-Co się dzieje.
Spojrzała na mnie po czym odpowiedziała.
-Mama do mnie rano dzwoniła i powiedziała, że będę tu jeszcze tydzień po czym przyjeżdża po mnie i zabiera mnie w góry. Ta to sobie wymyśliła. W lato w góry. Robi wszystko abym nie była nigdy szczęśliwa.
-Spokojnie, mamy jeszcze tydzień. Pamiętaj 7 dni to dużo. Może dostała wolne i chce wyjechać z tobą na wczasy. A wiesz, że ona nie lubi jak jest ciepło.- uspakajałam Nicolę, która kipiała aż ze złości.
Po kilkunastu minutach wychodziliśmy na wycieczkę. Zauważyłam przed wyjściem na szafce od butów mapę miasta z przylepioną karteczką:
"Zaznaczyłam czerwonymi kółeczkami to co warto zwiedzić ale możecie sobie chodzić gdzie chcecie. Zielona kropka to nasz dom. Obok jak coś jest napisane ulica i numer domu gdybyście jechali taksówką. Kocham. Ciocia!"
Wzięłam do ręki mapę i naprowadzałam nas jak dotrzeć do poszczególnych miejsc. Okazało się, że nie było aż tak trudno dojść na rynek.
-Dobra, teraz w prawo i jesteśmy w Parku Miejskim- wskazałam w tamtym kierunku ręką
Nicola nic nie odpowiadała tylko przytakiwała i w ciszy szła obok mnie. Weszliśmy do pobliskiego kiosku i kupiliśmy sobie lody. Na dworze robiło się coraz cieplej. Usiedliśmy na jednej z ławek obok stawu.
-Nadal nie wierzę w to, że tu jestem.-zaczęłam po długiej przerwie ciszy
-No ja też- zauważyłam, że powoli zaczął jej wracać uśmiech na twarzy- Jestem bardzo wdzięczna twoim rodzicom, że zaproponowali mi wyjazd tu razem z tobą.
-Niewierze, że kilka ulic dalej mieszka Jaś- ciągnęłam dalej - Byśmy sobie poszli ale chyba będzie to dziwnie wyglądać.
-Taaa na pewno. Pomyśl sobie idziemy pod jego dom i pukamy, a tam otwiera jego mama. Pytamy się czy jest Jaś bo ja chce autograf i zdjęcie od niego.- powiedziała po czym się roześmiałyśmy. Ledwo co hamowałam łzy.
Nagle Nicola się zerwała na równe nogi i pociągnęła mnie w stronę końca parku. Nie wiedziałam o co jej chodzi. Gdy tylko się przyjrzałam gdzie ona biegnie zauważyłam go. Stał z kolegą i rozmawiał z nim o czym ważnym, bo mieli skupione miny. Byliśmy coraz bliżej ich. Złapałam za rękę przyjaciółki i pociągnęłam ją do tyłu aby zahamowała.
-Czekaj! Jak wyglądam?
-Dobrze. A ja?
-Spoko!-odpowiedziałam.
Poprawiłam włosy i ciuchy i podeszliśmy do Jasia i jego kolegów.
-Hej!-zaczęłam zdenerwowana
-Cześć!-odpowiedział Jaś z uśmiechem
-Możemy zrobić sobie zdjęcie z tobą?
-No jasne!
Podeszłam do niego a Nicola zrobiła nam zdjęcie. Później zrobiłam zdjęcie Nicoli z nim. A na końcu zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie.
-Możemy jeszcze autograf?-Spytała Nicola.
-No jasne.- wyciągnęła z nie wiadomo skąd mały brudnopisik.-Jak macie na imię?
-Ja Ania.
-Nicola!-uśmiechnęła się do niego a on szybko machnął długopisem dwa podpisy z dedykacją dla nas.
-Dzięki.- odpowiedziałyśmy
-Skąd jesteście?-zapytał nas Jan
-Jesteśmy z obrzeży Torunia ale jesteśmy u cioci na wakacjach.-zaczęłam opowiadać.
-Aaaa...-uśmiechnął się do nas szeroko po czym poszliśmy.
Gdy byliśmy już na tyle daleko żeby nas nie usłyszeli odwróciłyśmy się do siebie i zaczęliśmy piszczeć i podskakiwać.
-Aaaa.... Spotkaliśmy go. Aaaaa-piszczeliśmy przez jakąś minutę. Przechodni przyglądali się nam z dziwnymi minami. Chyba nas uważali za jakieś idiotki.
Po 5 minutach kiedy doszliśmy do siebie zaczęliśmy iść do sklepów z ciuchami. Pochodziliśmy po galerii, poszliśmy na pizze, poszliśmy tam gdzie ciocia nam polecała iść i o godzinie 15 wróciliśmy do domu.
-Jak było na mieście?-zapytał wujek, który chyba niedawno wstał bo jeszcze ziewał.
-Bardzo ciekawe miasto.-odpowiedziała Nicola
-A co zwiedzaliście?
-Byliśmy w parku, w galerii, w kilku miejscach co ciocia nam polecała iść.
-Uuu. To chyba się bardzo dobrze bawiliście, bo widać to po waszych minach.
-Yhmm..-odpowiedziałam i spojrzałam na Nicolę, która po chwili się roześmiała
-Coś nie tak?
-Nie nic, wszystko Ok.-szybko wyprostowałam sprawę
Poszliśmy do "mojego" pokoju i rozłożyliśmy się na kocu na balkonie. Leżeliśmy długo na słońcu rozmawiając o wszystkim. Wpatrywałyśmy się w chmury słuchając muzyki. Moglibyśmy tak leżeć cały dzień ale brak przy sobie jedzenia dało się we znaki. Zeszłyśmy na dół. Wyczuliśmy świetnie czas, bo kiedy zeszłyśmy na dół ciocia z mamą zaczęły przygotowywać kolację.
-Pomóc wam w czymś?-zapytałam
-Jasne możesz wyjąć z piekarnika zapiekankę makaronową.-rzekła ciocia
-Okej! A z czym jest?
-Makaron, brokuły, szynka,kukurydza, i jeszcze inne warzywa a na tym ser.
-Mmmm... Musi być pycha!
-A ty kochanie możesz pomóc kroić mi pomidory-powiedziała do Nicoli
Pomogliśmy im, więc kolacja była szybciej. Mama nakryła do stołu. Tak a propo to nawet nie wiedziałam kiedy wrócili z tatą. Mieli jakąś widocznie ważną sprawę do załatwienia. Ale jaką? W tym mieście? Nawet tu nie mieszkamy. Mamy tylko tu jedną ciocię. Nie wiem o co im chodzi. Ale to nie moja sprawa. Jak narazie jestem bardzo głodna.
-Smacznego!-powiedziała ciocia siadając z wszystkimi.
-Smacznego!- odpowiedziała mama. My tylko skinęłyśmy głowami bo w buzi miałyśmy już zapiekankę. Była baaaardzo dobra. Mama nigdy takiej dobrej nie robiła.
Gdy się najadłyśmy, czyli po 2 porcjach zapiekanki i małej kanapce z pomidorem poszłam odnieść talerze do zmywarki. Za mną ruszyła Nicola.
-O mamuniu jaką twoja ciocia robi pyszną zapiekankę. Nigdy takiej nie jadłam.
-Nom ja też!-gdy wróciłyśmy do pokoju obydwie rzuciliśmy się z powrotem na koc na balkonie i leżeliśmy.
-Jak się mówi: Pół godzinki dla słoninki-Nicola spojrzała na mnie i się roześmiała. Ma bardzo zaraźliwy śmiech więc po chwili ja również się śmiałam.
Śmiech przerwał mój telefon. Ktoś się do mnie dobijał. Zgadywałam, że to Marcin bo dawno do mnie nie dzwonił. Gdy spojrzałam na wyświetlacz zobaczyłam jego imię. Szturnęłam Nicolę aby się przestała śmiać. Przeciągnęłam palcem ze środka w kierunku zielonej słuchawki.
-Słucham
-Hej mała.
-Hej! Co tam?
-Nic ciekawego. Dzwonię, bo chcę ciebie... sorry was-podkreślił ten wyraz- zabrać na dyskotekę. Idziecie?-spojrzałam na Nicolę, która się do mnie przykleiła aby słyszeć o czym rozmawiamy.
-Oddzwonię do ciebie za 5 minut. Okej?
-Okej!-rozłączyłam się
-Tak! Tak! Tak!-ledwo się rozłączyłam, a ta już trajkotała mi nad uchem.
-Idę się spytać mamy. Czekaj tu.-wstałam i wskazałam palcem na koc aby się nie ruszała.
Zeszłam na dół i podeszłam do mamy. Mama zazwyczaj się zgadzała. Z tatą trudniej-trzeba go długo namawiać. Mama z ciocią siedziały w kuchni i o czymś ciągle rozmawiały, a tata z wujkiem oglądali mecz w salonie.
-Mamo możemy iść na dyskotekę?
-Same? W obcym mieście?
-Nie z Marcinem!-mama się przez dłuższą chwilę zastanawiała i odpowiedziała.
-Dobrze ale nie za długo bądźcie tam.
-Dziękuję-podskoczyłam i przytuliłam mamę. Kątem oka zauważyłam cwaniacki uśmiech cioci. Zapewne już sobie wymyśli końcówkę do tego opowiadania.
Pobiegłam do Nicoli, która ku mojemu zdziwieniu nadal siedziała na miejscu i mnie wypatrywała.
-Ubieraj się!-krzyknęłam, a ona pisnęła z radości.-Zadzwonię do Marcina.
Wyciągnęłam telefon i wybiłam numer Marcina.
-Za pół godziny u nas. Pasuje?
-Jasne!
-To do zobaczenia.-po czym się rozłączyłam- Wystarczy nam pół godziny? O godzinie 20 będzie po nas Marcin.-powiedziałam do Nicoli
-Jak się pośpieszymy to tak!
Najpierw poszliśmy do pokoju Nicoli i pomogłam wybrać jej ciuchy. Spódniczka niebieska i biała koszula na długi rękaw. Jest ciepło wieczorami. Dobrałam jej buty- baleriny i dodatki. Gdy już się ubierała ja poszłam do siebie. Również wyciągnęłam spódniczkę, tyle, że moja była koloru czarnego oraz również koszulę ale niebieską. Wyciągnęłam z szafy jeszcze czarne szpilki, nie za wysokie. Szybko się ubrałam i poszłam do łazienki. Nicola się już prawie umalowała. Podkreśliłam oczy, pomalowałam rzęsy i nałożyłam puder. Na koniec nałożyłam różową, jasną szminkę na usta. Gdy byłyśmy już ubrane i umalowane zostało nam tylko się spakować. Wrzuciłam do małej torebki przez ramię portfel, telefon, puder, pomadkę oraz dowód-gdyby się ktoś czepiał. Ubrałam szpilki zarzuciłam przez ramię torebkę i wyszłam łapiąc po drodze za czarny sweterek. Zamknęłam drzwi za sobą i szłam w kierunku pokoju przyjaciółki. Wchodząc do środka prawie uderzyłam Nicolę, która miała właśnie wychodzić.
-Idziemy?-zapytałam
-Tak chodźmy.
Zeszłyśmy na dół. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i wyszłyśmy na dwór. Po kilku minutach dostrzegłyśmy mężczyznę, który szedł w naszą stronę. Po kilku sekundach mogłabym odpowiedzieć bezbłędnie. Był to Marcin. Szedł dość szybkim krokiem. Z daleka można było zauważyć jego czuprynę.
---------------------------------------------
Pamiętaj !!!
Czytasz-Komentujesz
:3
Można zadawać mi tu pytania ==> http://ask.fm/Aneeeczkaaaa