piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 15

 Otworzyliśmy kilka paczek i pożegnaliśmy się z widzami, którzy ubolewali, że koniec i chcą aby abyśmy zaśpiewali jeszcze coś razem. Po wielu próbach przekonywania zgodziłam się aby jeszcze coś zaśpiewać. Zaśpiewaliśmy "Hallelujah" po czym jeszcze raz się pożegnaliśmy i skończyliśmy nagrywać.
********************************

-To teraz sprzątamy- powiedziałam, kiedy już widziałam, że Jaś wyłączył live.

-Nie no co wy! Sam posprzątam jutro! - wyskoczył Janek

-Jak mamy imprezować w takim syfie? - Marcin podniósł czteropak piwa do góry.

-Serio? Moja mama jest za ścianą. Dosłownie za ścianą. Rodzice mają tam sypialnię.

-Dlatego pomyślałem i kupiłem to-wskazał ręką piwo, które już wcześniej otworzył- zamiast czegoś mocniejszego.-Jaś nic nie powiedział tylko się zaśmiał.

-Rodzice się już przyzwyczaili do tego ale i tak musimy być ciszej niż przed chwilą.- chłopak miał chyba na myśli to, że niedawno głośno gadaliśmy, śpiewaliśmy itp.

-Okej, okej!-szepnęłam- A teraz przynieś worki na śmieci i szczotkę do zamiatania

-No co ty zostaw to jutro posprzątam

-Masz mi przynieść. Koniec i kropka.- wysłałam wściekłe spojrzenie Dąbrowskiemu.

-Dobra już idę!-udał, że się mnie boi i zrobił minę, która wyrażała: "Nie bij mnie"

Chłopak wyszedł z pokoju, a Marcin podszedł do mnie.

-Pięknie śpiewałaś! Czemu nie mówiłaś, że  umiesz śpiewać?

-Bo się o to nie pytałeś- nie zdążyłam dokończyć, bo Marcin przyciągnął mnie bliżej do siebie i namiętnie pocałował. Czułam zapach alkoholu. Nie wiem ile wypił przez ten czas jak odszedł od kamery, ale na pewno nie było to jedno piwo albo dwa.

-Ej... jesteś już trochę pijany. Ile wypiłeś?

-Nie wiem. Cztery, pięć nie wiem nie liczę.

-Jak ja dotrę z tobą do domu co? Jeszcze na drugi koniec miasta.

-Zostaniemy tutaj na noc.

-Yhmm... Chyba ty. Ja nie będę robiła kłopotu, pójdę spokojnie do domu. Nic nie będę piła.- odsunęłam się od Marcina i zaczęłam składać kartony. Chwilę później do pokoju wszedł Jasiu.

-Mam potrzebne rzeczy-podszedł i dał mi worek do śmieci.

-Dobra to ja pozbieram spod biurka a ty tam co?-zaproponowałam

-Okej. Listy i resztę połóż mi na biurko, a słodycze do tego kartonu pod nim.- skinęłam głową rozumiejąc o co chodzi. Na początku wrzucaliśmy tam słodycze, ale później było coraz więcej wszystkiego i trudno było dorzucić z kanapy do kartonu przez tysiąc papierów, kartonów, listów, różnych rzeczy.

Słodycze były wszędzie, gdy wszystkie słodycze znalazły się w kartonie, okazało się, że karton jest dosłownie pełny. A karton nie należał do tych najmniejszych. Listów był cały stos, zresztą jak fan art'ów. Po godzinie sprzątania pokój wyglądał już normalnie. Śmieci zebraliśmy 3 worki i 2 duże kartony, do których wrzucaliśmy mniejsze kartony.

-Łoł nawet masz duży pokój!- zauważyłam

-No jest jeszcze większy, tylko większość pokoju zajmują albo meble albo paczki. Ale dziś dużo otworzyliśmy, więc się trochę tego zmniejszyło.

-No na jakiś czas będziesz miał porządek.

-No nie na jakiś, bo jutro... znaczy się dziś-spojrzał na zegarek- idę na pocztę. Jak chcecie to możecie iść ze mną zobaczycie ile ja robię kursów na pocztę w co drugie poniedziałki. Zbierają się paczki i listy z 2 tygodni. Przynoszę prawie worek listów i z 20 paczek jak nie więcej. 

-Ale możesz oko nacieszyć przez jakiś czas.- powiedziałam

-Dobra podaj mi piwo!- Marcin wyjął z opakowania i rzucił Jasiowi- A ty nie pijesz?- zdziwił się chłopak.

-Nie, muszę dotrzeć jakoś do domu.- przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do mamy jeżeli będę wracała później niż jej mówiłam. Szybko wyjęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Godzina 00:34. O kurde! Szybko odblokowałam telefon i napisałam wiadomość do mamy, że jestem z Marcinem i będę nie wiem, o której.

Taak... z Marcinem, on powinien mnie pilnować, a nie ja jego. Zgadnę, że będziemy wracać rano, bo zanim ja jego wyciągnę stąd to uuu.... długoo. Chłopacy byli zagadani. Rozmawiali prawdo podobnie o tym na jakie studia idą. Z tego co wiem Marcin nigdzie nie idzie, a Jaś na pewno idzie na studia do Warszawy. Nie ma to jak znać lepiej Jasia niż swojego chłopaka. 

-Chcecie coś do jedzenia? Znaczy się nie słodkiego?

-Hmm...- Marcin się zamyślił- Jest otwarta pizzeria ale ta na rogu obok sklepu sportowego, niedaleko szkoły?

-Powinna być, ale czy jest? A masz do niej numer?

-Chyba nie, ale zaraz zobaczę.- Marcin wyciągnął telefon i zaczął przeszukiwać swoje kontakty.- A jednak mam!-krzyknął uradowany 

-To podaj zadzwonię!- Marcin zaczął mu dyktować. Chwilę później Janek już rozmawiał z panią z pizzerii. Zamówiliśmy 2 duże pizze. Dopiero teraz poczułam, że jestem bardzo głodna. Nie jadłam nic od wyjścia, nie licząc słodyczy.

***15 minut później***

-Kiedy będzie pizza?- powoli się niecierpliwiłam. Siedziałam na krześle przy stole w kuchni.

-No powinna już być.- Jasiek chodził z jednego końca kuchni do drugiego. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy dzwonił powiedział, że nie mają dzwonić dzwonkiem, bo obudzą rodziców. Po chwili w progu ustał Jaś trzymający pizze. W sekundę całą kuchnię wypełnił zapach pizzy.


-Chyba jesteś bardzo głodna co?- zapytał Janek, kiedy kończyłam 2 kawałek.

-Byłam. Jakoś tego prędzej nie odczuwałam.- powiedziałam, biorąc 3 mniejszy już kawałek pizzy.

Gdy skończyliśmy jeść przeszliśmy z powrotem do pokoju. Nagle nie wiadomo skąd Jaś wciągnął butelkę wódki. 

"-No to sobie jeszcze tu posiedzę trochę- pomyślałam"

Chłopacy byli w swoim niebie. Alkohol plus jedzenie plus jeszcze wolne jutro. Czego chcieć więcej. Gdyby nie to, że mam wracać to bym zabalowała razem z nimi.

-Ej toć napij się i tak Marcin zostaje na noc, bo nie dociągniesz go do domu, a ja go też nie odniosę.- ciągnął dalej Jasiu- A sama nie będziesz wracała.
No tak, chyba zostaję tu na noc. Spojrzałam na telefon. Jest godzina 01:58. Napisałam do mamy, że nocuję u kolegi Marcina, bo nie chcą mnie wypuścić do domu samą. Napisałam również, że zadzwonię jutro rano, jak wstanę.

-No dobra, ale już uprzedzam, że nie piję zbyt dużo.- Janek wstał i poszedł po szklankę. Gdy wrócił nalał do niej dużo alkoholu oraz sok pomarańczowy. Po chwili podał mi szklankę. Wzięłam łyk i aż mnie zatkało, zrobił bardzo mocnego drinka.

-Więcej alkoholu nie można było dolać?-zapytałam sarkastycznie.

-No wiesz jak chcesz to mogę ci dolać- podniósł butelkę z alkoholem i się uśmiechnął odsłaniając aparat ortodontyczny.


*****godzinę później*****

Oglądamy film "Więzień Labiryntu"- tak jakoś nam się zachciało oglądać. Znaczy się oglądam tylko ja i Jasiu, bo Marcin już od kilkunastu minut śpi. Dobrze, że przynajmniej nie chrapie, bo bym wyszła z siebie. Jutro zapewne będzie go mocno bolała głowa. Ja również mam trochę promili we krwi, ale nie aż tak.
Film jest ciekawy, bo ciągle uciszam Janka, kiedy ten zaczyna mamrotać coś pod nosem lub się wiercić. 
Marcina zostawiliśmy na kanapie, a sami się rozsiedliśmy na fotelach. Ja na fotelu do nagrywania, a on na takim innym, jego starszym fotelu do grania.
Gdy skończył się film Jasiu spojrzał na zegarek.

-Ja pierdole, że co...? To już taka godzina?- sama spojrzałam i nie mogłam uwierzyć.

-Czemu...- nie zdążyłam dokończyć, kiedy ten się wtrącił

-Wyłączysz komputer? Ja pościelę w tym czasie ci łóżko.

-Okej!

Otworzyłam powoli oczy i rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy spali. Usiadłam i przeciągnęłam się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 9:40.
"-Mało spałam!- zauważyłam, zazwyczaj muszę spać 6-7 godzin aby się porządnie wyspać, ale dzisiaj się wyspałam. "

Wstałam i pościeliłam za sobą łóżko, znaczy się część łóżka, bo na drugiej połowie śpi Marcin. Otworzyłam cicho jak tylko mogłam drzwi i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz i załatwiłam się, po czym wróciłam do pokoju. Po drodze zauważyłam Janka, który spał w drugim pokoju. Usiadłam na fotelu i podkuliłam nogi. Weszłam na Facebooka. Zobaczyłam kilkadziesiąt powiadomień, kilka wiadomości i trochę zaproszeń do znajomych. Dopiero po chwili zrozumiałam, że chodzi o wczoraj, że wszyscy się tym zapewne jarają co mnie znają.
"Tysiąc" powiadomień było o mnie. Gdy czytałam kilka postów, natknęłam się na jeden komentarz:
"-Świetny live, tylko szkoda, że tak krótko. Czy wy też myślicie, że Ania i Jasiu do siebie pasują. Ja uważam, że w jakimś tak stopniu pasują, może to dlatego, że świetnie się dogadują."- na tym skończyłam czytać, nie chcę dalej już na to patrzeć. Gdy zjechałam odrobinkę niżej, zobaczyłam, że to jeden z najpopularniejszych komentarzy. Może się jakoś pomylili, choć to nie możliwe, komentarz miał 106 like'ów.

-Że co?- pisnęłam

Po kilku minutach wszedł do pokoju Jasiu, z niezbyt ciekawą miną. 

-O już wstałaś!

-Tak, niedawno wstałam, nie chciałam cię budzić więc się trochę rozgościłam. -wskazałam szklankę soku, leżącą na biurku.

-A luz!- odchrząknął

-Wiesz... sprawdzam sobie Facebook'a i bardzo dużo jest powiadomień o mnie!- Janek spojrzał na mnie. Jego mina wyrażała, że już o tym wie. 

-Taak... widziałem. Nie przypuszczałem, że aż tak cię polubią. 

-No ja też nie! - między nami była napięta atmosfera. Przeczuwam, że on też już widział ten komentarz, żeby rozluźnić atmosferę dodałam.- Nie wstawiłeś postu: " 30 minut po północy. xD lel"

-A wstawiłem, zobacz sobie dokładnie.- oglądałam dalej, on w tym czasie szukał ubrań dla siebie.

- A nie ,jednak jest.- znalazłam, ale jeszcze coś mnie niezapokoiło. Dodał do postu, że sprząta pokój po Terefere mail ze mną. Włączyłam szybko komentarze i przeczytałam kilka. Wszyscy myślą, że ja i Jasiu....


---------------------------------------------------------------------

Pamiętaj !!!

Czytasz-Komentujesz
:3


Daje wielką motywację do pisania!

3 komentarze:

  1. Super rozdział <33 Może coś się jeszcze okaże . :DD Kiedy następny ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam ehehhehebe kocham tego bloga <333333

    OdpowiedzUsuń