie zapytał o to samo

-Średnio, może nie jakoś najgorzej, ale wiesz do niektórych przedmiotów nie mam głowy.


-No to tak jak ja- uśmiechnęłam się do niego, pomyślałam,że jednak trochę go źle oceniłam na początku.- Wogóle nie wiem gdzie ty mieszkasz?-przypomniałam sobie.

****************************

-Ja mieszkam w Legnicy, niedaleko Wrocławia....-nie zdążył dokończyć gdyż ja jak to usłyszałam stanęłam jak wryta. Stałam na chodniku nie interesując się niczym innym tylko tym co właśnie powiedział mi Marcin.

-Że cooo????-wykrzyczałam to, że nawet kilku ludzi spojrzało na mnie jak na wariatkę.

-Okeejjjj...-trochę był tym zdziwiony gdy zobaczył moją reakcję-Wszystko Ok?-zapytał

-Dlaczego mi prędzej mi nie powiedziałeś, że mieszkasz w Legnicy?

-Bo nie pytałaś. Ale dlaczego tak zareagowałaś coś nie tak z tym miastem?-po chwili namysłu dodał-Aaaa... Jan Dąbrowski..Tak??

-A kto inny??- powiedziałam to trochę bezmyślnie. Nadal stałam w jednym miejscu na chodniku ale powoli już wracałam do siebie.

-Ahaa.. To o to chodzi.-powiedział, a właściwie mruknął pod nosem.

-Dobra możemy już iść na rynek, pokażę ci... Tak właściwie nie ma tam nic ciekawego ale możemy iść do jakiejś knajpki na sok.- powiedziałam to skręcając w prawo aby po kilku minutach dojść na rynek.- Mam tyle pytań, że już mi się mózg lasuje.

-No to wal-spojrzał na mnie zaciekawiony

-Okej. To pytanie numer 1. Znasz Jasia osobiście?

-Tak i nie. Chodzi do mojej klasy ale żebyśmy rozmawiali na przerwach i po szkole to nie za bardzo. On ma innych kolegów, ja mam innych, ale nie mam nic do niego jesteśmy poprostu kolegami z klasy.

-Wow.. Ty go znasz...-ciągle powtarzałam te słowa.

-Tiaaa... Inne pytanie?

-Gdzie mieszkasz?? Dobra wiem, że w Legnicy ale na jakiej ulicy?

- Na drugim końcu miasta niż Jasiek- trochę tym faktem byłam zawiedziona, bo myślałam, że bliżej ale cóż.

-A jaki on jest? W realu??-zapytałam

-Hmm...-trochę się zamyślił- Można powiedzieć taki jak na live'ach. Jest trochę nieśmiały, kiedyś był bardziej nieśmiały niż teraz. Zmienił go ten YouTube. Na początku wszyscy się z niego śmiali, a teraz non stop chcą od niego autograf czy zdjęcie. Na przerwach ciągle siedzi na telefonie, ciągle coś sprawdza, pisze itp. Na lekcjach siedzi cicho czasem się zgłosi. W domu siedzi na komputerze do 2-3 w nocy więc jak są sprawdziany to trochę gorzej mu idzie, dostaje zazwyczaj 3 lub 4 ale zdarzają się również 2 oraz 5 a nawet i 6. Jest spoko, tak samo uśmiechnięty, lubi czasem poimprezować ze swoimi kumplami. Tyle ci wystarczy bo już mi się nie chce na jego temat gadać. Nie żeby miał coś do niego ale wszyscy takie pytania mi zadają i to trochę robi się wkurzające.

-Okej, więcej pytań nie będzie przez jakiś czas.

W tym momencie weszliśmy na rynek, poprowadziłam Marcina do ulubionej kawiarenki. Zamówiliśmy duże lody w pucharkach, ja oczywiście truskawkowe a on wziął kiwi. Gdy je jedliśmy ciągle opowiadał mi o sobie, o szkole, o Dąbrowskim,  o mieście itp. Słuchałam go bardzo uważnie chciałam wiedzieć wszystko na temat Legnicy i ich mieszkańców a zwłaszcza Jasiu, bo będę mogła pochwalić się Marcie oraz Nicoli z którą coraz bardziej się zaprzyjaźniałam. Spojrzałam na telefon 17:07.

-Idziemy już do domu trochę już późno, a kazali mi cię odstawić przed 18 do domu.

-To idziemy!

Wracaliśmy drogą okrężną, chciałam pokazać mu jeszcze inne ciekawe miejsca. Gdy weszliśmy do domu tata zawzięcie rozmawiał z wujkiem, a mama

-O już jesteście i jak tam było ?? Zwiedziłeś trochę naszego miasta?- zapytał tata

-Tak. Jest bardzo ładne.-uśmiechnął się szeroko Marcin

-Dobra ja idę do siebie!-powiedziałam kierując się do swojego pokoju.

-Zaraz kolacja-mama chyba usłyszała to bo krzyknęła z kuchni w której przygotowywała kolację razem z ciocią.

-Dobrze pójdę zostawić torebkę i zaraz przyjdę!

Weszłam do pokoju. Z torebki wyjęłam telefon oraz portfel. Schowałam torebkę do szafy. Włączyłam laptopa i zaczęłam przeglądać Facebook, Instagram, YouTube itp. Trochę straciłam poczucie czasu,bo mama znowu zaczęła wołać mnie na kolację. Okazało się, że tak siedziałam przez 15 minut, które tak mi szybko minęły, że nawet nie poczułam. Gdy zeszłam na dół kolacja stała na stole a wszyscy czekali tylko na mnie. Gdy wreście usiadłam do stołu dopiero teraz wszyscy zaczęli jeść. Mama przygotowała pysznego kurczaka- najlepszego na świecie- a ciocia pomogła przygotować jej sałatkę oraz herbatę. Gdy wszyscy zjedli oczywiście rodzicie rozmawiali z ciocią i wujkiem. Zawsze mieli pełno tematów do rozmowy. Ja znudzona zaczęłam sprzątać po kolacji. Było to już lepsze od siedzenia z nimi i słuchania o czym oni gadają.

-Pomogę ci- Marcin szybko wstał kiedy ja zaczęłam sprzątać i pomógł mi.

Wszystkie naczynia zebraliśmy z jadalni i zaczęłam je pozmywać. Mieliśmy zmywarkę ale nie było aż tak dużo naczyń i trochę się nie opłacało a po drugie w zmywarce były czyste naczynie, które nie wyjęła mama od obiadu. Marcin wyjmował naczynia ze zmywarki a ja zaczęłam zmywać talerze po kolacji. Było przed 20 kiedy skończyliśmy. Ciągle rozmawialiśmy o czymś. Powiedziałam wszystkim, że idę do pokoju bo jutro szkoła i muszę odrobić lekcje. Lekcje odrobiłam szybko bo nauczyciele prawie nic nie zadawali. Po skończeniu odrabianiu lekcji wyjęłam z szafy czystą bieliznę oraz piżamy i poszłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, zdjęłam ciuchy i wrzuciłam do kosza na pranie. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Była gorąca. Stałam tak chwile nic nie robiąc. Zmyłam włosy na które nałożyłam szampon a na ciało nałożyłam trochę żelu pod prysznic. Wszystko zmyłam dokładnie wodą. Nie śpieszyłam się, nie miałam po co wracać do pokoju. Owinęłam się ręcznikiem i powoli zaczynałam się nim wycierać. Rozczesałam długie, czarne jak kruk włosy. Gdy je rozczesałam nadal patrzyłam w lustro, a szczególnie na moje brązowe oczy. Zawsze one były najładniejsze. Umyłam zęby i ubrałam się w miękkie piżamy- bluzka kremowa z małpką oraz fioletowe spodenki. Wychodząc z łazienki zabrałam zmywać oraz waciki bo postanowiłam, że pomaluję sobie paznokcie. Wybrałam kolor miętowy. Gdy byłam w połowie drogi do pokoju usłyszałam hałas, tak jakby ktoś szybkim krokiem, może nawet biegiem, chciał dostać się na piętro. Zza rogu wyskoczył Marcin trzymający w ręce telefon.

-Jasiu ma live!-powiedział zdyszany
-Niedawno patrzyłam, nie ma.

-Ma, bo wysłał mi na "Snapie", że za 10 minut live. - patrzyłam na niego ze zdziwieniem.

-On Ci wysyła snapy??-byłam trochę tym zaskoczona

-Noo... Jest moim kolegą z klasy, więc czemu nie?

-Nie nic tak tylko jestem trochę tym zdziwiona.- mówiłam to będąc w pokoju, włączając laptopa- A i dzięki za info. A chcesz oglądać razem ze mną?-zaproponowałam.

-Czemu nie- uśmiechnął się do mnie.

Usiedliśmy na łóżku kładąc laptop na krześle przystawionym do łóżka. Oglądaliśmy w ciszy, tylko ja malowałam paznokcie. JD grał w jakieś pojedyncze gry, a na początku tylko otworzył kilka listów i paczek od fanów. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudził mnie budzik w telefonie, miałam szczęście, że sobie go prędzej ustawiłam. Godzina 6:45. Ja chcę dalej spać. Ale jakoś muszę wytrzymać jeszcze 4 dni nauki, bo 5 to tylko apel i WAKACJE!!

Gdy się już ubrałam i "ogarnęłam" zeszłam do kuchni. Nikogo nie było, trochę to dziwne, bo zawsze mama była w kuchni i przygotowywała mi kanapki. Zjadłam śniadanie robiąc przy tym kanapki do szkoły. Spakowałam je do torby razem z sokiem. Założyłam "adidasy" gdyż dziś coś nie mrawo było na dworze. Zabrałam letnią kurtkę z wieszaka i wyszłam na dwór. Wychodziłam z domu o godzinie 7:43. Spokojnie zdążę dojść do szkoły przed dzwonkiem.

-----------------------------------------------
Pamiętaj!!!
Czytasz-Komentujesz!!
:3

Na początku będą ostatnie zdania poprzedniego rozdziału. Myślę, że się spodoba!! :3