sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 6

Gdy się już ubrałam i "ogarnęłam" zeszłam do kuchni. Nikogo nie było, trochę to dziwne, bo zawsze mama była w kuchni i przygotowywała mi kanapki. Zjadłam śniadanie robiąc przy tym kanapki do szkoły. Spakowałam je do torby razem z sokiem. Założyłam "adidasy" gdyż dziś coś nie mrawo było na dworze. Zabrałam letnią kurtkę z wieszaka i wyszłam na dwór. Wychodziłam z domu o godzinie 7:43. Spokojnie zdążę dojść do szkoły przed dzwonkiem.

****************************************
Te ostatnie dni nauki zleciały mi dość szybko. W tym czasie zamówiłam bluzę JD WEAR oraz czarną bluzkę również JD WEAR - jak mama pozwoliła, to czemu nie korzystać.
W piątek mieliśmy apel szkolny i nic więcej.

-Wakacje!!-wszyscy krzyknęli na koniec apelu.

"-Wreście wakacje, odpoczynek od szkoły, spanie do godziny 12 -pomyślałam, gdy wszyscy zaczęliśmy wychodzić z sali gimnastycznej, na której odbywał się apel.

-Idziemy na pizzę, idziesz z nami?-zapytała mnie Nicola, z którą bardziej się zaprzyjaźniłam. Jest nawet spoko.

-A gdzie mamy zamiar iść?-zapytałam, bo prawdę mówiąc nie chciało mi się ale, że ostatni raz w tym roku szkolnym ich widzę to chyba mi wypada.

-Myślę, że do tej pizzerii obok galerii- powiedziała Nicol odwracając się do innych, którzy stali za nią, widocznie oni się zgodzili. Stała tam Marta, która rozmawiała z Filipem-jej chłopakiem. Było też kilka dziewczyn z klasy i poza nią z którymi również utrzymujemy dobre, a nawet bardzo dobre,kontakty. Znalazło się i kilku pojedynczych chłopaków. Razem nas było 11.

-Dobrze, ale już uprzedzam, że nie będę z wami długo siedziała. Mam jeszcze gości  w domu i dziś odjeżdżają więc muszę być w domu.

-Dobrze, dobrze- mruknęła Nicola przewracają oczami.

Poszliśmy wszyscy do pizzerii wolnym krokiem, rozmawiając o planach na wakacje. Po kilkunastu minutach doszliśmy do pizzerii. Połączyliśmy stoły w ten sposób, że wyglądał on teraz na jeden wielki, jak dla rodziny wieloosobowej. Zamówiliśmy 5 dużych pizz o różnych smakach. Na początku zdawało mi się to trochę dużo ale ku mojemu zdziwieniu zjedliśmy wszystko. Zostały tylko puste talerze oraz puste szklanki od soków.

-Dobra ja muszę spadać do domu- oznajmiłam wszystkim, gdy spojrzałam na zegarek który wskazywał na 13:20.

-Już? Tak szybko?-wstała od stołu Marta

-Mówiłam, że dziś Marcin odjeżdża.

-Ale przecież zaczęły się wakacje!

-Tak ale on już nie chodzi do szkoły, a od poniedziałku zaczyna pracę. Będzie stał przy barze czy coś takiego.- Odpowiedziałam byle jak aby Marta się wreście odczepiła, bo przez ostatni tydzień wszędzie w wolnym czasie z nim chodziłam. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłam. Można powiedzieć, że teraz jest moim przyjacielem. Ale dziś odjeżdżał więc trochę byłam smutna. Marta zaczęła opowiadać, że jesteśmy ze sobą co było totalną bzdurą. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale jakby się zastanowić to bylibyśmy ładną parą... Nie.. co ja bredzę nigdy nie będziemy razem.

Pożegnałam się ze wszystkimi i poczłapałam do domu. Ulica Wierzbowa, dom numer 11c-już niedaleko. Gdy weszłam do domu zobaczyłam w progu walizki. Właśnie wujek schodził po schodach z ostatnią walizką.

-O! Już jedziecie?-trochę byłam tym zdziwiona bo mieli jechać dopiero o 15 a była 13:50.

-Tak, nie chcemy przyjechać do domu po północy i budzić sąsiadów.
Przyglądałam się jak Marcin pakuje do bagażnika samochodu walizki.

-Do widzenia ciociu!-przytuliłam ciocię

-Cześć malutka. I wid....- nie dokończyła słowa bo wtrąciła się mama. Chyba chciała przerwać dalszą rozmowę. Ale dlaczego to trochę mnie ciekawiło.

-Paa... Asia!-mama również ją przytuliła na pożegnanie.

Pożegnałam się z wujkiem i wyszłam na dwór. Bo jak zwykle dorośli mają tysiąc jeszcze zdań do powiedzenia. Podeszłam do Marcina, który opierał się o samochód czekając na swoich opiekunów podczas nieobecności rodziców.

-Będę tęsknić za twoim poczuciem humoru- szepnęłam mu, opierając się również tak jak on o samochód.

-Ja też. -odparł- Ale chyba się jeszcze zobaczymy?

-No jasne, tylko nie wiadomo kiedy. Może uda się moich rodziców wyciągnąć w Sierpniu wpaść do was.

-Będę czekał.-znienacka przytulił mnie do siebie tak mocno, że ledwo łapałam oddech i pocałował mnie w głowę.

Po chwili, gdy już się od siebie odczepiliśmy, wyszli z domu wszyscy dorośli. Ciocia usiadła na tylnich siedzeniach, a wujek obok kierowcy. Mieli bardzo długą podróż do Legnicy. Ciocia z wujkiem mieszkali w małym domku na ulicy Fiołkowej, a Marcin kilka domów dalej. Jako, że ciocia utrzymywała dobre kontakty z mamą Marcina została jego opiekunką na czas ich wyjazdu.

-Zadzwońcie do nas jak dojedziecie.-były to ostatnie słowa wypowiedziane przez mamę.
Machaliśmy im dopóki nie zniknęli za zakrętem. Weszliśmy do domu i zaczęłam iść w stronę pokoju kiedy poczułam wibracje w kieszeni. Zobaczyłam na ekran, dzwoni Nicola. Szybko odebrałam i wpadłam do pokoju aby rodzice nie słyszeli mojej rozmowy z nią.

-Heejj- Nicoli trząsł się głos, że nie mogłam nic zrozumieć-proosze.. przyjdźź do mnniie, aalbo ja do ciebie. Mogę??

-Jasne, że możesz. Co się stało???-przestraszyłam się tego jakim ona głosem mówiła.

-Kuuba ze mną zerwał, tak wogóle to ja z nim zerwałam... ale....

-Dobrze przyjdź do mnie chyba, że chcesz żebym ja przyszła do ciebie?-Nie ja do ciebie przyjdę. Nie chcę siedzieć w tym moim pokoju, w którym tak często z nim przebywałam.

-Wyjdę po ciebie. Za 20 minut obok pomnika w parku.

-Będę na czas.- Nicola ciągle mówiła przez płacz.

Nie czekałam zbyt długo, gdy skończyłam rozmawiać szybko ubrałam pierwsze lepsze buty i wybiegłam z domu oznajmiając mamie, że za chwilkę będę z powrotem. Czekałam koło pomnika już 5 minut, Nicoli nadal nie było. Chciałam do niej już dzwonić ale zobaczyłam z daleka, że idzie. Pobiegłam do niej tak szybko, że nie zauważyłam samochodu, który właśnie wyjeżdżał z parkingu. Zatrąbił na mnie ale ja nie odwracałam wzroku, tylko biegłam do Nicol.

-Nicola!!-krzyknęłam,gdy byłam już kilka metrów od niej. Ta rzuciła się w moje ramiona i zaczęła szlochać. Po chwili odkleiłam ją od siebie, wzięłam jej torbę i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Dziewczyna ciągle płakała, może nie tak bardzo jak na początku ale jednak to ciągle był płacz. Gdy doszliśmy do domu prawie już nie płakała, bo w ten czas gdy szliśmy ciągle ją uspokajałam. 

-Mamo, Nicola może zostać na noc, bo zerwała z Kubą?-zapytałam mamę gdy weszliśmy do domu.

-No jasne.-mama nie sprzeciwiała się, bo wiedziała, że Kuba był jej pierwszym chłopakiem z którym tak długo była. Mianowicie aż 2 lata. Gdy przyszła do technikum poznała go a kilka miesięcy później byli już razem. Nigdy nie widziałam tak zakochanej pary. Nie wiem co mogło się wydarzyć, że z nim zerwała. Kompletnie nie miałam pojęcia. Czym prędzej chcąc się dowiedzieć poszłam na górę do mojego pokoju gdzie już siedziała na krześle od biurka Nicola.

-Opowiadaj co się stało.-usiadłam na łóżku poklepując ręką miejsce obok aby usiadła koło mnie.

-Gdy wyszłaś z pizzerii chwilę potem Kuba dostał sms'a po czym powiedział mi, że musi iść, bo mama do niego dzwoniła ,że ma przyjść bo jakaś pilna sprawa.-Nicola usiadła koło mnie-Było to trochę dziwnie bo jak mi to mówił trochę się spiął. Postanowiłam, że za nim pójdę. Śledziłam go. Doszłam za nim do parku na Królewskiej. Wiesz jakiego, ten co ma wielki kamień z jakąś tabliczką i tą duuużą fontannę.-przytaknęłam wiedząc jaki to był park. Chodziłam do tego parku po lekcjach, tętniło życiem, to mi się podobało.-Zobaczyłam go jak witał się z jakąś dziewczyną. Na początku myślałam, że może to jego kuzynka więc nie wyskakiwałam aby nie osądzić coś czego nie było. Ale po prostu chwile po tym jak się przywitali ona pociągnęła go w mniej tłoczne miejsce w parku. Usiedli na ławce na tej polance na drugim końcu parku. Gdy dobiegłam schowałam się za krzakami, gdy wyjrzałam zza nich zobaczyłam jak namiętnie się całują. Coś obrzydliwego najpierw się ze mną całował przed odejściem z pizzerii a teraz z nią. Przyglądałam się jeszcze chwilę, bo nie mogłam się ruszyć z miejsca, moje nogi mnie nie słuchały. Po chwili poczułam, że z moich policzków kapią łzy. Wstałam podeszłam do nich, a on przestraszony wstał i zaczął mi się tłumaczyć. Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń,nie chciałam go znać więc dostał ode mnie z liścia i poszłam. Tamta dziewczyna sprana nie wiedziała o co kaman patrzyła na mnie jak na jakąś inną z innej planety. No a potem zadzwoniłam do ciebie a dalej to już wiesz.

-O boże, co za sukinsyn.-przytuliłam ją do siebie widząc, że z jej oczu powoli chcą wydostać się łzy.

-------------------------------------------
Pamiętaj!!

CZYTASZ-KOMENTUJESZ!!!
:3

2 komentarze: