czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 18

-Ale tu pięknie!- powiedziałam cicho, ale Jasiu chyba to usłyszał, bo odpowiedział:

-Tak, dlatego właśnie te miejsce wybrałem. Mój wujek mieszka o tam - wskazał palcem dom z innymi budynkami gospodarczymi po prawej stronie. Prawie go było nie widać.

-Po prostu idealne miejsce- nadal nie mogłam wyjść z zachwytu. Odwróciłam głowę w stronę Jasia, który stał niedaleko mnie. Nasze spojrzenie się skrzyżowało.

*************************************
-Chyba twoja ekipa przyjechała- odwróciłam głowę i wskazałam na samochód, który właśnie wjechał na łąkę. 
-Yhmm...- ze samochodu wysiadł tylko mężczyzna około lat pięćdziesięciu.
-Ktoś jeszcze przyjedzie?
-Nie będziemy tylko my. Dzisiaj chciałem tylko zobaczyć miejsce i mniej więcej ogarnąć jak to będzie wyglądało. Wujek miał tylko przyjechać i pogadać ze mną w sprawie daty.
-A okej.- wujek Jasia szedł w naszą stroną
-Uuu jak ja cię dawno nie widziałem-krzyknął z odległości 2 metrów od nas mężczyzna. Jasiu nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się odsłaniając białe zęby. Gdy już wreszcie był obok nas Janek zaczął:
-Wujku poznaj Anie, moją...- nie zdążył powiedzieć, bo krewny wtrącił
-Dziewczynę? Nie wiedziałem, że masz dziewczynę.- stałam jak wryta, nie mogłam nic powiedzieć, chciałam zaprzeczyć ale nie mogłam nic z siebie wydusić
-Nie, nie jest moją dziewczyną- odezwał się Janek. Mężczyzna został zbity z tropu, nie wiedział chyba co na to odpowiedzieć
-Au, przepraszam- spojrzał na mnie
-Nie, nic się nie stało- odpowiedziałam
-No dobra to kiedy macie zamiar zrobić tą imprezę?
-Nie imprezę tylko biwak kilkudniowy-zaczął Jaś- Jest tak na początku Sierpnia, pierwsza tura jest od 4 do 7 czyli 4 dni dla osób od 12-14 roku życia. Druga tura jest od 10 do 16 dla starszych. Od 15 lat wzwyż.
 Dowiedziałam się również, że już prawie połowa biletów jest wyprzedana. Mam być na obu turach, choć powinnam tylko na tej drugiej, ale, że mam skończone osiemnaście lat to mam zostać jednym z opiekunów. Pierwsza tura ma liczyć 35 dzieci, a druga już 40,bo starsi, więc też łatwiejsi, chyba, do ogarnięcia.
Jasiu wyciągnął koc ze samochodu i rozłożył go na trawie. Usiedliśmy, dalej ciągnąc rozmowę o biwaku. Było bardzo miło. Po jakiejś godzinie wujek Jasia już odjechał.
-Też już jedziemy?- zapytał chłopak
-Jak chcesz.-odpowiedziałam
-To od ciebie zależy, ja mogę zostać, tylko uprzedzam muszę być w domu o godzinie 12.- wyjęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
-Jest 11:13 więc możemy się powoli zbierać.- wstałam i pomogłam Jasiowi zebrać koc piknikowy po czy spakował on go do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy. Chłopak przekręcił kluczyki w stacyjce i wcisnął pedał gazu wprawiając samochód w ruch. Po kilku minutach jazdy zapytał:
-A jak tam Marcin? Mocno się wkurzył ostatnio po tym jak wyszedłem?
-Nie rozmawiałeś z nim?- byłam zaskoczona, obiecał mi Marcin, że z nim porozmawia.
-Nie, nie dzwonił do mnie. Nie dostałem też żadnego SMS'a
-Obiecał mi, że z tobą porozmawia.- miałam 1000 myśli na minutę. Dlaczego nie zadzwonił? Dlaczego mnie nie posłuchał? Czemu mnie okłamał mówiąc, że do niego dzwonił? Jasiu spojrzał na mnie i dostrzegł, że coś jest nie tak
-Wszystko okej?
-Tak. Tylko mnie dziwi to, że powiedział mi, że do ciebie dzwonił i się pogodziliście.- zaczęłam- Po tym jak wyszedłeś rozmawialiśmy, ale bardzo krótko. Wylano go z pracy, dlatego był tak bardzo zły. Gdy spytałam dlaczego odpowiedział mi, że czasami się spóźniał i wreszcie szef tego nie wytrzymał i go zwolnił. Zastanawiam się dlaczego się spóźniał. Gdy wychodziliśmy gdzieś razem to albo zazwyczaj po południu albo prędkim wieczorem. Wracaliśmy z imprez też prędko, bo zawsze mówił, że ma rano do pracy.- przestałam na chwilę mówić, musiałam zebrać myśli. Po dłuższej chwili dodałam- Mogę cię o coś spytać?- spojrzałam w kierunku Jasia. Chłopak też się odwrócił i spojrzał na mnie. Prawdo podobnie dostrzegł, że coś mnie trapi, bo nagle jego uśmieszek zniknął z twarzy.
-Wal śmiało.
-Już od kilku dni Marcin się do mnie nie odzywa. Nie dzwoni, nie pisze. Kompletnie nie ma dla mnie czasu. Wiem, że nie ma pracy, a gdy idę do jego domu to go wiecznie nie ma. Może ty coś wiesz czego ja nie wiem?
Janek przez chwilę rozmyślał po czy dodał:
-Nie, od tamtej pory nie mam z nim kontaktu.
-A dobra. Jak coś nie było tematu. Nie chcę aby dowiedział się o tej rozmowie Marcin, bo się kompletnie wkurzy.
-Luz, to zostanie między nami. Nikomu nic nie powiem.
 Dojechaliśmy tak w ciszy do centrum. Grała tylko muzyka w tle. 
-Podwieźć cię do domu?
-Nie chętnie się przejdę. Możesz mnie zostawić gdzieś koło runku.
-Jak chcesz.- chłopak przerzucił bieg i skręcił w lewo w kierunku runku. Po minucie zatrzymał się na parkingu koło piekarni.
-Jak coś będziesz chciał, to dzwoń!
-Jasne!
-To do zobaczenia!
-Do zobaczenia- powiedział cicho.
Wysiadłam ze samochodu i skierowałam się w kierunku sklepu spożywczego. Kupiłam płatki śniadaniowe, kilka jogurtów, mleko, ciastka oraz lody. Wieczorem zrobię sobie wieczór filmowy.

---------------------------------------------------------------------
Przepraszam was, że długo nie było postu, ale byłam na wakacjach, a prędzej nie zdążyłam nic napisać.
 I jeszcze raz dziękuję wam bardzo za to, że jesteście. Jesteście niesamowici. Bez was by tego nie było <3 <3

Pamiętaj !!!



Czytasz-Komentujesz

:3


Daje to wielką motywację do pisania!!

2 komentarze:

  1. Super rozdział :D ale mogłabyś troszku częściej je dodawać :v

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio byłam na wakacjach i zbytnio nie mogłam tam pisać, ale od teraz postaram się aby były regularnie. :3

    OdpowiedzUsuń