środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 9

 Nagle zobaczyłam znak informujący gdzie zaczyna się miasto. Albo mi się zdawało, że tam pisało Legnica albo podobna nazwa. Od razu zerwałam się z pozycji prawie leżącej do siedzącej. Okulary dawno zdjęłam, więc nie mogłam się pomylić. Mogła się równie dobrze pomylić, bo tata jechał dość szybko to litery mogły się zamazać. Ale nawet, mam dobry wzrok. Wyciągnęłam z uszu słuchawki.
-Gdzie jesteśmy?-byłam ciekawa co odpowiedzą mi rodzice. Również Nicola chyba to zauważyła, bo również patrzyła na mnie pytająco.
-Jesteśmy w małej miejscowości na południu Polski. Jedziemy do cioci Asi, która nas zaprosiła na wakacje. 

*********************************************************
-Że co????-krzyknęłam równocześnie z Nicolą tak, aż mama z tatą podskoczyli.

-Co się stało? Nie cieszycie się?-mama spytała nas patrząc mi prosto w oczy.

-Cieszę się i to bardzo. Najlepsze urodziny ever.-Moje marzenie się spełniło. Jestem w Legnicy. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Mogę tu spotkać Jasia. Mama uradowana, że jej się  to udało. Pomyślała może, że się cieszę bo mieszka tutaj Marcin ale nic z tych rzeczy. Zapewne zapomniała co mówiłam jej kilka tygodni prędzej, że w Legnicy mieszka mój idol numer 1, którego wczoraj dostałam bluzę oraz bluzkę. Kilka minut później byliśmy już u cioci pod domem. Mieszkała we fioletowym domu. Nie był taki aż mały. Miała zadaszony taras na całej szerokości ściany od jezdni. Mniej więcej na środku były drzwi wejściowe, które w tej chwili się otworzyły a w drzwiach stanęła ciocia. Wysiadłam z auta i podbiegłam do cioci.

-Hej ciociu!-przytuliłam ją mocno.

-Hej mała!- spojrzałam na nią piorunująco ale z uśmiechem na twarzy- Dobrze już nie jesteś mała, masz 18 lat. A dziś w twoje urodziny jechałaś taką drogę.

-Jest dobrze, wczoraj miałam imprezę więc czuję się jakby dziś był 6 Lipiec a nie 5.

-Ciociu poznaj moją koleżankę Nicolę.-wskazałam Nicol, która szła w naszą stronę.

-Dobry wieczór!-rzekła

-Dobry wieczór!-odpowiedziała ciocia.

-Gdzie jest wujek-dopiero teraz zauważyłam, że go nie ma.

-Jest w pracy. Ma nocną zmianę. Niedawno pojechał. Prawdopodobnie, że go mijaliście.

-Ania, chodź wziąć swoje walizki.-zawołał tata

-Już idę!-powiedziałam na tyle głośno aby mnie usłyszał.

Gdy wzięłam walizkę ciocia wprowadziła nas do domu. Wchodziło się z dworu do domu po kilku schodach. Były one ładnie wyłożone kostką. Wchodząc do domu znajdowałeś się od razu na korytarzu.  Kilka metrów w lewo znajdowały się schody prowadzące na piętro. Idąc prosto dochodziło się do salonu. Gdy szło się kilka metrów prosto po prawej stronie znajdowała się kuchnia z jadalnią. Od wejścia od razu w prawą stronę dochodziłeś do łazienki. W kuchni znajdowały się drzwi, które prowadziły do spiżarni. Z kuchni można było przejść do salonu czyli okrążyć cały parter. Gdy weszłam trochę byłam zdziwiona ciocia miała o wiele lepszy dom od naszego. Miała meble nowoczesne choć myślałam, że ich nie lubi. 

-Witam w moich skromnych progach!-powiedziała kiedy wszyscy już byli w środku.

Nadal rozglądałam się się po mieszkaniu. Był piękny. Wchodzą do salonu zauważyłam drzwi balkonowe. Podbiegłam do nich i zobaczyłam mały ogród. Z lewej strony były krzaki owocowe oraz rządki z warzywami. Z prawej był cudowny ogród kwiatowy. Kwiaty były w najróżniejszych kolorach. Dopiero teraz wszystko złożyłam w jedno i stwierdziłam, że ciocia musi bardzo lubić kwiaty bo wszędzie je ma- w domu, w ogrodzie, na wjeździe. A środek wypełniał równostrzyżony trawnik. Ciocia miała lampy słoneczne, które teraz świeciły więc mogłam dostrzec to wszystko w nocy. Miała również dużą lampę, która oświetlała większość ogrodu.

-Ten dom jest cudowny!-krzyknęłam

-Dziękuję!-odpowiedziała ciocia.-Na dziś chyba już koniec jak się wyśpisz to jutro ci wszystko pokaże. 

-Trzymam za słowo!

Ciocia zaprowadziła nas na piętro. Na końcu korytarza na prawo miała swój pokój. Prosto od schodów była łazienka. Naprzeciw sypialni cioci był dość spory pokój z balkonem. A obok niego, koło łazienki znajdował się drugi pokój trochę mniejszy i bez balkonu ale z oknem prawie na całą ścianę. Prawie bo na 1/4 ściany było pojedyncze łózko. Ja dostałam pokój z tarasem, a Nicola ten drugi. Pokój Nicoli był trochę lepiej urządzony od mojego ale mój miał balkon.

-Rozgośćcie się i czujcie się jak u siebie!-powiedziała ciocia po czym zeszła na dół do mamy i taty, którzy będą spać w salonie.

Wyjęłam wszystkie rzeczy i poukładałam ciuchy w szafach. Właśnie chciałam iść się myć ale Nicola mnie uprzedziła. Wyjęłam laptopa i zobaczyłam co się dzieje na Facbook'u, Instagramie, Ask'u itp. Tak byłam zaciekawiona, że nie usłyszałam jak Nicola wyszła z łazienki. Kiedy już prawie wyłączałam laptopa wpadła do pokoju Nicola.

-Mogę laptopa?

-No jasne, ja idę się myć więc możesz posiedzieć tutaj albo wziąć do siebie.

-Nie, posiedzę tu.

-Okej-wzięłam rzeczy prędzej przygotowane do kąpieli i poszłam.

 Ciocia miała obudowany prysznic, był on dość duży, oraz wannę. Wybrałam prysznic szybciej i w ogóle. Zdjęłam ciuchy i weszłam pod niego. Odkręciłam ciepłą wodę i wrzasnęłam. Była gorąca. Szybko odkręciłam trochę zimną wodę. Myjąc się ciągle myślałam o tym gdzie ja jestem. Jestem w Legnicy. To jest nie do uwierzenienia. Moje marzenia się spełniły. Chciałam pojechać do Legnicy do Jasia i go spotkać? Tak! Jednak marzenia się spełniają. Wyszłam spod prysznica i zaczęłam się wycierać suchym ręcznikiem. Rozczesywałam włosy, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

-Zajęte!-odpowiedziałam.

-Jasiu ma live'a! - usłyszałam głos Nicoli ale nie zrozumiałam ją do końca.

-Co?

-Jasiu ma live!-zaczęła mi literować.

-Dobra zaraz wychodzę.-szybko rozczesałam do końca włosy, naciągnęłam na siebie piżamy i wybiegłam z łazienki w stronę "mojego pokoju".

Gdy dobiegłam do pokoju Nicola zaczęła się śmiać.

-O co ci chodzi- spytałam się

-Bo jak prawie ty wychodziłaś z łazienki on skończył live. Ale pech.-ledwo co skończyła mówić a już leżała na łóżku śmiejąc się do łez.

-Co?- stanęłam jak wryta

-Tak miał z jakiejś gry live i coś tam się śmiał a jak wychodziłaś on się pożegnał i zostawił tylko końcową muzyczkę, która się też już skończyła.

Co za pech ale to tam z jakiejś gry, to tam nic. Gorzej gdyby otwierał Fan Arty. Tego bym już sobie nie odpuściła.

-Dobra ja idę spać. Jutro zwiedzamy miasto. Ciocia kazała ci przekazać. I również powiedziała, że będziemy sami zwiedzali miasto, bo ona idzie do pracy, wujek będzie zmęczony po nocce a Marcin nie może bo pracuje od 9:00. 

-Okej czyli mamy same chodzić po mieście. Dla mnie bomba.

Wyłączyłam laptopa i się położyłam. Wsunęłam się pod cienką kołdrę i włączyłam telefon. Sprawdziłam jeszcze Facebook'a i odłożyłam go na szafkę nocną. Zamknęłam oczy i po kilku minutach zasnęłam.
"Jadę rowerem spokojnie po lesie. Rozmawiam przez telefon. Przewracam się i uderzam nogą o kamień. Noga piecze. Nie mogę wytrzymać.Nie mogę się ruszyć. Nagle słyszę szelest w lesie. Przyglądam się i widzę, że biegnie na mnie wataha wilków. Krzyczę. Budzę się w szpitalu. Jestem obolała. Niczym nie mogę ruszyć, żadnymi kończynami. Przewracam tylko oczami. Widzę, że rodzice do mnie przychodzą. Śmieją się ze mnie. Jak to?? Jestem ich córką. Czemu mi to robią? Mama trzyma lusterko w dłoni i pokazuje mi je aby zobaczyła swoje odbicie po czym nadal się śmieje na cały głos z tatą. Przychodzą lekarze i się śmieją. Przychodzą znajomi również się śmieją. Czuję jak do oczy napływają mi łzy. Dlaczego się ze mnie śmieją? To nie jest fajne. Nie chcę aby się ktokolwiek ze mnie śmiał. Przyglądam się swojemu odbiciu w lusterku. Jestem cała w bandarzach. Mam posiniaczoną i całą w szwach twarz. Dlaczego się śmieją, powinni ubolewać. Napadło na mnie stado wilków. Nie wyglądam jak ja. Słyszę rozmowę rodziców z lekarzem. Mówią, że po co mają mnie trzymać przy aparaturze jak mogę umrzeć tu o teraz. Krzyczę. Nie chcę umierać. Widzę jak pielęgniarki podchodzą i zaczynają coś robić przy aparaturze. Nadal krzyczę."

Budzę się ze łzami w oczach. Cała się trzęsę. Ciężko oddycham.

-To tylko był sen!-powtarzam sobie po czym znowu się kładę. Spoglądam na zegarek. Jest godzina 2:34. Spoglądam w wyświetlacz, który po chwili gaśnie. Odstawiam telefon na szafkę i zamykam oczy. 
Budzą mnie promienie słoneczne. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek. 9:30.

-O boże- syknęłam.

O 10 mamy wychodzić na spacer po mieście. Szybko ubrałam się w jasne rurki oraz bluzkę na ramiączka. Pobiegłam do łazienki. Obmyłam twarz i nałożyłam delikatny makijaż. Ubrałam granatowo-czerwoną koszulę. Zaścieliłam szybko łóżko i zgarnęłam telefon po czym zeszłam na dół. Nie myliłam się Nicola już jadła śniadanie. Właściwie już je kończyła. 

-Dzień dobry wszystkim.- powiedziałam po czym uśmiechnęłam się do wszystkich.

-Dzień dobry!- Odpowiedziała mama, która myła naczynia po śniadaniu-Jak się spało?

-Dobrze!-skłamałam, nie chciałam opowiadać mamie tego snu.

-No to fajnie. Zajadaj śniadanie. Ciocia w pracy, wujek śpi, ja z tatą idziemy coś załatwić więc macie klucze aby zamknąć drzwi.-wskazała na szafkę kuchenną obok lodówki.

-Ok, my też zaraz idziemy tylko coś zjem. Okej?-spojrzałam na Nicolę

-Okej!-odpowiedziała po czym znowu zapatrzyła się na płatki, które w kółko mieszała.

Wyjęłam miskę oraz łyżkę. Mleko i płatki już leżały na stole. Zalałam płatki mlekiem i zaczęłam je jeść. Widziałam, że coś jest nie tak z Nicolą. Jest przygnębiona. Gdy tylko rodzice wyszli zapytałam.

-Co się dzieje.

Spojrzała na mnie po czym odpowiedziała.

-Mama do mnie rano dzwoniła i powiedziała, że będę tu jeszcze tydzień po czym przyjeżdża po mnie i zabiera mnie w góry. Ta to sobie wymyśliła. W lato w góry. Robi wszystko abym nie była nigdy szczęśliwa.

--------------------------------------------------
Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3

Można zadawać mi tu pytania ==>    http://ask.fm/Aneeeczkaaaa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz